Witold Wieczorek: Katastrofa górnicza w kopalni Renard/Ludmiła

            Po 30 godzinach od katastrofy, uwięzieni w „pułapce bez wyjścia” górnicy znaleźli się na powierzchni, wśród rodzin i przyjaciół, pod opieką lekarzy. Omdlewających i wychłodzonych transportowano do szpitala. Ocaleni górnicy opowiadali przede wszystkim o strachu, który im towarzyszył, szczególnie gdy woda się podnosiła a oni nie mieli już gdzie przed nią uciec.

Bilans ofiar

            Po przetransportowaniu ocalałych na powierzchnię zaczęto szukać pozostałych górników, którzy w chwili katastrofy pracowali we wschodniej części kopalni. Nadzieja, że będą oni żywi była nikła. Z opisów ówczesnej prasy wynika, że dla wszystkich oczywiste było, że obowiązkiem wobec współtowarzyszy jest kontynuowanie poszukiwań aż do znalezienia górników – żywych lub martwych. W akcji poszukiwawczej uczestniczyli również niektórzy z wcześniej uratowanych górników. W krótkim czasie, bo do około godziny 21 odnaleziono 3 ciała ludzi i 1 konia, w nocy wydobyto jeszcze 2 ciała ludzkie a w piątek rano 1.

            W piątek, o godzinie 10, woda z zalanych chodników została wypompowana i rozpoczęły się przygotowania do wznowienia eksploatacji. Intensywnie kontynuowane były poszukiwania ciał pozostałych górników oraz oczyszczanie kopalni z naniesionego przez wodę szlamu. Akcja poszukiwawcza była bardzo niebezpieczna, nadal dochodziło do gwałtownych wypływów wody.

28 września poziom wody podniósł się niemal o metr. Do tego czasu wydobyto 10 ciał górników. 1 października rano odnaleziono kolejnych 5 ciał, a wieczorem tego samego dnia jeszcze jedno ciało. Oznaczało to, że znaleziono wszystkie 16 ofiar katastrofy z 24 września. Niewykluczone, że ich łączna liczba z czasem wzrosła, bowiem ówczesna prasa kilka dni po katastrofie donosiła „Z ocalonych robotników wskutek przeziębienia, braku powietrza i przestrachu umarło już kilku a prawdopodobnie, że i więcej z tych biedaków podobny koniec czeka, gdyż wielu jest bardzo chorych”.

Pożegnanie

            29 września i 3 października miały się odbyć pogrzeby ofiar katastrofy. O pierwszym prasa doniosła: „Pochowano więc dzisiaj [29 września] o 8 rano 10 ludzi ciężkiej pracy, wydobytych z ciemnych podziemi. Trudno zaiste opisać straszne wrażenie, jakie sprawiał kondukt z 5 czarnych i 5 białych trumien złożony. Serce się rozdzierało na widok tych trumien, mieszczących w sobie ciała tych nieszczęsnych, którzy życiem przepłacili trudy swe, dla szukania nędznego wyżywienia dla siebie i swoich rodzin. Towarzyszyło temu smutnemu pochodowi przeszło 600 górników z dyrektorem kopalni p. Mauve oraz ze wszystkiemi urzędnikami na czele, a także mnóstwo osób prywatnych, którzy się przyłączyli, odprowadzając na cmentarz we wsi Niwce się znajdujący”. Jeżeli ufać relacji prasowej, niemal połowa ówczesnych mieszkańców osad przyszłego Sosnowca brała udział w tej smutnej ceremonii.

Według zapewnień prasy relacjonującej katastrofę, rodziny tragicznie zmarłych górników miały otrzymywać „pensye miesięczne” z istniejącej Kasy Oszczędności a od zarządu kopalni wsparcie nadzwyczajne. Także współwłaściciel firmy, która była odbiorcą węgla z kopalni Ludmiła ofiarował dla wdów i sierot znaczącą kwotę.

Dlaczego?

            Znamy już przebieg katastrofy, czas na pytanie o jej przyczyny. Czy, zgodnie z dostępnymi do tej pory informacjami, winę ponosi kierownictwo kopalni, które poleciło „rabowanie” czyli odzyskiwanie drewnianych stempli podtrzymujących strop chodników, w wyniku czego nastąpił zawał i do kopalni wdarła się kurzawka? Czy też może prawdziwa jest druga hipoteza, mówiąca o tym, że katastrofę spowodowała zachłanność właścicieli kopalni, którzy zdecydowali o eksploatacji bogatych pokładów węgla pod Czarną Przemszą, której wody zmieszane z piaskiem zalały kopalnię i spowodowały jej „zapadnięcie”?

Obie hipotezy, często powtarzane w dotychczasowych publikacjach, po lekturze powyższego artykułu, należy potraktować w kategorii legendy. Najbardziej wiarygodne, nie tylko z racji autorstwa, wydają się wnioski Raportu Dozoru I Górniczego Okręgu Królestwa Polskiego, w którym czytamy m. in.: „(…) w pobliżu drugiego wschodniego uskoku znajdowały się zawodnione piaski i szlamy, z których mogła przeniknąć woda 24 września. Znajdująca się niedaleko uskoku woda kropla po kropli rozmywała (wypłukała) poddające się rozmyciu skały tworząc otwór, tak że pozostałe skały nie mogły przeszkodzić naciskowi wody, która momentalnie przedarła się do kopalni w ilości około 56 m³, zatapiając ją do dwóch sążni nowego poziomu wód górniczych. Robotnicy ze wschodniej części kopalni nie zawsze zdążyli uciec, część z nich była porwana przez wodę i utopili się, część schroniła się w wyższej części pochylni gdzie znajdował się otwór wentylacyjny…… Biorąc pod uwagę budowę geologiczną miejsca leżącego nad wschodnią częścią kopalni i zapobiegając na przyszłość podobnym nieszczęśliwym wypadkom Okręgowy Inżynier Górniczy I Okręgu nakazał bezwzględnie zamknąć wschodnią część kopalni Hrabia Renard, oraz oddzielić ją od kopalni (szybów) i łączącego wykonanego przekopu, na co kierownictwo kopalni wyraziło zgodę.”

Mit

            Skąd wzięły się dotychczas funkcjonujące, tak dalekie od prawdy informacje o wdarciu się wód z Czarnej Przemszy i “zapadnieciu się” kopalni oraz o dwustu ofiarach śmiertelnych katastrofy ? Kiedy powstał „mit kopalni Ludmiła”?

Jako jednego z “winnych” można wskazać Andrzeja Niemojewskiego. Ten poeta, pisarz a jednocześnie religioznawca i społecznik, ma w życiorysie kilkuletni epizod sosnowiecki (1892-97), podczas którego był zatrudniony jako urzędnik w jednym z miejscowych towarzystw górniczo-hutniczych. W roku 1896 opublikował zbiór opowiadań pt. Listopad. Bohaterką jednego z nich była “Stara wariatka“, młoda mężatka, która w katastrofie w kopalni Ludmiła straciła dopiero co poślubionego męża. W utworze nie pada nazwa Ludmiła, kopalnia nosi nazwę Błogosławieństwo Boże. Jednak na podstawie odniesień topograficznych w opowiadaniu: rzeki Przemszy, Radochy, szybu Zygmunt oraz przyczyny śmierci młodego górnika (w tym miejscu autor wyjątkowo pofolgował apokaliptycznym wizjom), jednoznacznie wskazują na to, że Niemojewski opisywał katastrofę w kopalni Ludmiła.

O ile fantazje autora „Starej wariatki”, który nie miał w zamyśle dołączenia do klasyków polskiej szkoły reportażu, można zrozumieć, o tyle niebadających źródeł regionalistów czy historyków „dokumentujących” historię regionu, już trudno zrozumieć. Po II wojnie światowej w informacjach o katastrofie, mocno eksponowany był wątek zachłanności kapitalistycznych właścicieli kopalni, którzy dla zysku nie wahali się ryzykować życia robotników oraz wykorzystywać dzieci do ciężkiej fizycznej pracy, choć to drugie w XIX wieku było powszechne w zakładach przemysłowych. W kopalni Ludmiła najmłodsza zidentyfikowana ofiara katastrofy miała lat 15, kolejnych sześć nie przekroczyło 20 roku życia, wśród nich młoda kobieta. Dzięki materiałom archiwalnym wiemy, że w katastrofie w kopalni Ludmiła zginęli:

 

  Imię Nazwisko Wiek
1 Henryk Budnik 31
2   Daczuk  
3 Jan Englisz 15
4   Faren (Fahren) 20
5 Władysław Frankiewicz 39
6 Hugo Hanke 17
7 Marianna Kudera 17
8 Jan Maj 21
9 Maksymilian Modelski 23
10 Jan Opler 30
11 Karol Podolski 17
12   Seneka  
13 Józef Słuczka 20
14 Maksymilian Sroka 20
15 Kasper Śliwiński 39
16 Tadeusz Urbańczyk 35

 

Nieznane pozostają miejsca pochówku i wiek górników: Daczuk i Seneka.

Koniec i początek

Najprawdopodobniej tragedia w kopalni Ludmiła była pierwszą tak dużą katastrofą w zagłębiowskim górnictwie, choć jej rozmiar był faktycznie zdecydowanie mniejszy, niż dotychczas powszechnie przyjmowano. Kopalnia funkcjonowała jeszcze do końca roku 1881, permanentnie borykając się z zagrożeniem zalaniem.

Strony: 1 2 3

Bear