Janusz Maszczyk: W przeszłość dymiącej huty…

[Zdjęcie z 2007 roku. Fragmenty zabytkowych fabrycznych budowli. Niektóre sięgają jeszcze czasów XIX w. i przełomu XIX i XX wieku. Część z nich jest już niestety pokryta kolorowym tynkiem. Tylko część jeszcze zachowała swe dawne zabytkowe lico. W dali, po lewej stronie już widoczne puste przestrzenie – niemi świadkowie wydarzeń z 9 lutego 1905 roku – pozostałości po wyburzonej historycznej portierni, bramie i innych sąsiednich zabudowaniach.]


[Zdjęcia powyżej z 2007 roku. Widoczna jeszcze stara elewacja z XIX w; część ceglastego budynku po 1945 pełniła funkcję Przychodni Zdrowia.]

[Zdjęcia powyżej z 2007 roku. Otynkowane i poprzerabiane już elewacje dawnych zabytkowych budynków, a w niektórych przypadkach nawet głębsze doróbki i dobudowania.]

****
Jak podają współczesne internetowe źródła pisemne, w tym „Wiki Zagłębie”: -„Jako samodzielny zakład huta „Sosnowiec” funkcjonowała do 1961 r., kiedy połączono ją z hutą im. Mariana Buczka (dawna Huta „Katarzyna”). Koniec cytatu. Autor z tak sformułowanymi wnioskami nie może się jednak absolutnie zgodzić, gdyż są nieprecyzyjnie sformułowane. Jak bowiem z tego zapisu jednoznacznie wynika, to ponoć dwie dotąd odrębne huty stały się nagle jednym przedsiębiorstwem, ale dopiero od 1961 roku i wtedy to dopiero ponoć otrzymały też wspólną nazwę – Huta im. Mariana Buczka. Przynajmniej autor tak ten cytat interpretuje.
Z tego co natomiast wiem, to już w XIX wieku, gdy tylko powstała na Pogoni „Rurkownia Huldczyńskiego” i troszeczkę dalej Huta „Katarzyna”, od zawsze te dwa zakłady pracy były zupełnie odrębnymi przedsiębiorstwami, poza drobną wzajemną hutniczą kooperacją. To były wówczas jedyne elementy prawno-organizacyjne, które te dwie odrębne huty ze sobą łączyły. W tym czasie pogońska „Rurkownia” prawnie i organizacyjnie była połączona tylko z Hutą w Zawierciu, która miała tych samych właścicieli. Podobne też związki organizacyjno-prawne przez krótki okres czasu były kontynuowane po 1945 roku 4/. Aby tego tematu prawno-organizacyjnego już jednak nie drążyć, gdyż dla przeciętnego czytelnika, a nie dla osobnika pasjonującego się hutnictwem może być nudny, przypomnę tylko o powiązaniach jakie miały miejsce pomiędzy tymi leżącymi w Sosnowcu hutami w okresie już po 1945 roku. Przez kilka lat po 1945 roku Huta „Katarzyna” nie była w ogóle żadnymi nićmi organizacyjnymi powiązana z Hutą „Sosnowiec” (z dawną „Rurkownią Huldczyńskiego”). Na ten temat dysponuję konkretnymi i oryginalnymi dokumentami. To były wówczas po prostu dwa zupełnie odrębne przedsiębiorstwa hutnicze! Pewne związki pomiędzy tymi hutami, o czym wiele osób zapewne nie wie, nastąpiły już jednak w pierwszych latach 50. XX wieku, a nie dopiero w 1961 roku, jak się obecnie w niektórych wydaniach książkowych, czy internetowych publikuje. Z tego co wiem,te ścisłe powiązania miały wtedy miejsce przynajmniej w dwóch obszarach organizacyjnych, a mianowicie: w trakcie dokonywania operacji finansowo – księgowych, zresztą bardzo ważnych dla prawidłowego funkcjonowania każdego przedsiębiorstwa, a także w zakresie administracji. W tym czasie oficjalnie Huta„Katarzyna”funkcjonowała już jednak jako Huta im. Mariana Buczka, a z kolei „Rurkownia Huldczyńskiego” jako Huta „Sosnowiec”. Powiązania pomiędzy tymi dwoma hutami dotyczyły już wtedy skomplikowanych transakcji bankowych i zawiłych operacji finansowo-kasowo-księgowych, związanych z wypłatami dla kilkutysięcznych załóg zatrudnionych w tych dwóch, pozornie odrębnych jeszcze wtedy hutach. Fakt ten autor zna wprost doskonale i zakodował z przekazów rodzinnych. Ograniczony możliwością w zakresie szczegółowego przekazu podaję więc obecnie tylko meritum zagadnienia. Mój ojciec, Ludwik Maszczyk, w tym czasie już pełnił w dawnej Hucie „Katarzyna”, wówczas zwanej już Hutą im. M. Buczka, funkcję kierownika monstrualnie rozbudowanego Biura Rachuby. W trakcie sprawowania nadzoru nad feralnym kopertowaniem pieniędzy dla kilku tysięcy pracowników z tych dwóch odrębnych hut w pewnej chwili zasłabł i spadł z krzesła, doznał bowiem udaru mózgu. Zmarł dziewięć dni później, w 1954 roku, w szpitalu na Starym Sosnowcu przy ul. Konrada (dawny szpital żydowski). Według przekazów mojego ojca – to katarzyńskie biuro obsługiwało już wtedy wszystkich pracowników zatrudnionych zarówno w Hucie im. Mariana Buczka na Katarzynie, jak i w Hucie „Sosnowiec” na Pogoni, głównie w zakresie obiegu finansowego i dokonywania okresowych gotówkowych wypłat pracowniczych (dla robotników w postaci przedpłat co dwa tygodnie, a dla pracowników umysłowych tylko raz w miesiącu) oraz całego szeregu jeszcze innych świadczeń i usług pracowniczych (m.in.: obligatoryjne przyznawanie każdemu pracownikowi kartek na węgiel lub rekompensat pieniężnych, coroczne akcje zakupu ziemniaków, itd., itp.). Drugi przypadek znam też z własnej autopsji. Po śmierci ojca i już po jego pogrzebie, jakieś trzy lub cztery dni później udałem się do katarzyńskiego biura, aby zabrać pozostawione tam przez niego w jego urzędniczym biurku drobiazgi, dla nas bardzo cenne pamiątki. Już na parterze, na schodach tego zmodernizowanego już wtedy budynku (który stoi tam do dzisiaj),nagle spotkałem znanego mi doskonale mężczyznę z „Białych Domów” (robotnicze osiedle Huldczyńskiego), nota bene dobrego kolegę biurowego mojego ojca, pana Żydko (imię?), który w trakcie wymiany zdań oświadczył mi, że pełni w tym katarzyńskim budynku funkcję kierownika Biura Administracji, a „pracy ma taki ogrom, gdyż obsługuje dwie huty – Hutę im. M. Buczka i Hutę ‘Sosnowiec’ – i jak tak dalej pójdzie, to pewnie też podzieli los mojego ojca”. Reasumując – jak się okazuje, pewne powiązania prawno-organizacyjne pomiędzy tymi pozornie odrębnymi hutami już jednak funkcjonowały, i to od pierwszych lat 50. XX wieku, mimo, iż te dwa zakłady pracy w tym samym czasie oznaczone były zupełnie odmiennymi nazwami. Jedna fabryka była bowiem Hutą „Sosnowiec”, a druga Hutą im. Mariana Buczka. Zdaję sobie doskonale sprawę, szczególnie jako były praktykujący prawnik, że takie formy powiązań pomiędzy zupełnie odrębnymi przedsiębiorstwami w prawidłowo funkcjonującej gospodarce zachodnioeuropejskiej, na przykład kapitalistycznej, nie mogłyby mieć wtedy absolutnie miejsca, jednak na litość boską, to były przecież jeszcze lata wczesnego PRL, gdy cały przemysł nagle został całkowicie znacjonalizowany jedną ustawą z 3 stycznia 1946 roku. Możliwe więc, że wiele osób związanych z przemysłem funkcjonującym dotąd na odmiennych warunkach, też się wtedy pogubiło: nie można tego wykluczyć. Oczywiście przeobrażeń w zarządzaniu dobrami przemysłowymi, jakie wtedy się dokonywały nie rozwiązała tylko ta jedna, jedyna ustawa. Ta metamorfoza w przemyśle przebiegała jednak wtedy jakby na podstawie bajkowych, nierealnych scenariuszy, absolutnie nieznanych nikomu w zachodniej Europie. Ale to były przecież jeszcze mroczne lata, gdy prawie wszystko „stawiono już na zwariowanej skomunizowanej głowie” i jak dzisiaj to już wiemy, nie takie tylko cuda się wtedy w PRL zdarzały, jak te powyżej już opisywane. Kilka, czy nawet kilkanaście lat temu dawną Hutę „Katarzyna”, a później Hutę im. M. Buczka podzielono już na trzy mniejsze i całkowicie od siebie odrębne organizacyjnie jednostki gospodarcze, z ograniczoną produkcją hutniczą i wyjątkowo mizernym zatrudnieniem, nawet porównując te dane tylko do 1914 roku. Pomijam już całkowicie lata wielkiej prosperity gospodarczej, jakiej te dwie huty zaznały w czasach totalnie krytykowanego przez nas PRL (duża produkcja i wysokie zatrudnienie)…
****

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Bear