Janusz Maszczyk: TROPAMI „WYGWIZDOWA” – poprzez „Wenecję” w kierunku uliczki Gampera i Placu Tadeusza Kościuszki


[Źródło: www.fotopolska.eu. 1 maja 1975 r., Widok na Zakład “H” – Produkcja walców, spod budynku Zakładu Badawczo – Doświadczalnego przy ul. Wodnej. Porządkowanie terenu przy tym budynku przez pracowników Działu Technologicznego w ramach czynu społecznego.
W tyle po lewej stronie widoczna unikatowa wprost perełkowa, opisywana powyżej wieża ciśnień.]

[Źródło: pana Paweł Ptak. Widok obecnej ulicy Staszica z okresu II Rzeczypospolitej Polski i fragmentu dawnej Huty „Katarzyna”. Po lewej stronie już widać pierwsze zabudowania osiedla mieszkaniowego Huty „Katarzyna”. Zdjęcie wykonano od strony żużlowej hałdy. Po prawej stronie, przy trzecim kominie widoczne szczytowe partie wieży ciśnień.]

* * * *
Nie wiem co jest tego powodem, ale dawną wąziutką uliczkę Gampera, później zwaną uliczką Przodowników Pracy, a obecnie Fabryczną, utożsamia się tylko z ciągiem ulicznych zabudowań fabryczno – hutniczych, gdzie w tle była widoczna żużlowa hałda. A przecież ta uliczka, już od XIX wieku ciągnęła się jeszcze znacznie, znacznie dalej, aż poza bocznice kolejowe. Jednak już nie tak szeroka jak wśród zabudowań „Fabryki Fitzner i Gamper”, ale jako już typowa aleja, wiecznie jednak nieuporządkowana. Jeszcze w latach 50. XX wieku, co już wyżej zasygnalizowałem od torów Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej była oddzielona pasem zieleni i wysokim carskim parkanem z podkładów kolejowych. Ten parkan dochodził aż do samego mostu kolejowego zawieszonego ponad rzeką, koło pogońskiego Kasyna.


[Zdjęcie z 2007 roku. Opisywany most kolejowy łączący dwa brzegi Czarnej Przemszy. Po lewej stronie widoczne dawne jeszcze szczątkowe już zabudowania „Rurkowni Huldczyńskiego”. Zdjęcie wykonano w kierunku „Wenecji” z położonej obok żelbetowej kładki – przejścia dla pieszych.]

[Zdjęcie z 2007 roku. Widok spod tego samego mostu kolejowego co powyżej.]
Natomiast po drugiej stronie od browaru w Nowym Sielcu, zawsze na tym samym odcinku ciągnął się drewniany płot, a później druciana siatka, aż do drewnianego mostku dla pieszych. Podłożem alejki natomiast od zawsze było tylko klepisko. Dopiero w latach 60. XX wieku, ta aleja stopniowo została poobwieszana przeróżnymi rurami i zabudowana fabrycznymi metalowymi zabudowaniami, co już prezentuję poniżej na wykonanych zdjęciach w 2007 roku.
Swój kres kończyła dopiero na drewnianym mostku, wiecznie pachnącym w słoneczne i upalne dni żywicą, a zawieszonym ponad Czarną Przemszą. Ten mostek był przeznaczony wyłącznie dla pieszych. Drewniany mostek wysadzili dopiero saperzy niemieccy w styczniu 1945 roku. W następnych miesiącach został jednak ponownie odbudowany w swej dawnej krasie, jednak już w latach 60. XX wieku, gdy regulowano rzekę, to go zburzono i postawiono żelbetowy. Tak samo, w tym samym styczniowym dniu 1945 roku, saperzy niemieccy wysadzili też położony obok most kolejowy przy Kasynie jaki łączył obydwa brzegi rzeki Czarnej Przemszy i solidny drewniany most, jaki z kolei był zawieszony ponad Czarną Przemszą w okolicy browaru Gwarectwa „Hrabia Renard” i Placu Tadeusza Kościuszki. Zaminowano też rurę o pokaźnych średnicowo wymiarach jaka się ciągnęła z terenu „Kawki” – osadników dietlowskich, koło „Białych Domów” pod torami Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej. Co jest jednak w tym wszystkim ciekawe i zastanawiające? Ano to, że saperzy niemieccy nie wysadzili żelaznego kolejowego mostu położonego dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej jaki był i jest nadal na styku Placu Tadeusza Kościuszki z uliczką Nowopogońską (obok „Rurkowni Huldczyńskiego”), jak również kolejnego obok pałacu Dietla, a nawet w centrum Sosnowca, pod którym przebiega ulica J. Piłsudskiego. Ale to tematyka przewidziana już do oddzielnego artykułu.
Zastanawiające jest jeszcze to, że ci perfekcyjni saperzy niemieccy, dziwnie zapomnieli o szerokim i solidnym drewnianym moście, jaki się znajdował pomiędzy zabudowaniami „Wenecji”. Wszystkie podminowane obiekty wysadzono prawie jednocześnie, gdzieś około godziny 22:00 lub 23:00. Fala powybuchowa była tak niesamowicie wielka i uderzyła z takim niesamowitym podmuchem, że w okolicznych budynkach przy Placu Tadeusza Kościuszki rozleciały się w proch wszystkie okienne szyby, a w wielu jeszcze mieszkaniach na dodatek zostały też jeszcze wyrwane drzwi z zawiasów oraz runęły nawet na podłogi szafy. Podobno Niemcy w tym samym dniu wysadzili wszystkie mosty, jakie dotychczas łączyły oba brzegi rzeki Czarnej Przemszy na odcinku co najmniej kilkunastu kilometrów. Do dzisiaj jednak nie wiadomo co było powodem, że specjaliści niemieccy zapomnieli nie tylko podminować, ale i wysadzić drewniany most na „Wenecji”. Dzięki temu prawie z marszu Armia Czerwona wraz z ciężkim sprzętem wojskowym (w tym czołgi, samochody pancerne i ciężkie działa oraz haubice) przekroczyła szerokie koryto rzeki Czarnej Przemszy i ruszyła w pościg za armią niemiecką, która się wtedy już wycofywała w kierunku Katowic. Może jeszcze tylko wspomnę, że do dzisiaj wśród niektórych osób interesujących się historią, a nie polityką, trwają spory kto dał znać żołnierzom z Armii Czerwonej o tym cudownie uratowanym i niewysadzonym moście na terenie „Wenecji”. Ten temat jednak już dokładniej opisałem w moich artykułach:- „TAJEMNICE SOSNOWIECKIEJ ,WENECJI’ ”. Artykuł był opublikowany na mojej stronie internetowej :-www.wobiektywie2008.republika.pl. Niestety został już skasowany. Możliwe, że ten sam artykuł jeszcze raz zagości na portalu „41-200.pl”, którego znanym redaktorem jest pan Paweł Ptak.
Z tymi terenami i z tą zresztą aleją związanych jest tyle historii z przeszłości, szczególnie z lat okupacji niemieckiej, że nie sposób ich obecnie wszystkich przekazać w tym jednym króciutkim artykule. Może więc tylko wspomnę, w ogromnym skrócie, o jednej makabrycznej historii z czasów okupacji niemieckiej, a związanej z pędzonymi ze środulskiego Getta, poprzez ulicę Chemiczną i poprzez tę aleję, a następnie też poprzez Plac Tadeusza Kościuszki, całych kolumn biednych i wyczerpanych Żydów do sosnowieckich szopów. Tę samą trasę, już jednak w kierunku środulskiego getta, ci sami biedacy pokonywali jeszcze raz, ale już w późnych godzinach popołudniowych. Na tym jeszcze wówczas drewnianym mostku dochodziło wówczas do niewyobrażalnych makabrycznych, wprost sadystycznych sytuacji, gdzie z nurtów rzeki Czarnej Przemszy wyławiano, utopionych ponoć w wyniku desperackiej ucieczki Żydów. Czy faktycznie utopionych? A może najpierw zamordowanych, a później dopiero z premedytacją przez oprawców wrzuconych do rzeki?
Jako stary już człowiek wielokrotnie się zastanawiałem dlaczego żaden sosnowiecki historyk, pochodzenia żydowskiego lub polskiego, tych makabrycznych incydentów jednak nigdy absolutnie ani jednym słowem nie opisał. Po prostu całkowicie o tym milczy współczesna sosnowiecka historia, natomiast moje króciutkie komentarze, gdy jeszcze funkcjonował portal internetowy „Poznaj Sosnowiec”, nikogo też absolutnie wtedy nie zainteresowały. Możliwe, że wynika to z przyczyn czysto prozaicznych. Cóż bowiem może znaczyć śmierć, nawet męczeńska, ale zaledwie tylko kilku nieszczęśników, w porównaniu z wymordowaniem i zagazowaniem w niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych co najmniej kilkunastu tysięcy sosnowieckich Żydów.

Strony: 1 2 3 4 5

Bear