Janusz Maszczyk: W oparach dymów i gwiżdżących parowozów

****

     Z tą sosnowiecką bagażownią jest związanych wiele niezwykle ciekawych historii. Zresztą poznałem jej przestronne wnętrze wprost doskonale podczas okupacji niemieckiej i zaraz w pierwszych miesiącach po 1945 roku, po, których oprowadzał mnie mój wujek i to wielokrotnie. Zapamiętałem więc szczególnie charakterystyczny od strony głównego dworcowego holu niski ale stosunkowo długi na kilkanaście co najmniej metrów podest, na którym się kładło walizki, kufry, czy inne bagaże, które miały później trafić do wagonu bagażowego. Z tą sosnowiecką bagażownią związana jest dramatyczna z czasów jeszcze okupacji niemieckiej historia pani Elżbiety Zawackiej, ps. “Zelma”, „Sulica” – kurierki Komendy Głównej Armii Krajowej. Myślę, że warto chociażby tylko w wielkim skrócie tę sosnowiecką historię tej niezwykłej bohaterskiej patriotki jednak przypomnieć4/.

     W okresie okupacji niemieckiej jako kurier wielokrotnie przekraczała granice hitlerowskiej Europy5/. Udawała się też w specjalnych misjach do Berlina, skąd przywoziła przekazywane przez rząd polski z Londynu do banków szwajcarskich pieniądze dla Armii Krajowej. Jak słyszałem od mojego wujka Wacława Maszczyka, to ponoć korzystała też z tej bagażowni kilka razy, gdy ukrywała się w sosnowieckim mieszkania u swej rodzonej siostry Klary. Podobno przez długi okres czasu udawało się jej zwodzić Gestapo, w końcu jednak niemiecki kontrwywiad i zapewne też konfidenci, wpadli na jej trop. Ostrzeżona jednak w porę przez sosnowieckich sąsiadów niemal w ostatniej chwili, wycofuje się z zastawionego w mieszkaniu jej siostry Klary gestapowskiego kotła. Podenerwowana kluczy więc jeszcze po ulicach Sosnowca, by tylko zgubić ewentualnych tropiących ją gestapowskich tajniaków. W końcu szczęśliwie dociera do głównego dworca kolejowego i w bagażowni deponuje ciężką walizkę. Częściowo też wypchaną pieniędzmi dla akowców. Polski kolejarz nic nie podejrzewając, z trudem podnosi ją z podestu bagażowego i stękając pod jej ciężarem odniesie ją później trochę jednak dalej, kładąc na dolnej przyokiennej półce. Nie okazując swych napiętych emocji, na pożegnanie otrzymuje jeszcze z dworcowej bagażowni od polskiego kolejarza stosowne, niemiecki pismem zredagowane oficjalne pisemne pokwitowanie. Do, którego już trochę później dołączy też stosowną karteczkę, z odnotowaną przez siebie odręcznie już w pociągu informacją o „wsypie” i depczących po jej śladach gestapowcach. Z niemieckim drukiem pokwitowanie i zapisaną odręcznie karteczkę, oddaje na peronie dworca kolejowego w Krakowie, pani Marii Wittek6/. Bezpośredniej przełożonej z Wojskowej Służby Kobiet. Później pośpiesznie wsiada ponownie do pociągu, by tym razem udać się do Warszawy. Intuicyjnie jednak wyczuwa, że jest dalej jednak śledzona. W okolicy więc Żyrardowa, gdy pociąg przed semaforami troszeczkę tylko zwalnia, nie zastanawia się ani chwili i wyskakuje z niego. Tym samym ratuje też swe życie. W tym samym niemal czasie sosnowieckie Gestapo aresztuje niemal całą jej rodzinę.

****

Jak wspominał – mój wujek Wacław Maszczyk z pogońskiej ulic Mazowieckiej – to był świadkiem jak z dworcowej bagażowni w trakcie swoich krajowych i zagranicznych podróży korzystał też wielokrotnie, znany naszej rodzinie, Janek Kiepura, który z zasady był niemal zawsze obładowany kuframi oraz walizkami oblepionymi kolorowymi naklejkami. Z sosnowieckim dworcem kolejowym jest też związany epilog Poli Negri, a właściwie to Apolonii Chałupiec, czy Barbary Apolonii Chałupiec – polskiej aktorki teatralnej i filmowej, zresztą międzynarodowej gwiazdy ówczesnego kina niemego. W trakcie bowiem podróży w 1919 roku Koleją Warszawsko – Wiedeńską, na trasie z Warszawy do Berlina, została zatrzymana na stacji w Sosnowcu, gdzie zarekwirowano jej ozdobne pudełko z kopią jej pierwszego filmu, pt. „Niewolnica zmysłów”. Ten do końca niewyjaśniony epilog, inni twierdzą, że tylko nieporozumienie, zaowocowało jednak poznaniem komendanta Straży Granicznej, podporucznika WP pana Eugeniusza Dąbskiego. W trakcie rewizji tak oczarowała swym wyglądem i zachowaniem podporucznika Eugeniusza Dąbskiego, że jeszcze tego samego roku, w listopadzie została jego żoną. Podobno akt zaślubin, potwierdzający zawarcie tego związku znajduje się w sosnowieckiej katedrze pw. Wniebowzięcia NMP, przy ulicy Kościelnej. Opatrzony odręcznym podpisem: – „Apolonia hr. Dąmbska – Chałupiec”. Jej dalsze losy z Sosnowcem zawiązały się jednak wyjątkowo krótko. Bowiem już po ślubie zaledwie tylko przez kilka miesięcy zamieszkała w rodzinnej kamienicy Dąmbskich, przy ulicy Kołłątaja 6. Również małżeństwo miało wyjątkowo krótki epilog, gdyż rozpadło się już w 1922 roku. Pola Negri po uzyskaniu prawomocnego rozwodu już nigdy nie powróciła do Sosnowca, a po pewnym okresie czasu, ponoć konkretnie w 1923 roku, na zawsze już opuściła swą Ojczyznę – Polskę. I już nigdy też oficjalnie nie odnotowano jej wspomnień o Sosnowcu.

     Podobnie zresztą jak Janek Kiepura, który po opuszczeniu na stałe Sosnowca, a później nawet naszej Ojczyzny, nie wiemy czy gnany tęsknotą, czy by dalej tylko zaistnieć w pamięci swych rodaków, już tylko sporadycznie swymi króciutkimi jak powiew wiatru wypadami, gdy odwiedzał Polskę, to jakby przy okazji zaglądał też do swojego rodzinnego Sosnowca. Nawet więc huczna ceremonia jego ślubu z panią Marthą Eggerth, ku zaskoczeniu jego sosnowieckich kolegów i wielbicieli oraz wielbicielek jego talentu, odbyła się nie w jego rodzinnym ponoć ukochanym  Sosnowcu, a w Katowicach. O czym lakonicznie wspominała nawet wtedy polska prasa:

GŁOS PORANNY NR 299 ŁÓDŹ SOBOTA 31. X.1936

Ślub Kiepury odbędzie się dziś w Katowicach.

Katowice, 30 101 (PAT)

W sobotę, dnia 31 października pociągiem pośpiesznym z Wiednia przybędzie do Katowic Jan Kiepura wraz z Martą Eggert. Przybywają oni do Katowic w celu wzięcia ślubu w magistracie katowickim w godzinach przedpołudniowych. Po akcie zaślubin odbędzie się obiad w hotelu „Monopol”, dla zaproszonych gości. Państwo Kiepurowie odjadą prawdopodobnie w dniu jutrzejszym o godz. 20 – tej do Berlina”. Koniec cytatu.

     Nie trzeba absolutnie być historykiem, by zdać sobie sprawę, jakie już w 1936 roku III Rzesza Niemiecka osiągnęła apogeum bezprawia i terroryzmu militarnego, gdy do Berlina powracali Państwo Kiepurowie. Tej tematyki historycznej z oczywistych powodów nie będę więc nawet poszerzał. Nie wiem i zapewne już tego trudno obecnie dociec, jak zareagowali też wtedy inni sosnowiczanie, przynajmniej na wydarzenia historyczne do jakich wtedy dochodziło w III Rzeszy Niemieckiej. W takiej sytuacji politycznej, faktem samego powrotu państwa Kiepurów do rozśpiewanego wtedy Berlina, był jednak zaskoczony i niezmiernie też zdziwiony – jak to po latach wspominał – mój wujek, Gienek Maszczyk, który znał stosunkowo dobrze swego kolegę – Janka, gdy jeszcze był kawalerem w Sosnowcu. Warto więc w tym miejscu zadać sobie pytanie retoryczne? Czy Janek Kiepura zdawał sobie też wtedy sprawę w jakim wtedy państwie zdobywa sławę i gromadzi też mozolnie fortunę pieniężną. Również zgodnie z wolą i życzeniem Jana Kiepury, został on pochowany w dalekiej Warszawie. A nie jak to niektórzy sosnowiczanie naiwnie sądzili, że uroczysta ceremonia pochówkowa nastąpi w jego ponoć zawsze uwielbianym Sosnowcu. Na pogońskim rzymskokatolickim cmentarzu, przy uliczce Smutnej, która to zresztą nekropolia czterech wyznań zalega niemal kilkaset metrów opodal jego rodzinnego domu na Starym Sosnowcu. Wydaje mi się, że od osób pomnikowych powinno się jednak wymagać znacznie więcej z zakresu przestrzegania wrażliwości i wyższych wartości ludzkich, niż od setek tysięcy, czy nawet milionów normalnych zjadaczy chleba.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Bear