Janusz Maszczyk: W oparach dymów i gwiżdżących parowozów

[Zdjęcie nr 21 – źródło: www.fotopolska.eu

Rok 1913. Ulica Starososnowiecka, to obecna ulica J. Piłsudskiego. W miejscu zalegającej poprzez tory Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej klepiskowej górki, dopiero w latach 30. XX wieku wybudowano wiadukt kolejowy, popularnie zwany „Tunelem katowickim”.]

[Zdjęcie nr 22. Źródło: www.wikizaglebie.pl (drążenie „Tunelu katowickiego”)]

[Zdjęcie nr 23. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe w Warszawie; sygnatura: – 1 – G – 3207. Budowa wiaduktu kolejowego w latach 1930 – 32, przy ulicy Józefa Piłsudskiego. Zwanego popularnie „Tunelem katowickim”.]

Bosi natomiast przechodnie, a tacy też wówczas bywali w Sosnowcu, najczęściej rekrutujący się ze wsi, z przyjezdnych za pracą i chlebem, z przewieszonymi przez ramię na patyku butami, nie budzili więc absolutnie specjalnych sensacji w tym bądź co bądź ale ponoć już wtedy jednym z największych uprzemysłowionych miast w województwie kieleckim. Aby więc poprawić stan nieistniejących jeszcze wówczas chodników w wielu ruchliwych centralnych miejscach Sosnowca łebscy właściciele pięknych kamienic układają więc w pobliżu swych dostojnych budynków specyficzną chodnikową trasę z sosnowych desek, i to wprost na klepisku. By poprzez ten tasiemcowo – chodnikowy szlak, chociaż lokatorzy z ich kamienic, ten króciutki odcinek drogi mogli w dni deszczowe pokonać w miarę suchą nogą. Te w wielu przypadkach spleśniałe i popękane kładki a poukładane w bałaganiarskim stylu – jak to wspominał mój dziadziuś z Katarzyny, Wawrzyniec Doros – były niemal wiecznie widoczne i potwornie szpeciły też miasto, gdyż zalegały tam nawet w dni parnego i słonecznego już lata.

****

 [Źródło, pocztówki nr: 24, 25, 26, 27, 28,28, 29,31 – Pana Pawła Ptak. Dworzec Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej w Sosnowcu.]

     Początkowo trasa tej długiej i bajecznej jak na tamte lata kolei kończyła się opodal postawionej tam w 1859 roku stacji kolejowej. Tak ten wyjątkowo piękny obiekt gremialnie starsi wiekowo mieszkańcy Sosnowca wówczas określali. Nazwa dworca kolejowego pojawi się bowiem dopiero w nomenklaturze mieszkańców z tego miasta już znacznie, znacznie później. W założycielskich planach ustalono jednak, że carski odcinek kolei ciągnący się z Warszawy „pobiegnie” jednak jeszcze znacznie dalej, aż poza granicę carskiej Rosji. Łącząc się na moście rzeki Brynicy z linią kolejową pruską i w ten sposób na niemieckim jeszcze wtedy Górnym Śląsku połączy się też z liniami niemieckimi i austriackimi, by w konsekwencji dotrzeć nie tylko do Berlina, ale i nawet do samego Wiednia. Definitywne połączenie z liniami pruskimi i austriackimi nastąpiło więc już w 1862 roku. Tę pierwszą długą trasę kolejową na okupowanych przez carat ziemiach nazwano Drogą Żelazną Warszawsko – Wiedeńską, o czym już wyżej wspominałem. Natomiast popularnie wtedy przez mieszkańców Sosnowca określaną jako Kolej Warszawsko – Wiedeńska. Budowa tej trasy kolejowej w Królestwie Polskim i w konsekwencji połączenie jej z liniami pruskimi i austriackimi, wpłynęła bardzo korzystnie na dynamiczny rozwój nie tylko sosnowieckich wsi i przysiółków położonych w okolicy nowo wybudowanego dworca kolejowego, ale też na inne jeszcze tereny przyszłego rozrastającego się terytorialnie Sosnowca. Postawiony bowiem dworzec kolejowy we wsi Sosnowice, był jak na tamte odległe lata nie tylko wspaniałą rarytasową budowlą, ale z czasem stał się nawet prawdziwym oknem na świat. Jego projektantem był przybysz z dalekich nam Włoch, Enrico Marconi. Podobno zwany na ziemiach polskich z nutą życzliwości po prostu tylko panem Henrykiem. Ten nietuzinkowy i nietypowy oraz wspaniały architekt, zaprojektował bowiem, pośród pośpiesznie stawianych tu fabryk i dymiących już kominów oraz wież kopalnianych, gdzie jeszcze hulał tylko wiatr, ogromną i niespotykaną tutaj budowlę neoklasycystyczną, a był nim przepiękny w wystroju architektonicznym dworzec kolejowy. Niektórzy więc, bardziej już światli ludzie, widzieli w tej budowli pewne wzory jakby zaczerpnięte z Dworca Wiedeńskiego w Warszawie, inni z kolei dostrzegali pewne elementy widoczne na bryle pałacu Wielopolskich z Chrobrza, czy przepięknego w swym architektonicznym wystroju sanatorium w Busku Zdroju. Wg koneserów architektury sam gmach dworca kolejowego składał się z dwóch elementów „dwukondygnacyjnych, z siedmioosiowym ryzalitem w fasadzie frontowej, a elementem późniejszym był dopiero gmach hali głównej”.

****

Wnętrze dworca poznałem już jako dziecko w czasach okupacji niemieckiej, gdyż bywałem tam wiele, wiele razy w odwiedzinach u mojego wujka Wacława Maszczyka, podobnie jak i po 1945 roku, który tak samo jak jego ojciec był też wieloletnim pracownikiem Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej. Może jako ciekawostkę tylko wspomnę, że dawniej w sosnowieckim kolejnictwie zarobki w tej branży były tak zdumiewająco wysokie, że mój wujek, Wacław Maszczyk wspólnie ze swoim ojcem Franciszkiem, w okresie II Rzeczypospolitej Polski za pozyskane wynagrodzenie wybudowali na Pogoni przy ulicy Mazowieckiej trzypiętrową kamienicę. A rodzony brat mojego wujka Wacława, Gienek Maszczyk mógł bez jakichkolwiek kłopotów finansowych w tym samym dosłownie czasie ukończyć wyższe studia ekonomiczne w Poznaniu. W tym samym dosłownie czasie, w którym startujący do swego śpiewaczego zawodu jego sosnowiecki kolega, Janek Kiepura, bywał też u niego w Poznaniu, by pozyskać nie istniejące według niego sekrety, jakby się bez większego wysiłku załapać na ten sam kierunek studiów. Mój wujek więc jeszcze z uśmiechem, po latach te koleżeńskie wizyty wspominał, gdyż wtedy ponoć zakłopotany Janek Kiepura był jeszcze niezdecydowany jaki kierunek dalszego zarobkowania na swej drodze życia wybierze, by za kilka lat nie tylko swym śpiewem ale i niesłychany bogactwem nie tylko zachwycić, ale i olśnić nie tylko mego wujka, ale też jego dawnych znajomych oraz kolegów z Sosnowca.

****

Pamiętam wprost doskonale jak w końcowych latach 40. XX w. od strony torów kolejowych, pierwszy peron był jeszcze przecudownie, wręcz uroczo zadaszony i podtrzymywany licznymi wyprofilowanymi słupami żeliwnymi. W wystroju przypominającym stary urokliwy peron krakowski, czy z naszej zagłębiowskiej ziemi – rozkradany już dzisiaj peron z Maczek (dawna Granica). Jeszcze w latach 50. XX wieku dysponował też doskonale wyposażoną starą z XIX jeszcze wieku restauracją, bowiem oprócz samego zabytkowego wystroju pomieszczeń, widziałem też w tym pomieszczeniu cały szereg zabytkowych, dzisiaj już niespotykanych elementów bufetowych. A w rogu pomieszczenia podobnie jak w innych stał już od czasów carskich bajkowo kolorowy kafelkowy piec, opalany jeszcze węglem. We wnętrzach budynku dworca zachowały się wtedy stare, jeszcze dawne poczekalnie dla podróżnych, a w rogach podobnie jak w restauracji błyszczały też kolorowymi kaflami efektowne piece węglowe do ogrzewania tych pomieszczeń. Natomiast wzdłuż  ścian tych pomieszczeń, tak jak w XIX wieku, stały dębowe ławy, a obok nich pośrodku sali ciągnęły się podłużne, ciężkie i niskie stoły. W jednym z pomieszczeń od strony Kościółka Kolejowego jeszcze w latach 50. XX w. funkcjonowała przecudowna bagażownia, podobna zresztą w perełkowym wystroju do tej jaką w latach 70. XX wieku widywałem i podziwiałem na krakowskiego dworcu kolejowym.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Bear