Janusz Maszczyk: Z SOSNOWCA NA KASPROWY WIERCH I GUBAŁÓWKĘ

Materiały budowlane dostarczano też wozami konnymi z Kuźnic na wysoko położoną Halę Gąsienicową, a jeszcze dalej i dalej bo aż na Kasprowy Wierch, głównie piasek, wodę, cement i elementy konstrukcyjne oraz nawet liny nośne. Niestety ale na szczyty Tatr na Kasprowy Wierch wędrowały już w zasadzie tylko na barkach zatrudnionych przy tych specyficznych pracach górali. W ostatnim okresie czasu budowniczowie byli już jednak tak potwornie wyczerpani, że zmuszeni byli nawet do tego celu wykorzystać 4 koniki huculskie, które odznaczały się niezwykłą wytrzymałością w przemierzaniu tych trudnych tras, o różnej zresztą skali wzniesień. Skalę niesłychanej trudności w pokonywaniu tego podniebnego wzniesienia mogą zaświadczyć też niejednokrotnie i współcześni polscy turyści, którzy sapiąc i pojękując z trudem, i na drżących nogach pieszo pokonują to górskie wzniesienie, by zaledwie tylko z Kuźnic dotrzeć pieszo na Halę Gąsienicową, bo na Kasprowy Wierch, to już im brakuje siły, a przemęczone nogi drążą niczym osika. Autor i jego ukochana żona Renia, byli tego zjawiska niejednokrotnie świadkiem3/.

****

Dzięki jednak wyjątkowo doskonałej organizacji prac i zatrudnienia sporej ilości ludzi, około 1000 osób, których sprowadzano nie tylko z samego Zakopanego i Podhala, ale też z Krakowa i z wielu innych miejscowości z Małopolski, a nawet z bagnistego kresowego Polesia i Wileńszczyzny, prace w końcu nabrały już jednak zdumiewającej dynamiki. Podobno wyroby z drewna różnego profilu i długości w postaci belek oraz desek powierzono trakom specjalnie sprowadzonym z terenów kresowej Litwy, z zalegającej tam Puszczy Rudnickiej. Z kolei granitowe kamienie specjalnymi młotami na długich i elastycznych trzonkach obrabiali już Cyganie, którzy materiał czerpali z wyrąbanego kamieniołomu w Tatrach. W tym celu za pomocą dynamitu dostarczali ogromne ilości tłucznia. W tej kamieniarskiej pracy nikt Cyganom nie mógł wtedy dorównać. Niestety ale w takich specyficznych górzystych warunkach i w nieprawdopodobnym też pośpiechu, ta niemal nadludzka praca, doprowadzała też do licznych zagrożeń. Ponoć więc pewnego dnia, nagle uległa zerwaniu zawieszona już i sprowadzona z Sosnowca specjalna lina nośna o niebagatelnym jeszcze do tego ciężarze, a wynoszącym około 35 ton. Do wypadku podobno doszło nagle, gdy się tego nikt absolutnie nie spodziewał, na odcinku z Myślenickich Turni na Kasprowy Wierch. W wyniku nagłego jej zerwania ze specjalnego uchwytu „runęła ponad pół kilometra w dół, kosząc kawał lasu pod Myślenickimi Turniami”. Dzięki tylko wielkiemu szczęściu nie doszło jednak do ofiar wśród zatrudnionych tam wtedy pracowników. Jednak już po miesiącu, ku zaskoczeniu budowniczych z odległego Sosnowca, transportem kolejowym poprzez dworzec kolejowy w Zakopanem, dotarła na miejsce nowa stalowa lina wyciągowa.

We wrześniu 1935 roku, ku zaskoczeniu i zdziwieniu pracowników, szczególnie wśród przyjezdnych robotników z dalekich stron, nagle spadł w górach śnieg i gwałtownie też obniżyła się temperatura powietrza, sięgająca nawet z rana poniżej zera. Prac w górzystym terenie jednak absolutnie nie przerywano, tylko mozolnie postępowały nadal. Jeszcze w porze jesiennej zbudowano więc dziewięć drewnianych podpór, na których prowizorycznie zawieszono, tak zwaną linową kolej roboczą. Pierwszy jej kurs nastąpił w październiku 1935 roku.

Natomiast w grudniu 1935 roku dzięki nadludzkiemu wysiłkowi i doskonałej też organizacji pracy wszystkie budynki stacyjne w Kuźnicach i na Myślenickich Turniach zostały już jednak oddane do użytku. Mimo fatalnych warunków pogodowych, gwałtownych niespodziewanych opadów śniegu i dokuczliwego mrozu, dalej jednak budowano podpory żelbetowo – stalowe na Kasprowy Wierch. W efekcie, ku zaskoczeniu i zdziwieniu nie tylko budowniczych, ale i górali z samego Zakopanego, znających przecież doskonale panujący tu kapryśny górski klimat, końcowy termin osiągnięto. W dniu 26 lutego 1936 roku pierwszy srebrny wagonik kolejki linowej wyruszył więc w swą podróż na Myślenickie Turnie. Natomiast już 15 marca 1936 roku, gdy w niedzielny poranek zakopiańskie góralki i górale całymi rodzinami szli do kościoła na mszę świętą, to wagonik kolejki linowej dotarł już z kolei na Kasprowy Wierch. Budowę całej trasy kolejki linowej zakończono więc w rekordowym czasie, w ciągu zaledwie 227 dni. W 1938 roku powyżej końcowej stacji kolejki linowej na Kasprowym Wierchu, według projektu Anny i Aleksandra Kodelskich wybudowano jeszcze obserwatorium astronomiczne, którego fragment jest widoczny na poniższym zdjęciu.

[Zdjęcie z Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygnatura 1 – G – 3827 – 2. Lata 1936 -1938. Końcowa stacja kolejki linowej na Kasprowym Wierchu, a w dali obserwatorium.]

Koszt końcowy budowy tej górskiej trasy wynosił wówczas przeszło 3,5 mln złotych. Pozornie tak wydana wielka suma, już wkrótce bowiem do 1939 roku, jednak się zwróciła, i to głównie z uzyskanych dochodów transportowych kolejki. A chętnych na wyjazd tą urokliwa trasą zarówno wówczas jak i obecnie nigdy nie brakowało, a wręcz nawet odwrotnie. Już bowiem w pierwszym roku jej eksploatacji na szczyt Kasprowego Wierchu wyjechało około 165 tysięcy turystów. Ogromne zresztą tłumy turystów już od czasów uruchomienia tej kolejki zawsze zalegają wiele godzin przed kasą w Kuźnicach, zanim zdobędą upragniony bilet na Kasprowy Wierch. Podobno kasa kolejki linowej świeciła tylko pustką w okresie okupacji niemieckiej. Oczywiście poza odwiedzającymi ten rejon górski okupantem hitlerowskim i kolaborującymi z nimi miejscowymi góralami i o takiej samej haniebnej orientacji politycznej przybyszami z terenów Generalnej Guberni.

Po uruchomieniu kolejki linowej sam personel liczył 25 pracowników, w tym „dwóch kasjerów, dziewięciu konduktorów, siedmiu maszynistów, trzech stacyjnych i dwóch dozorców – palaczy”. W tamtych czasach wśród zatrudnionego personelu panowały jednak inne niż obecnie zasady. Każdy bowiem pracownik zobowiązany był w trakcie obsługi klienta nosić modne spodnie – pumpy, białe kamasze, a dłonie ponoć nawet odziewano w białe rękawiczki. Również tłumnie już wtedy odwiedzający Zakopane turyści i odkrywający zdumionymi oczami zalegające wszędzie urokliwe piękno przyrody, do tego eleganckiego szablonu starali się też dostosować, nawet w trakcie górskich wędrówek, co zostało choćby tylko utrwalone na poniższych moich rodzinnych zdjęciach.

[Zdjęcie rodzinne autora. Rok 1937 lub 1938. Zdjęcie sosnowiczanki mojej cioci Genowefy Paliga (z domu Doros; siostra mojej mamy Stefanii Maszczyk) i nieznanej autorowi jej koleżanki z wycieczki do Morskiego Oka. Jak te modnisie – sosnowiczanki – tak strojnie odziane i w butach na wysokich obcasach jednak tam dotarły?…]

[Zdjęcia autora rodzinne. Kuźnica – roku 1937 lub 1938. Widoczna po lewej stronie nowo wybudowana stacja wyciągowej kolejki linowej na Kasprowy Wierch poprzez Myślenickie Turnie. Na zdjęciu siedząca po prawej stronie osoba to sosnowiczanka z Pogoni – moja ciocia Genowefa Paliga (siostra mojej mamy). Na drugim zdjęciu stojąca osoba to też Sosnowiczanka z Pogoni – moja ciocia Genowefa Paliga (siostra mojej mamy). Na zdjęciach utrwalony został dawny jeszcze wagonik kolejkowy.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Bear