Janusz Maszczyk: Zaułkami Nowego Sielca. Cz. 2

***

W zasadzie w okresie okupacji niemieckiej istniały tylko trzy dogodne i często zmieniane trasy przejazdu powozem do banku i jego powroty do Zameczku Sieleckiego, z wypełnionymi już gotówką specjalnymi torbami 5/:

1 TRASA:

 Po odjeździe z dziedzińca zamkowej dyrekcji kopalnianej, najpierw trzeba było pokonać zawsze zamkniętą bramę wiodącą do Parku Renardowskiego jaka się wtedy znajdowała tuż, tuż obok, portierni, przy samym „Zameczku” (patrz poniżej zdjęcie nr 2). Ciężkie drewniane drzwi dwuskrzydłowe zawsze otwierał dyżurujący tam całodobowo portier. Co ciekawe?… Zabudowania tej wiekowej malutkiej murowanej portierni zachowały się tam do dzisiaj i są widoczne na zdjęciu nr 2. Oczywiście otwieranie wielkich drzwi parkowych zawsze było dokonywane z zachowaniem tradycyjnej dostojnej celebracji. Później konny powóz przemieszczał się już tylko pustymi alejami Parku Renardowskiego. Trasa początkowo biegła pomiędzy „Zameczkiem”, a sztucznie nawadnianym wtedy stawem (staw po 1945 roku już zlikwidowano; w jego miejscu są dzisiaj baseny kąpielowe), następnie wiła się środkową szeroką parkową aleją, po dwóch stronach ocienioną drzewami klonowymi (duże fragmenty tej alei zachowały się do dzisiaj; jednak dawne bajkowe, żwirowe podłoże pokryto już w czasach PRL kolidującym z wystrojem parku asfaltem), która kończyła się u wrót dzisiejszej ulicy Legionów. Tam również z zachowaniem pełnej celebracji dyżurujący portier szedł powoli, przy tym czapkując głębokimi ukłonami i dostojnie otwierał kolejną wielką dwuskrzydłową drewnianą parkową bramę. Po pokonaniu tej bramy dalsza trasa do banku wiodła już tylko poprzez dzisiejszą ulice Legionów, a dalej ustalonymi znacznie już wcześniej ulicami Sosnowca. Tę ostatnią trasę też często jednak zmieniano.

[Zdjęcie nr 2. 1 TRASA: – Dawna portiernia i jedyna „hrabiowska” droga jaka wiodła z „RENARDA” poprzez „PARK RENARDOWSKI”.]

2 TRASA:

Po dokonanej odprawie na dziedzińcu „Zameczka”, pojazd konny tym razem miał za zadanie w prostej linii pokonać tylko wyjątkowo króciutki odcinek wewnętrznej dworskiej wtedy drogi Schloss – Strasse (obecnie uliczka Zamkowa), usytuowanej wtedy na terenie obwarowanego murami i parkanem „Renarda”. Na tej trasie pierwsza brama i portiernia znajdowała się wówczas tuż, tuż na styku z ulicą Renard – Strasse (obecna G. Narutowicza). Tę portiernię jednak strzegł kilkuosobowy niemiecki do tego jeszcze uzbrojony Werkschutz. Później powóz konny w drodze do banku pokonywał już tylko dalsze ulice Sielca, lub mógł się też przemieszczać innymi ulicami, poprzez Plac Tadeusza Kościuszki.

3 TRASA:

Po dokonanej odprawie na dziedzińcu Zameczku Sieleckiego, pojazd konny musiał pokonać pierwszą bramę parkową, która jak już wyżej wspominałem była wtedy „przyklejona” do portierni obok „Zameczku” (zdjęcie nr 2), następnie pokonywano tym razem alejkę parkową, ale ciągnącą się wówczas tuż, tuż koło stawu i wiszący drewniany mostek ponad groblą (mostek jest utrawalony na moim zdjęciu – patrz artykuł – „Alejkami Parku Renardowskiego), by dosłownie po kilkunastu sekundach dotrzeć do wysokiej dwuskrzydłowej bramy, i portierni usytuowanej tym razem na styku ulic Dworskiej i Piekarskiej (więcej o topografii tych uliczek w 1 części tego artykułu). Ta trasa przejazdu była najkrótsza i ponoć z niej mimo woli z ochotą najczęściej wtedy korzystano.Portierem przy uliczce Dworskiej i Piekarskiej był najczęściej osobnik polskiej narodowości. Przynajmniej takich polskich pracowników zapamiętałem, gdy podczas okupacji niemieckiej, za okazaniem specjalnej przepustki, wielokrotnie, wraz z rodzicami bywałem w tym parku. W tym jednym, jedynym konkretnym przypadku ponoć do pokonania tej trasy nie nadawał się każdy jednak powóz, gdyż mostek drewniany na grobli mimo, iż był wyjątkowo solidnie wykonany i w związku z tym tonażowo wytrzymały, to jednak był ciut, ciut za wąski jak na przejazd typowego dostojnego dworskiego powozu, nie mówiąc już o kołyszącej się na resorach mercedesowej karecie.

[Zdjęcia 3 i 4 autora (współczesne). Dawna uliczka Dworska (za PRL uliczka Pionierów, obecnie Skautów). W czasach okupacji niemieckiej, po prawej stronie, stykała się z uliczką Piekarską. Zdjęcie nr 4 wykonano z miejsca, gdzie w czasach okupacji niemieckiej mieściła się portiernia i dwuskrzydłowa drewniana brama wiodące do PARKU RENARDOWSKIEGO. Po prawej stronie tej uliczki od XIX wieku zalegał tu już wysoki kamienny mur, którego resztki są widoczne na zdjęciu nr 3, a na zdjęciu nr 4 jest pokryty dziką winoroślą. W ten piękny kamienny mur, już od XIX wieku była wmontowana dwuskrzydłowa brama, która wiodła na rozległe podwórze (o dawnych zabudowaniach, m.in. parowego młyna i piekarni; więcej w artykule autora – „Zaułkami Nowego Sielca cz. 1”). Natomiast po lewej stronie w czasach okupacji niemieckiej i do pierwszych lat 50. XX w. od bramy parkowej aż do samej plebani ciągnął się wysoki na około 3 metry płot ze ściśle do siebie dopasowanymi deskami.]

***

Oto co jednak pisze Komendant AK na podstawie tajnego raportu prezydenta policji niemieckiej w Sosnowcu von Wodke:

30 lipca 1943 r. około godziny 10, na transport pieniędzy do kopalni ‘Hr.Renard’, przewożony przez czterech funkcjonariuszy dorożką, napadło 4 – 5 bandytów przy bramie parku na ul. Schloss – Strasse. Dwóch z transportujących funkcjonariuszy zostało zabitych, jeden ciężko i jeden lekko ranny”. Koniec cytatu.

   Jak wynika z wyżej wymienionego lakonicznie jednak opracowanego niemieckiego raportu, transport pieniędzy z banku był dokonywany przez „czterech funkcjonariuszy”, co jest jednak absolutnie niezgodne z prawdą obiektywną. W rzeczywistości bowiem konnym pojazdem, tak jak zawsze powoził wtedy polski furman, kasjerem w tym konkretnym przypadku ponoć był też Polak, a funkcjonariuszy niemieckich i to uzbrojonych było tylko dwóch, lub zaledwie jeden, gdyż do pomocy kasjer zabrał wtedy ze sobą też jeszcze jednego polskiego urzędnika z rachuby. Z kolei portierem, który otwierał parkową bramę w tej części Parku Renardowskiego, jak zwykle był nasz rodak.

Według informacji pozyskanych jeszcze w czasach okupacji niemieckiej od osób zamieszkałych przy uliczce Browarnej, Dworskiej (za PRL uliczka Pionierów, obecnie Skautów)i Piekarskiej, to atak na osoby przewożące gotówkę z banku został właśnie dokonany tuż, tuż przy drewnianej bramie wiodącej wówczas do Parku Renardowskiego usytuowanej na styku uliczki Dworskiej i Piekarskiej. Tę wersję też podtrzymywali wtedy niemieccy lokatorzy z z Placu Tadeusza Kościuszki. Podawano zresztą też wtedy różne informacje o ofiarach tej strzelaniny.

Faktem jest, że te uliczne zaułki w Nowym Sielcu były wówczas wyjątkowo cichutkimi, wręcz sennymi i pozbawionymi prawie całkowicie przechodniów. Również poprzez roboczą bramę, jaka wtedy była usytuowana na styku uliczek Browarnej i Dworskiej, a wiodącą na tereny fabryczne browaru i fabryczki sztucznego lodu, to w zasadzie w ciągu dnia, tylko kilka czy powiedzmy najwyżej kilkanaście razy, przemieszczały się po towar furmanki lub pojazdy mechaniczne. A tak to za dnia cały też czas panowała tu senna cisza. Szczególnie jednak dotyczy to, jakby wymarłych końcowych fragmentów uliczki Dworskiej, tuż, tuż przy samej portierni i bramie wiodącej wtedy do Parku Renardowskiego. Podobnie zresztą jak na całym swym odcinku też uliczki Piekarskiej, która wtedy była przedłużeniem uliczki Dworskiej w kierunku Katarzyny i Sielca.W związku z tym te zaułki wówczas wprost doskonale nadawały się do dokonania takiego napadu przez polskie podziemie patriotyczne z Armii Krajowej. Stąd zapewne, przeprowadzona akcja ze strony żołnierzy ze strzemieszyckiego zgrupowania AK, z grupy „Ordona”,była tak długo odkładana. Do czasu, gdy poprzez „wtyczki”, czyli konkretnych pracowników z kopalni, czy z innego jeszcze źródła, ostatecznie już pozyskano informację o tej najkorzystniejszej trasie przejazdu konnego powozu. Inne miejsca (patrz trasy przejazdu 1 i 2) do zaatakowania konwoju bankowego z uwagi na stosunkowo dużą ruchliwość przechodniów i stacjonujących w pobliży wielu funkcjonariuszy z niemieckiej kryminalnej policji, Gestapo, esesmanów, i Werkschutzu nie były już tak bezpieczne jakwłaśnie na tych stykających się z sobą uliczkach: Dworskiej (za PRL uliczka Pionierów) i Piekarskiej. Podobno jeden z zamachowców, według przecieków z Gestapo i Kripo, jak to przekazywali nam niemieccy sąsiedzi z Placu Tadeusza Kościuszki był już wcześniej ukryty poza wysokim, stojącym tam jeszcze wtedy przy uliczce Dworskiej, kościelnym płotem ze szczelnie do siebie dopasowanymi deskami i obserwował ten fragment uliczny (patrz zdjęcia nr 3 i 4; jeszcze więcej o topografii tego terenu w części mojego artykułu „Zaułkami Nowego Sielca – cz. 1”). Inni wtedy jak z kolei mówili nam niemieccy sąsiedzi – „polscy bandyci” – byli ukryci w dwukonnym powozie, który stał niewidoczny tuż, tuż obok bramy parkowej, jednak już wtedy na wiecznie pustym i cichym dawnym terenie, gdzie kiedyś przed laty, w czasach zaborów carskich, stały parowy młyn i piekarnia (patrz zdjęcia autora nr 3 i 4; więcej w cz. 1 artykułu). Ten teraz wielki i pusty plac, mieścił się wtedy poza wysokim kamiennym murem, a jedynym doń dojściem była wtedy wmontowana w niego dwuskrzydłowa drewniana brama. Jak pamiętam wiecznie jednak szeroko otwarta. Stojący więc tam poza wysokim murem pojazd, a w nim dyskretnie ukryci akowcy, nie byli więc widoczni ewentualnym przechodniom, ani też portierowi z pobliskiego parku. Z kolei wysoki kościelny deskowy płot, a nie mur jak to wspomina w powojennych publikacjach Komendant AK6/, ciągnął się dosłownie wtedy od samej bramy Parku Renardowskiego, aż mniej więcej do placyku gdzie do dzisiaj stoi dzwonnica i przepiękna plebania kościelna. Podobno zamachowcy swój punkt obserwacyjny już przygotowali jednak wcześniej, gdyż nawet w deskach stwierdzono później wydrążone otwory obserwacyjne i oparty o płot postument z leżących w pobliżu porozrzucanych cegieł i desek. A tego materiału budowlanego wtedy nie brakowało, gdyż leżał tam niemal wszędzie. Zalegał bowiem na tym placu kościelnym już  od czasów II Rzeczypospolitej Polski, gdyż przeznaczony był do budowy kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia NMP.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8

Bear