Janusz Maszczyk: W oparach dymów i gwiżdżących parowozów

****

 W drugiej połowie XIX wieku, jak tylko okiem wokół sięgnąć, wszędzie jeszcze zalegają pachnące żywicą sosnowe lasy, kolorowe uprawne i szumiące pola oraz pełne zieleni oraz kwiatów łąki. W tym kolorowym pejzażu są jeszcze widoczne grupowe lub tylko pojedynczo stojące, bielone wapnem oraz pokryte strzechą i najczęściej już ze starości, tulące się do ziemi chłopskie chaty. Wiele jednak miejsc na trenach dzisiejszego Sosnowca jest jeszcze suchą nogą nieprzejezdna, gdyż na stosunkowo dużych połaciach zalegają tu jeszcze nieużytki i bagniste tereny, które nawet swym plackowatym zasięgiem dochodzą do dzisiejszej ulicy Małachowskiego. Bagniste tereny bywają jeszcze tak rozległe i tak niebywale zdradliwe, że niekiedy toną w nich nawet furmanki i zaprzężone do nich konie. A wraz nimi niekiedy też nawet i ludzie. Aby więc tylko udać się ze wsi Pogoń, do sąsiedniej wsi Sielce, to trzeba było wówczas pokonać jedyną groblę, jaka wtedy jeszcze zalegała na tym rozległym odludziu. Tę groblową trasę pokonywali więc wtedy najczęściej tylko wyjątkowo odważni i uzbrojeni handlarze, gdyż w okolicznych lasach ponoć na przechodniów czyhali ukryci zbóje. Tym niebezpiecznym miejscem był mniej więcej teren, gdzie już niebawem w sosnowieckiej dzielnicy Konstantynów powstanie wielka „Fabryka Fitzner i Gamper”, a po 1945 roku znany już kolejnemu pokoleniu sosnowiczan – „Fakop”.

****

Brukowane i oświetlone ulice zachodnioeuropejskie jeszcze wówczas na tych terenach nie istnieją. Nadal bowiem tkwimy w cywilizacji wschodniej. Są natomiast już wydeptane piaszczyste ścieżki i drogi zwane tylko ulicami. Nad leniwie płynącymi wtedy rzekami Czarną Przemszą i Brynicą, gdzieniegdzie stoją jeszcze młyny, a wielu ludzi zamieszkujących te nadrzeczne tereny trudni się rybołówstwem, a inni – zdecydowana większość – są zaprzężeni do pańszczyźnianego kieratu i pozbawieni własnej uprawnej żywicielki – ziemi. Na co dzień są więc tanią i bezlitośnie wykorzystywaną siłą roboczą przez właścicieli okolicznych ziemskich majątków. Dopiero Rząd Narodowy Powstania Styczniowego po raz pierwszy zniesie tę pańszczyźnianą hańbę i niesprawiedliwą chłopską dolegliwość. Natomiast car rosyjski jak zwykle zręcznie tę okazję wykorzysta. Ogłaszając wszem i wobec, że jest ona tylko jego dobrodusznym dziełem. Wielu chłopów – jak to w życiu bywało – w to zakłamane hasło jednak uwierzy. Niektórzy więc nawet, w pierwszych latach XX wieku, grupowo i bez jakiegokolwiek przymusu opuszczą swe dotychczasowe rodzinne ojczyste strony i udadzą się do Rosji carskiej, aż na daleką zesłańczą od pokoleń syberyjską tajgę. W taki oto sposób i przypadkach, na dalekiej nieludzkiej dla Polaków Syberii powstanie wieś, zwana Wierszyną2/.

W tej nowej dla wielu chłopów sytuacji pojawią się więc wśród nich i tacy osobnicy co natychmiast będą zmieniali swą dotychczasową wieśniaczą profesję, znajdując zatrudnienie w coraz to nowych uruchamianych tu fabrykach i kopalniach. Inni natomiast pozostaną jeszcze rolnikami na darowanych im skrawkach ziemi. Ci piersi, już niebawem, za kilka lat, będą tworzyli nową nieznaną tu dotąd robotniczą klasę, a z kolei ich dzieci jeszcze bardziej uświadomione niż ich dziadkowie i rodzice osiągną już dużo, dużo wyższe wykształcenie i zostaną, nauczycielami, urzędnikami, a nawet osiągną jeszcze wyższe profesje.

****

Rzeka Brynica, wtedy jest jeszcze nieuregulowana. Nadal jest jednak traktowana jako rzeka graniczna, tocząca swe wody pomiędzy trzymającymi nas Polaków w ryzach Prusami i Rosją. Wprawdzie na terenach dzisiejszego Sosnowca powstają już niczym feniks z popiołów pierwsze fabryki i kopalnie oraz szereg innych tez zakładów pracy, ale wokół nich jeszcze hula tylko wiatr nadziei na znalezienie tu lepszej pracy i zarobków, niż w innych rejonach Królestwa Polskiego. Kolej zachodnioeuropejska, która jak już wyżej wspomniałem, dotrze tu bowiem dopiero w 1859 roku i gwałtownie wtedy przyspieszy rozwój przemysłu.

Ciągną więc w te bajkowo opisywane i nagłaśniane strony z wygłodniałych polskich wsi i malutkich zabiedzonych miasteczek Królestwa Polskiego masowo ludzie nawet całymi rodzinami. Niektórzy jednak tylko pojedynczo. Najczęściej są to mężczyźni, by później po znalezieniu już tu pracy i siedliska, ściągnąć pozostałych członków ze swojej rodziny. Najwięcej przyjezdnych dociera tu jednak z pobliskiej i nieznanej jeszcze wówczas na tych terenach skalistej Jury Krakowsko – Wieluńskiej, z miechowskiego i olkuskiego. Ale są też liczni przybysze nawet z Jędrzejowa i jego okolic, a nawet z dalekiego Pińczowa. Tak jak rodzina moich dziadków ze strony mojej mamy, Stefani Maszczyk (z domu Doros).

Wokół powstających w różnorodnej szacie zabudowań, niczym za czasów bumu amerykańskiego, pośród dymiących potwornie fabryk i hut oraz kopalń, niczym sieć pajęczynowa rozbudowywane są pośpiesznie prywatne kolejowe rozjazdy. Które swymi mackami ciągną się niczym wąż boa, aż do samej głównej linii kolejowej jaką była wówczas „Droga Żelazna Warszawsko – Wiedeńska”. Tak więc nie ustalone – w zaciszach carskich gabinetów – wcześniejsze plany przestrzennego zagospodarowania tych terenów, a właśnie stawiane tu pośpiesznie fabryki, huty i kopalnie oraz rozrastająca się pajęczyna rozjazdów kolejowych – o czym proszę pamiętać – wyznaczą na tej dymiącej tysiącami kominów polskiej ziemi, przyszłe szlaki komunikacyjne (ulice) i zabudowę przyszłego miasta Sosnowca.

Zabór rosyjski na tych odległych zachodnich kresach swego imperium charakteryzuje się bowiem nadal wyjątkowym bezprawiem. Rusyfikacją polskiego społeczeństwa i sianiem totalnego wprost bałaganu i to w każdej niemal dziedzinie, nie tylko gospodarczej. Gwałtowny napływ spoza Rosji carskiej zachodniego kapitału,  głównie niemieckiego, wprawdzie pobudzi budownictwo i infrastrukturę w niezwykle zróżnicowanej postaci architektonicznej.Jednak najczęściej te działania inwestorzy będą podejmowali wokół swych zakładów pracy. Więc znamiona zacofania kulturowego będą na tych terenach nadal jeszcze widoczne przez wiele, wiele jeszcze niestety, ale następnych lat. Jaskółki nadziei pojawią się dopiero po 123 latach niewoli, po odzyskaniu wolnej i niepodległej oraz suwerennej Ojczyzny – II Rzeczypospolitej Polski.

****

Wybudowanie w 1848 roku trasy kolejowej poprzez ziemie Zagłębia Dąbrowskiego w kierunku Granicy (dzisiejsze sosnowieckie Maczki) i w 1859 roku w kierunku Katowic, było wówczas na tych terenach wydarzeniem wprost epokowych. Ponieważ dotychczasowym środkiem lokomocji na tych zagubionych ziemiach cesarstwa Rosyjskiego, widoczny był tylko nadal niskowydajny koń, mozolnie ciągnący załadowaną po same brzegi węglem wysokoburtową furmankę. Więc asumptem niespotykanego dotąd na tych terenach rozkwitu przemysłu, który bazował głównie na węglu i koksie, stanie się więc nie kto inny jak właśnie – wysokowydajny i buchający parą gwiżdżący parowóz.

Jednocześnie z chwilą jak tylko uruchomiono transport kolejowy, zalegające tu wielkie pokłady węgla, niejednokrotnie też płytko leżące pod ziemią, można już było wtedy bez jakichkolwiek ograniczeń nie tylko eksploatować, ale i jednocześnie dowozić do znacznie już dalej położonych zagłębiowskich fabryki i hut oraz przeznaczyć też na sprzedaż w głąb cesarstwa Rosyjskiego. Te wymienione czynniki oraz nałożone cło przez Rosjan na sprowadzany na te treny towar, spoza Imperium i oczywiście wiele, wiele jeszcze innych czynników, też pozytywnie wpłynęły na jeszcze bardziej dynamiczny rozwój nie tylko Sosnowca, ale też innych zagłębiowskich miast.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Bear