Janusz Maszczyk: W przeszłość dymiącej huty…


[Źródło: Sosnowiec Archiwum. Przekazane do tego portalu przez pana Artura Babika.
Lata mniej więcej 50. – 60. XX w. Zdjęcie utrwalone od strony „Katarzyńskiego Pekinu”.]


[Po lewej fragment „Mapy Sosnowca” – Michała Kleńca z 1907 roku. Na mapie widoczna ulica Konstantynowska (obecna ulica Staszica) i stykająca się z nią też uliczka Gampera (obecna uliczka Fabryczna). Hałda żużlowa została zaznaczona w formie literki L. Natomiast po prawej stronie zdjęcie rodzinne z połowy lat 30. XX w. Z przodu moi wujkowie, a bracia mojej mamy Stefani Maszczyk (rodowe nazwisko Doros). Od lewej: Stanisław Doros, trochę w tyle Mieczysław Doros i kpt. WP Franciszek Doros. Za plecami stojących widoczna żużlowa katarzyńska hałda. Zdjęcie zostało wykonane od strony dawnych renardowskich łąk i pól. Od czasów II Rzeczpospolitej Polskiej, aż do lat 50. XX wieku, w miejscu tym usytuowano też pracownicze ogródki działkowe, z których jeden pozyskali też moi dziadkowie Dorosowie, mieszkańcy pobliskiego osiedla Huty „Katarzyna”.]

Hałda, zgodnie z planem zabudowy, miała być ogrodzona na odcinku co najmniej kilkusetmetrowym, szczególnie od strony wznoszonych w pośpiechu niskich zabudowań Konstantynowa i częściowo też od strony Huty „Katarzyna”. Mur według pierwotnego projektu miał być nie tylko wysoki i solidny ale, jak to wówczas praktykowane, także ozdobny. Według pierwotnych założeń, podstawowym jego budulcem miała być bardzo wtedy popularna cegła, lub kamień wapienny. Ten ostatni wymieniony materiał budowlany pozyskiwano z wielu pobliskich kamieniołomów. Już wtedy doskonale jednak zdawano sobie sprawę, że budowa urokliwego muru na tak wielkim zaplanowanym obszarze, będzie niesłychanie kosztowna.A fabrykanci, mimo że dysponowali górą pieniędzy, jak na wykonywaną przez siebie profesję przystało, zanim przystąpili do zakupu materiałów, to najpierw ze wszystkich stron oglądali i liczyli każdy dosłownie rubel, zanim go na coś konkretnego wydali, bowiem w świecie wielkich biznesów, każdy pieniądz musi się pomnażać, a nie przynosić straty, nawet planowane, jak to już bywało po 1945 roku. Renardowie w tym czasie budowali więc tanio, gdyż wykorzystywali z własnych sieleckich kamieniołomów nie tylko solidny, ale niezwykle też ozdobny, a tym samym również efektowny kamień wapienny. Z kolei katarzyńscy fabrykanci zaplanowali specjalną cegłę, ale także jako tani surowiec budowlany. Przewidzieli bowiem z góry, że na terenie huty, lub gdzieś obok, powstanie też duży wydział produkcji wysokogatunkowych pobielanych cegieł. O uruchomionej w Hucie „Katarzyna” cegielni umieszczono więc nawet szumną informację, na specjalnej, reklamującej tę hutę ulotce. Pod jedną z pozycji widoczne jest oświadczenie, że „Huta posiada własny oddział..[…]… (poz. 9)… Cegielnię, w której maszynowo wyrabia się cegłę cementową ze szlaki od wielkiego pieca” (ulotka jest prezentowana wyżej). Cegły bowiem miały być produkowane z odpadów żużla wielkopiecowego. Żużel swoim wyglądem do złudzenia przypominał wulkaniczną grudę, tylko był od niej bardziej jasny, wprost niekiedy jakby pobielany. I tak się w rzeczywistości w najbliższym czasie stało. Będąc przy temacie warto jeszcze przypomnieć, że produkcja cegieł z własnego żużla wielkopiecowego okazała się na tyle intratna, że w następnych już latach zabudowano nią nie tylko niektóre hale produkcyjne i budynki hutnicze, ale nawet wszystkie nowo wznoszone piętrowe osiedlowe komórki i niektóre budynki na osiedlu mieszkaniowym katarzyńskim. Duże ilości cegieł też odsprzedawano. Zakupili je nawet właściciele leżącej obok Fabryki Kotłów Parowych W. Fitzner i K.Gamper, dzięki czemu za stosunkowo niską cenę postawiono niezwykle efektowny i wysoki i ozdobny mur jaki na stosunkowo dużym odcinku drogi oddzielał tę nowopowstałą fabrykę od dzisiejszej ulicy Staszica, a dawniej zwanej jako Perla. Tym samym murem z cegły zabudowano też tereny Huty „Katarzyna” na sporym odcinku wzdłuż uliczki Gampera (dzisiejsza uliczka Fabryczna), co wprost doskonale jest widoczne na prezentowanym powyżej rysunku autora. Takim samym murem odgrodzono też usypywaną obok Huty „Katarzyna” z miejscowego żużla wielkopiecowego stożkową hałdę, ale w zasadzie tylko wzdłuż dawnej krzyżówki dróg, określanych jako Katarzyna, Konstantynów i Gampera.


[Zdjęcie z lat 90. XX wieku. Ulica Jana Szewczyka i po lewej stronie opisywany wyżej zabytkowy mur jaki odgradzał tereny gdzie sypano żużlową hałdę od zabudowań osiedlowych Konstantynowa. Ten ozdobny i zabytkowy mur już jednak zburzono, i to zaledwie w kilka lat po tym jak wykonałem to zdjęcie, co już widać na poniższej fotografii z 2008 roku.]

Dlaczego jednak o tym intratnym interesie wspominam? Ano tylko dlatego, że po 1945 roku – jak pamiętam – ciągle się publicznie głowiono i wielokrotnie też bezradnie załamywano ręce – jak w końcu wykorzystać tę ogromną zgromadzoną masę materiału żużlowego z katarzyńskiej hałdy?… Te lamenty były tak rozległe i rozpaczliwe, że nawet dotarły do urzędniczych biur, gdzie jeszcze do 1954 roku zatrudniony był mój ojciec, Ludwik Maszczyk. Dzisiaj z perspektywy upływu czasu, nie jestem w stanie logicznie sobie wytłumaczyć, skąd wtedy wśród dorosłych ludzi – ponoć nawet fachowców – brały się te pełne tragedii znaki zapytania.

Jak już wspominałem, mur miał być niesłychanie długi, gdyż w projekcie założono odgrodzenie nim od hałdy nie tylko ogromnej i długiej jak tasiemiec części rozbudowywanego już wtedy Konstantynowa, ale miał się ciągnąć wzdłuż dzisiejszej ulicy Staszica, wtedy jeszcze wiejskiej drogi, aż po same dopiero co stawiane tam garaże katarzyńskiej fabrycznej straży pożarnej. Nie przewidywano jednak nigdy odgrodzenia murem hałdy od zalegających tam renardowskich łąk i pól. Od tamtych pachnących kolorowymi łąkami stron, dostęp a nawet dla odważnych wejście na samą hałdę nie stanowiło więc absolutnie nigdy żadnego problemu. Wprawdzie oficjalnie, w celach bezpieczeństwa istniał zakaz wchodzenia na hałdę, był on jednak traktowany przez miejscowych z charakterystycznym przymrużeniem oka.

Opisywany ceglany mur stawiano stopniowo, w miarę jak pozyskiwano z własnej cegielni coraz więcej materiału budowlanego. Mur na styku obecnych ulic: Staszica i Jana Szewczyka ciągnął się poza postawioną tam powstańczą kapliczkę. Uczciwie jednak muszę stwierdzić, że dzisiaj już trudno ustalić, który z tych obiektów postawiono jako pierwszy, gdyż data postawienia kapliczki na pewno nie pokrywa się z datą, jaka na niej obecnie figuruje, ponieważ okupant moskiewski nigdy by nie wyraził zgody na postawienie obiektu, który by czcił zryw Powstania Styczniowego. Co do tego ostatniego stwierdzenia, to jestem pewny w 100%!

Z chwilą więc rozpoczęcia w XIX wieku produkcji surówki wielkopiecowej zaczęto materiał żużlowy wywozić głównie na okoliczną hałdę. Tylko znikomą jego cząstkę dostarczano też do miejscowego wydziału, w którym już wtedy produkowano z niego pobielaną cegłę. W tym celu od wielkich pieców, poprzez wiejską jeszcze wtedy drogę zwaną Katarzyna, a późniejszą ulicę Staszica, pociągnięto więc bezpośrednio tory kolejki wąskotorowej, aż na same, stosunkowo odległe tereny, gdzie miano sypać hałdę, co widać na powyższej pocztówce. Szyny kolejowe kładziono już w latach 1890 – 1895.
Na tym ostatnim terenie zbudowano też kilka bocznic i niskie zabudowania dla pracowników. Odtąd, a nawet jeszcze w latach 50. XX wieku, trasa kolejki wąskotorowej wiodła więc poprzez jedną bramę dwuskrzydłową usytuowaną mniej więcej na końcowych metrach katarzyńskiego hutniczego muru, w miejscu dzisiejszej krzyżówki ulic: Staszica z ul. Fabryczną (wtedy ul. Gampera). Drugą natomiast taką samą dosłownie bramę usytuowano już po przeciwnej stronie tej samej wiejskiej drogi, wmontowując ją w wysoki ceglany mur. Te dwie leżące pod dwóch stronach tej samej ulicy dwuskrzydłowe bramy, w ciągu tylko jednego dnia wielokrotnie otwierane i zamykane, po latach już nie prezentowały się tak dostojnie jak to bywało kiedyś. Przy bramie do strony Huty „Katarzyna” stał „Domek dróżnika” (w stanie zdewastowanym istniał jeszcze w latach 60. XX w.), a dyżurujący w nim przez całą dobę dozorcy zawsze kierowali ruchem wahadłowym przejeżdżających tam przez jezdnię, malutkich wywrotowych wagoników zwanych „kolebami”.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Bear