Janusz Maszczyk: Transporty kolejowe i marsze śmierci

[Zdjęcie autora współczesne. Ten po prawej stronie o skośnych dachu budynek to dawne jeszcze urzędnicze Kasyno.

….”Z chwilą bowiem zbliżenia się do byłego urzędniczego Kasyna – Rurkowni Huldczyńskiego” – jakie się mieściło na terenie urzędniczego osiedla mieszkaniowego przy Placu Tadeusza Kościuszki wkraczali w wąską aleję, która na odcinku około 40 – 50m aż do drewnianego mostku zawieszonego ponad rzeką Czarną Przemszą, tworzyła jakby wąwóz”…]

[Zdjęcie współczesne autora. Tak prezentuje się obecnie żelbetowy mostek (dawniej drewniany) jaki jest zawieszony ponad rzeką Czarną Przemszą obok dawnego urzędniczego Kasyna. Zdjęcie wykonano od strony Placu Tadeusza Kościuszki. Poza żelbetowym mostkiem, dawna Aleja Gampera, która później po pokonaniu bocznic kolejowych (z Huty „Katarzyna” i ciągnącej się od Kopalni „Hrabia Renard”, itd. itd.) łączyła się z uliczką Gampera (obecna uliczka Fabryczna). Znacznie więcej o tych terenach w moich artykułach, które są opublikowane na mojej stronie internetowej oraz na portalu internetowym Pana Pawła Ptak.]

Tu na tym drewnianym mostku dla pieszych, obecnie już tylko żelbetowym, dochodziło do tak potwornych zdarzeń, że śnią mi się niekiedy nawet do dzisiaj. Obok tego drewnianego mostku, w nurtach rzeki na wodospadzie widywałem bowiem co najmniej kilkakrotnie utopionych i zalanych krwią nieżyjących już Żydów. Spadek wody z wysokiego wodospadu był wówczas tak niewyobrażalnie silny i tworzył w związku z tym takie też zawirowania, że każdy przedmiot jaki tylko wpadł do tej spienionej rzeki nigdy samodzielnie z tego miejsca nie odpływał. Tylko w jej wirach przetaczał się jak kołowrotek na wszystkie strony. To raz wpadając pod wodę, by za chwilę się z niej nagle wynurzyć, a za kilka sekund ponownie w tej głębinie zniknąć. Przedmioty te usuwali więc niemal codziennie robotnicy z browaru. Identycznie zachowywały się więc w tym topielisku też ciała tych nieszczęśników.

Nie znam istotnej przyczyny dlaczego ich wcześniej jednak nie wydobywano z tej spienionej rzeki, tylko najpierw pojawiali się na moim podwórku umundurowani esesmani i wyłapywali każdego z obojga płci Polaka kogo tylko na nim spotkali. Nawet dzieci. Bowiem dorosłych Polaków jak popadło to nawet wyciągano z korytarzy i z mieszkań ze stojących tam dwóch koszarowych budynków. Bowiem trzeci kolejny koszarowy budynek od strony Kasyna był wtedy zamieszkiwany już wyłącznie tylko przez Niemców, podobnie zresztą jak stojący obok tych trzech szeregowo usytuowanych trzykondygnacyjnych budynków, samodzielnie stojący, a dawniej wyłącznie tylko zamieszkiwany przez kadrę kierowniczą z Rurkowni Huldczyńskiego”11/. Co jest jednak ciekawe? Mimo, iż na tym długim, bo wynoszącym kilkaset metrów i szerokim na kilkadziesiąt metrów podwórku, bawiły się też dzieci niemieckie, to nigdy ich ze sobą jednak nie zabierali. Tym bardziej dorosłych osób. Później esesmani pojmanych Polaków wlekli ze sobą poprzez furtkę jaka wtedy jeszcze była wmontowana w parkan przy Kasynie, aż do samego drewnianego mostku, by uczestniczyli też razem z nimi w tej zorganizowanej i makabrycznej  ceremonii. Byłem więc mimo woli kilkakrotnym przypadkowym świadkiem jak ze spienionej wody wydobywano też zwłoki Żydów, które w zasadzie Niemcy zawsze traktowali jak bezużyteczne pniaki drzewa. W tym konkretnym akurat miejscu, ale od strony Kasyna, brzeg rzeki był jednak wyjątkowo niedostępny i trudny do pokonania. Bowiem na sporym odcinku od drewnianego mostku w kierunku centrum Sosnowca, cały był pokryty śliskimi kamieniami wapiennymi, co doskonale nawet widać na pozyskanej poniższej pocztówce od mojego przyjaciela – Pawła Ptak.

[Źródło: Pan Paweł Ptak. Zdjęcie (rok?) utrwalone z drewnianego mostku. Po lewej stronie tereny browaru Gwarectwa „Hrabia Renard”. Natomiast po prawej stornie widoczny odcinek wysokiego brzegu, do tego jeszcze utwardzony kostką granitową. Widoczny po prawej stronie parkan odgradzał od rzeki teren dawnego Urzędniczego Kasyna (budynek willowy widoczny po prawej stronie). Na dalszym planie po prawej stronie widoczne jeszcze komórki z nadbudowanymi pomieszczeniami suszarni i pralni bielizny. W dali widoczny jeszcze drewniany most jaki łączył tereny Placu Tadeusza Kościuszki z uliczką Browarną z Nowego Sielca. W tyle widoczna kaplica i jeszcze niewykończony obecny kościół pw. Niepokalanego Poczęcia NMP. Na zdjęciu niewidoczny, opisywany przez autora- wodospad. Jednak doskonale widać spienioną i wzburzoną rzekę na tym króciutkim tylko odcinku Czarnej Przemszy.

Niestety ale według mnie daleki horyzont na zdjęciu jest sztucznie „dorobiony”. Bowiem po 1945 roku mury obecnego kościoła wznosiły się tylko kilkanaście metrów ponad teren placu kościelnego. Natomiast były widoczne stare jeszcze z czasów II Rzeczypospolitej Polski zniszczone już przez wichury rusztowania (długie bale i deski). Absolutnie nie były jednak widoczne cienie sieleckich wysokich kilkunastopiętrowych budynków.]

Ceremonia niemiecka wydobywania zwłok z Czarnej Przemszy przebiegała różnie. O ile człowiek znajdował się bliżej przeciwległego brzegu, czyli od strony browaru dawnego Gwarectwa „Hrabia Renard”, to najpierw zmuszano Żydów by brodząc w wodzie po szyję udawali się tam z zatrzymanej kolumny. Natomiast jak zwłoki taplały się już bliżej brzegu, to esesman stojący na brzegu rzeki dostarczonym z kotłowni Kasyna bosakiem zakończonym dwoma metalowymi hakami, z których jeden był wygięty a drugi osadzony na końcu drewnianego bosaka, sam z nieukrywaną lubością wbijał w ciało nieszczęśnika ten wygięty łukowato hak i ciągnął za drzewce boska zakrwawione zwłoki utopionego człowieka aż do samego brzegu. Podobno te bosaki były własnością organizacji niemieckiej – Luftschutz. W trakcie tej makabrycznej ceremonii po wbiciu haka gdzie tylko popadło w ciało topielca, rozrywał więc też niekiedy jego zwłoki, które wtedy jeszcze bardziej krwawiły. Przez cały ten czas maszerująca dotąd do getta na Środulę kolumna Żydów częściowo już stała na końcu drewnianego mostka, a pozostali na Alei Gampera, a obok nich wrzeszczeli i przeklinali oraz wymachiwali rękami strzegący ich z kijami jacyś osobnicy i niemieccy esesowcy. Później po wydobyciu już utopionego człowieka cała dotychczas zatrzymana kolumna Żydów ponownie ruszała w kierunku Środuli, a cztery osoby za tą kolumną niosły na swych barkach zakrwawionego i ociekającego wodą nieżywego już człowieka. Natomiast esesmani poprzez uliczkę Nowopogońską udawali się, gdzieś w głąb dzielnicy Pogoń.

Jeszcze w czasach okupacji niemieckiej często więc w gronie tylko bardzo dobrze znanych nam Polaków z Placu Tadeusza Kościuszki zastanawialiśmy się nad tym, co było przyczyną utonięć tych umęczonych i biednych oraz chyba też zrozpaczonych ludzi. Czy po prostu z premedytacją straceńców sami popełniali samobójstwa? Czy podczas sprowokowanej przez Niemców dla zabawy ucieczki, później do nich jak do dzikich kaczek strzelano? Nigdy też nie udało się nam rozwikłać zagadki skąd na tym drewnianym mostku i na naszym podwórku nagle jak spod ziemi pojawiali się umundurowani esesmani. Wszak nigdy jak doskonale pamiętam nie konwojowali do „szopów” tych żydowskich kolumn śmierci.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7

Bear