Janusz Maszczyk: Z SOSNOWCA NA KASPROWY WIERCH I GUBAŁÓWKĘ

Zastanawiający jest całkowity brak w Kuźnicy pojazdów mechanicznych i wiejąca wokół pustka, pozbawiona całkowicie turystów. Autor proponuje porównać powyższe zdjęcia ze zdjęciami poniższymi, wykonanymi też w Kuźnicy, w tym samym prawie miejscu, ale we wrześniu 2015 roku.]

****

     Z powyższymi zdjęciami rodzinnymi oznaczonych kolejnymi numerami jest związana ciekawa historia, którą chyba warto przekazać młodemu pokoleniu naszych rodaków. Odnalazłem je luzem wpięte do jednego z rodzinnych zakopiańskich albumów z lat 1937-1938, a nie przyklejone do czarnych kart tak jak kilkadziesiąt innych. Młodzi ludzie ze zrozumiałych zresztą względów już tego nie odnotowują, ale w okresie II Rzeczypospolitej Polski aparaty fotograficzne były nie tylko niezwykle kosztowne, ale też wielu osobom sprawiały prawdziwe kłopoty, gdy dochodziło do ich obsługi. Podobnie jak obecnie wiele osobom, szczególnie tym w podeszłym już wieku, ogromne trudności sprawia obsługa komputera. Są przecież nawet i tacy co nie potrafią go nawet uruchomić. W okresie II Rzeczypospolitej Polski nie stać więc było każdego obywatela na kupno tak drogiego aparatu fotograficznego. Posiadali go więc tylko wyjątkowi osobnicy, głównie zawodowi fotografowie i tylko malutka grupka pasjonatów fotografii, którzy starali się utrwalać głównie osoby. Ale bywali też i tacy co utrwali pejzaże. Dlatego tak minimalne zbiory fotograficzne z tego okresu zachowały się do dzisiaj w większości polskich rodzin. Skąd się więc w jednym z moich rodzinnych albumów pojawiły takie niezwykle ciekawe, dzisiaj już zapewne historyczne zdjęcia?… Po prostu zakopiańscy górale już wtedy byli niezwykle doskonale zorganizowanymi ludźmi. Podobnie zresztą jak obecnie, gdzie ich prywatne minibusy za minimalną opłatą są dostępne niemal natychmiast i docierają do najdalszych zdawać by się mogło zakątków tej niezwykle urokliwej zakopiańskiej górskiej krainy. W wielu więc miejscach, już od samego rana, szczególnie w najatrakcyjniejszych pod względem krajobrazowym terenie, stali z aparatami zawodowi zakopiańscy fotografowie i cierpliwie oraz życzliwie, tak jak obecnie, ale skutecznie, pozyskiwali klientów, nawet tak zwanych „dusigroszy”. Poniżej na odwrocie jednego zdjęcia prezentuję więc, jak mi się wydaje unikatową już pieczęć firmową  jednego z takich operatywnych ówczesnych zawodowych zakopiańskich fotografów. Taka sama pieczęć firmowa i kolejne ręczne na odwrocie zdjęć dokonywane adnotacje przez zakopiańskiego fotografa są uwidocznione też na innych zdjęciach.

*****

Kolej linowo – terenową też w Zakopanem, ale tym razem wiodącą na szczyt Gubałówki wybudowano jeszcze, przed okupacją niemiecką, bowiem w 1938 roku. Jej budowę zleciła Liga Popierania Turystyki. Ten wyciąg jest drugim w Polsce takim przedsięwzięciem, po kolei na Górę Parkową w Krynicy. W tym przypadku budowa postępowała jednak błyskawicznie. Prace budowlane zapoczątkowane w lipcu 1938 roku, zakończono już bowiem 20 grudnia tego samego roku. Czyli budowa trwała zaledwie tylko 168 dni. Również i w tej inwestycji ma swój udział sosnowiecka Fabryka Lin i Drutu, dawniej A. Deichsel S.A., która nie tylko dostarczyła stosowne stalowe liny wyciągowe, ale prawdopodobnie w jakimiś też stopniu starała się zainicjować sam projekt poruszania się kolejki po szynach, tym bardziej iż jest on wprost bliźniaczo podobny pod względem technicznym do systemu wyciągowego i mijankowego jaki już funkcjonował w Sosnowcu od końca XIX wieku, gdy wznoszono coraz to wyżej i wyżej żużlową stożkową hałdę obok Huty „Katarzyna”. Są jednak i tacy publicyści, którzy twierdzą, że projekt torowiska pozyskano od Biura Projektów i Studiów PKP w Warszawie, czyli od tej samej firmy, która opracowała już w 1937 roku projekt torowiska na Górę Parkową w Krynicy.

[Zdjęcie z Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygnatura: – 1 –G-3831-3. Lata 1938 – 1939. Najstarszego jeszcze typu wagonik kolejki linowo – terenowej na Gubałówkę. Miejsce mijanki dwóch kolejek. Przy czym jedna już jedzie na Gubałówkę, a druga stamtąd akurat zjeżdża.]

****

     Pragnę zwrócić uwagę na następujący fakt. Jak na tamte odległe już lata, to budowa kolejki gondolowo – linowej na Kasprowy Wierch była w II Rzeczypospolitej Polski niesłychanie śmiałym przedsięwzięciem zarówno projektowym jak i wykonawczym. Podobne też zresztą odczucia odnosiliśmy zawsze z moją żoną Renią, w trakcie podróży na Gubałówkę. Do dzisiejszego dnia u wielu turystów, w tym i u autora wzbudza więc niesamowity podziw. To miedzy innymi, dzięki malutkiej fabryczce z „Druciarni” z mojego rodzinnego Sosnowca, mogliśmy z moją wtedy jeszcze młodziutką narzeczoną, a późniejszą już żoną – Renią – oraz jej ojcem, Pawłem Prokopem, już w roku 1962 wieku bez większego problemu dostać się na szczyty polskich Tatr i pokonać ich turnie i przełęcze. W tym niezwykle bajeczną malowniczą trasę Orlej Perci. Ilekroć więc tylko kolejny raz byłem z moją żoną w Zakopanem to zawsze, dosłownie zawsze, w trakcie spotkań z góralami i turystami z dumą podkreślałem, że to dzięki linom z mojego miasta Sosnowca, z fabryki zwanej popularnie „Druciarną”, Polacy mogli już w okresie II Rzeczypospolitej Polski podziwiać z Kasprowego Wierchu i Gubałówki piękno naszych polskich niezwykle urokliwych Tatr.

Wielka jednak szkoda, że nikt z Sosnowca jak do tej pory w efektownej formie nie zareklamował w Zakopanem w gablotach zdjęć tej sosnowieckiej firmy i próbek wykonanych też wówczas lin stalowych przez tę sosnowiecką fabrykę w okresie II Rzeczypospolitej Polsce. A takie wielkoformatowe historyczne już  zdjęcia z tamtych odległych lat są bowiem obecnie właśnie wyeksponowane i bardzo popularne w wielu najruchliwszych miejscach Zakopanego. Brakuje tylko gablot historycznych o dawnej sosnowieckiej „Druciarni”. Popularyzacja sosnowieckiej firmy jest więc jak najbardziej wskazana, tym bardzie, że współcześnie około trzy miliony wczasowiczów corocznie już odwiedza Zakopane. W tym co najmniej kilkuset turystów codziennie oczekuje w długiej kolejce w Kuźnicach, by tylko uzyskać upragniony bilet upoważniający ich do wjazdu szczyty Tatr, aż hen na Kasprowy Wierch. W tym samym czasie kilkaset innych ustawia się obok w kolejce celem wykupienia biletu wstępu, by tylko pieszo dotrzeć do podnóża Tatr, na Halę Gąsienicową. Z zasady wszyscy stoją cierpliwie i znudzeni, i mimo woli więc patrzą też na okalające ich gołe granitowe obramowanie zabudowań kolejki linowej w Kuźnicach i zabudowany teren, i nie mają nawet pojęcia, że przez dziesiątki lat na szczyty polskich Tatr można się było bez problemu dostać kolejką, która wisiała i była też wciągana na Kasprowy Wierch stalowymi linami, które wyprodukowała sosnowiecka firma o nazwie – Fabryka Lin i Drutu, dawniej A. Deichsel S.A.

[Zdjęcie autor z września 2015 roku. Kuźnice. Po lewej stronie trzecia w kolejności siedzi moja żona Renia (biały sweterek w niebieskie paski). W dali widoczna ciągnąca się niczym wąż boa kolejka turystów, oczekujących po kilka godzin na kupno biletu, by wagonikiem kolejki linowej dostać się na Kasprowy Wierch.]

Strony: 1 2 3 4 5 6

Bear