Janusz Maszczyk: Zaułkami Nowego Sielca. Cz. 1

Na tym samym unikatowym zdjęciu nr 22 przy uliczce Dworskiej, w zabytkowym murze na wprost, są też widoczne po prawej stronie trzy wnęki, dwie mniejsze i jedna już od nich o znacznie większych rozmiarach. Proszę sobie tylko wyobrazić, że ta właśnie trzecia z kolei największa wymiarowo wnęka, patrząc w lewą stronę, to jeszcze dawna główna brama, która już wtedy wiodła na ten wielki teren fabryczny i zachowała się jeszcze do lat 50. XX wieku. Autor doskonale jeszcze pamięta tę dwuskrzydłową drewnianą bramę, wiecznie jednak niedomkniętą, podobnie jak poza nią rozciągający się już wtedy rozległy i pofałdowany oraz zupełnie już pusty i niezagospodarowany teren. Część tego rozległego terenu była jeszcze wówczas pokryta tłuczniem z kamienia wapiennego, jakże charakterystycznym kolorytem jakim „za cara” ozdabiano tylko place i podwórka, których właścicielami byli jednak wyłącznie tylko zasobni w środki materialne bogaci osobnicy. Wschodnia bowiem cześć tego rozległego i pustego już wówczas placu (ta od strony Huty „Katarzyna” i osiedla mieszkaniowego), co już wyżej zasygnalizowałem, jeszcze w latach 50. XX wieku była też odgrodzona takim samym wysokim kamiennym pięknym i urokliwym z kamienia wapiennego murem. A to z tego powodu, gdyż dosłownie poza nim w głębokim parowie, przebiegała jeszcze wtedy kolejowa renardowska bocznica kopalniana, co doskonale jest wprost widoczne na poniższym zdjęciu nr 32, a pozyskanym z „Sosnowiec Archiwum”, o czym znacznie więcej poniżej.

****

     Po lewej stronie, co już też wyżej nawet kilkakrotnie zasygnalizowałem, w miejsce widocznego wapiennego muru wtopiono już w latach II Rzeczypospolitej ekskluzywny jak na tamte czasy, urzędniczy renardowski budynek mieszkalny, a przed nim pociągnięto ozdobny parkan, który skutecznie go wówczas odgradzał od uliczki Dworskiej. Ten urzędniczy budynek  jest doskonale widoczny na prezentowanych i stosownie opisanych, trochę wyżej przez autora wielu zdjęciach. Do tego właśnie budynku od ulicy Dworskiej poprzez furtkę parkanu wiodło główne wejście dla mieszkających w nim urzędników. Popularnie określane mianem „pańskiego wejście”. Podobno w okresie okupacji niemieckiej w tym budynku mieszkali już jednak tylko Niemcy oraz Volksdeutsche i Reisdeutsche. Ten ozdobny parkan, dzisiaj już niemiłosiernie sypiący się, od zawsze stykał się ze stojącym tam wapiennym murem, w który na dalszym odcinku w kierunku Parku Renardowskiego, z kolei wmontowana była szeroka dwuskrzydłowa drewniana brama, o której już wyżej wspominałem. Natomiast już poza tą drewnianą bramą, w kierunku jednak Parku Renardowskiego, ciągnął się wówczas na odcinku około 10 metrów, króciutki odcinek tego samego muru, który jeszcze stykał się z kamiennym rogowym budynkiem uliczki Dworskiej i Piekarskiej. Tak przynajmniej ten fragment ulicy był zabudowany jeszcze do lat 50. XX w.

Dawniej – jak pamiętam – cała strona ciągnącego się tam chodnika, po stronie parafialnego kościółka, co jest też wprost jeszcze doskonale widoczne na pozyskanym unikatowym zdjęciu nr 7 i fragmentarycznie też na zdjęciu nr 8, była ozdobiona takim samym urokliwym kamieniem wapiennym, jak jego zabytkowy już tylko fragmencik, który doczekał się naszych czasów i został utrwalony przez autora na wielu zdjęciach. Ten niezwykle efektowny wapienny mur, o czym dzisiaj wielu może nawet nie wie, ciągnął się początkowo od wschodniego brzegu rzeki Czarnej Przemszy, ale tylko do drzwi prowadzących do renardowskiej piwiarni, którą jak już wspominałem od 1903 roku zamieniono na kościółek parafialny. Następnie od wymienionych drzwi kościołka, co już doskonale widać na pozyskanym zdjęciu nr 7, aż poza widoczny zakręt i definitywnie dopiero kończył się na terenie już uliczki Dworskiej (za PRL Pionierów), i to na wprost pierwszych okien stojącego tam do dzisiaj renardowskiego urzędniczego budynku, o którym tez już i to wielokrotnie wspominałem, i jest też utrwalony na wielu opisanych zdjęciach. Ten jak z malowniczego obrazka ozdobny mur, możliwe, że za zgodą kościoła, bezmyślnie jednak zburzono w latach 60. lub 70. XX w., a w jego miejsce wmontowano parkan ceglasto – metalowy. Dalszy odcinek zaułka uliczki Dworskiej, po tej jednak samej stronie jezdni, zabudowany już był parkanem, zresztą podobnym do obecnego, a dopiero na odcinku dzisiejszego kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, wtedy jeszcze niewykończonego, ciągnął się już wysoki na około od 3 do 4 m metrów płot, ze ściśle do siebie dopasowanymi deskami.Ten płot stykał się jeszcze wtedy z potężną gabarytowo drewnianą parkową bramą i stojącą obok niej portiernią, poza którą już tylko rozpościerały się kolorowe i rozśpiewane ptasimi głosami tereny Parku Renardowskiego. Może warto jeszcze przypomnieć, że w okolicy dzisiejszej dzwonnicy przy kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, w tym parkanie deskowym wmontowana była z tych samych desek dwuskrzydłowa brama, cały czas jak jednak pamiętam na głucho zamknięta. Ten płot, przez innych określany parkanem, dopiero został ostatecznie zlikwidowany z chwilą oddania do użytku wyżej wymienionego kościoła.

     Zapytacie jednak zapewne dlaczego tak drobiazgowo ten odcinek dawnej uliczki Dworskiej jednak opisuję?… Ano dlatego, iż na tym króciutkim odcinku uliczki Dworskiej w okresie okupacji niemieckiej doszło do kilku bardzo głośnych incydentów, o których nawet w dwóch publikacjach książkowych wspomina sam pan Komendant Śląskiego Okręgu AK, wtedy jeszcze w stopniu podpułkownika Zygmunt Walter Janke 5/. W swych barwnych opisach w wielu przypadkach, prawdopodobnie jako przyjezdny z dalekich stron i nieznający dobrze tych terenów, podaje jednak inną zabudowę nie tylko samej uliczki Dworskiej, ale też uliczek Browarnej i Piekarskiej, a nawet Placu Tadeusza Kościuszki, i sieleckiej ulicy Gabriela Narutowicza, co z kolei nie pokrywa się z prawdą obiektywną.

     Jeden opisywany przez niego w jednej z tych publikacji książkowej incydent dotyczy też brawurowej akcji Armii Krajowej ze strzemieszyckiego zgrupowania „Ordona”, którą ja z kolei też opisałem, ale postrzeganą odmiennie, w części drugiej tego samego artykułu. A drugi incydent jest związny z plakatowaniem hasłami antyniemieckimi Sielca, którego niejako epilogiem była wymiana strzałów do jakiej doszło przy uliczce Dworskiej, naprzeciw utrwalonego przez autora na wielu zdjęciach renardowskiego urzędniczego budynku. W wyniku wymiany strzałów został wtedy tam ciężko raniony uzbrojony niemiecki portier – Werkschutz, zdążający do ówczesnej renardowskiej kopalni w Sielcu. Ta bezładna wymiana strzałów omal wtedy nie doprowadziła do tragedii harcerzy i żołnierzy z Armii Krajowej oraz samego też Komendanta biorącego udział w tej sieleckiej plakatowej akcji. Nie licząc ewentualnych odwetowych sankcji jakie w tego typu okolicznościach okupant niemieckie mógł zastosować wobec miejscowej boga ducha niewinnej cywilnej polskiej ludności. Dalszy ciąg tej opisywanej przez Komendanta AK akcji miał jeszcze swój epilog w Szpitalu Pekińskim i przy Placu Tadeusza Kościuszki, miejsca doskonale mi znanego. Ale to temat już tak rozległy i zapewne też frapujący historyków, że nie sposób go zbagatelizować kilkoma zdaniami. Wymaga więc odrębnego artykułu i to wielostronicowego.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14

Bear