Janusz Maszczyk: Transporty kolejowe i marsze śmierci

Ponieważ Zdzisiu w tym dniu już się gdzieś jednak spieszył, a do spotkania doszło całkiem przypadkowo i to jeszcze w Katowicach, to dalszy ciąg opowieści z wieloma ponoć ciekawymi epizodami miał mi przekazać w trakcie następnego spotkania. Ale do tego już jednak nie doszło. Głownie z tego powodu, że ja już od 1963 roku mieszkałem wtedy, tak jak obecnie w Katowicach, a on natomiast mieszkał wtedy w Sosnowcu, więc spotkanie to odkładaliśmy ciągle na kolejny dalszy okres. Poinformowałem jednak natychmiast o tych sensacyjnych informacjach jakie pozyskałem od Zdzisia Wójcika osoby, które w tamtym czasie prowadziły w Sosnowcu portale internetowe. Jeden z nich na forach internetowych funkcjonuje nawet do dzisiaj. Ale nikt kompletnie tym tematem nie był wtedy zainteresowany. Wręcz nawet odwrotnie delikatnie ale stanowczo poinformowano mnie, że te informacje nie mogą być prawdziwe. Zdzisiu w kilka miesięcy później nagle bardzo ciężko zachorował na udar mózgu i zmarł w trakcie leczenia w szpitalu, w wieku około 85. lat.

[Źródło: www.fotopolska.eu. Powyżej zdjęcie z roku około 1936. Po lewej stronie duże powierzchniowo boisko sportowe Miejskiego Komitetu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, a po 1945 roku wielozadaniowy stadion KS. „Włókniarz”, przy Alei J. Mireckiego. Natomiast po prawej stronie poza widocznym już płotem, zwanym wtedy parkanem, stadion Policyjnego Klubu Sportowego, a po 1945 r. stadion piłkarski KS. „Czarni.]

[Źródło: Narodowe Archiwum Sportowe, sygnatura: – 1 – S – 123. Budowa stadionu Policyjnego Klubu Sportowego w Sosnowcu przy Alei M. Mireckiego w 1933 roku. Po 1945 roku wyłącznie już tylko stadion  piłkarski KS „Czarni”.]

[Źródło: Pan Paweł Ptak. Zdjęcie z lat międzywojennych (rok?). Stadion Policyjny Klubu Sportowego, a po 1945 roku stadion piłkarski KS. „Czarni” przy Alei J. Mireckiego w Sosnowcu.]

[Trzy powyższe zdjęcia zostały wykonane przez autora. Dawny tylko stadion sportowy KS. „Włókniarz” w Sosnowcu, przy Alei J. Mireckiego w Sosnowcu. W głębi, jednak już niewidoczny, jeszcze drugi stadion powojennego KS „Czarni” w Sosnowcu.]

****

Już pan profesor Andrzej Szefer7/, znany pisarz i historyk, wspomina, że w okolicy sosnowieckiego Placu Tadeusza Kościuszki, dochodziło do morderstw Żydów, którzy ponoć uciekali z kolejowych wagonów transportujących ich do obozów zagłady. Jak sobie przypominam, to użył wtedy sformułowania, że takich przypadków było w tym rejonie Sosnowca co najmniej kilka. Nie sprecyzował jednak żadnych konkretnych faktów. Pan prof. Andrzej Szefer ponoć podczas okupacji niemieckiej mieszkał gdzieś w Sosnowcu. Ja natomiast nie tylko w tym samym czasie też mieszkałem w Sosnowcu, ale nawet urodziłem się w 1937 roku przy Placu Tadeusza Kościuszki. Jako dziecko w czasach okupacji niemieckiej, tak jak zdecydowana też większość wtedy dzieci, w wielu przypadkach zachowywałem się więc tak jak dorośli już ludzie. Bowiem dzieci podczas okupacji niemieckiej aby samemu przetrwać i nie narazić też rodziny na śmierć z rąk okupanta niemieckiego, to zmuszone były na co dzień zachowywać się tak jak dorośli już osobnicy. Tym bardziej dotyczyło to mnie. Bowiem moja mama, Stefania Maszczyk, jako jeszcze dyplomowana przedwojenna nauczycielka w czasach okupacji niemieckiej prowadziła też w naszym mieszkaniu przy Placu Tadeusza Kościuszki tajne konspiracyjne nauczanie polskich dzieci. Na domiar tego w okresie II Rzeczypospolitej Polski była też nauczycielką języka polskiego w jednej z sosnowieckich szkół żydowskich. Więc gdyby tylko te fakty dotarły do Niemców i folksdojczy oraz konfidentów Gestapo, a takich niestety ale i wśród Polaków mieszkających przy Placu Tadeusza Kościuszki też wówczas nie brakowało, to groziło naszej rodzinie przynajmniej zesłanie do jednego z obozów koncentracyjnych.

Przechodząc już jednak do konkretnych faktów. Jak pamiętam – a pamiętam te okupacyjne lata wprost doskonale – to na terenie Placu Tadeusza Kościuszki, tylko raz widziałem nieżyjącego człowieka. Dokładnej daty już jednak nie jestem w stanie określić. W każdym razie, w godzinach rannych zauważyłem na chodniku, obok zburzonego przez Niemców pomnika Tadeusza Kościuszki leżącego człowieka. Leżał nieruchomo z szeroko rozłożonymi rękami i nogami, z twarzą zwróconą do ziemi. Jego zarówno ubranie jak i miejsce gdzie leżał nasiąknięte już było krwią. Leżał tak kilka godzin pilnowany tylko przez uzbrojonego w karabin i całkowicie umundurowanego żołnierza niemieckiego. Formacji wojskowej nie rozpoznałem. To był tylko jedyny taki przypadek w tamtych krwawych latach okupacji niemieckiej.

****

Po dokonanej 12 sierpnia 1942 roku selekcji Żydów, według jednych przekazów pozostało jeszcze wtedy na terenie Sosnowca około 15.000 Żydów, a według innych 12.0008/. Jednak już w październiku 1942 roku Niemcy utworzyli na terenie Sosnowca dwa getta. Jedno na Starym Sosnowcu, a drugie na Środuli. Od 1 maja 1943 roku istniało już tylko 1 getto – na Środuli, do którego przeniesiono też mieszkańców z getta ze Starego Sosnowca. Jak wspomina pan Natan Eliasz Szternfinkiel (s.50 cytowanej już publikacji książkowej) to zgrupowani Żydzi w getcie na Środuli tak jak dawniej, nadal jednak w „szopach” pracowali. Jednak do getta na Środulę już „wracali..[…]… pod eskortą milicji żydowskiej”. Te marsze śmierci zapamiętałem wprost doskonale. Kolumny bowiem żydowskie prawie codziennie widziałem jak przemieszczały się po „kocich łbach” poprzez Plac Tadeusza Kościuszki wlokąc się w stronę centrum Sosnowca. Na przedzie pochodu zawsze szedł nie oglądając się na boki umundurowany żołnierz niemiecki, a po bokach z długimi kijami uwijali się pilnujący swych braci milicjanci żydowscy. Początkowo Polacy z Placu Tadeusza Kościuszki zbliżali się z jedzeniem i piciem do tych przemieszczających się kolumn maszerujących Żydów, ale odganiani kijami przez eskortę zrezygnowali później z dokarmiania Żydów. Tym bardziej, że pewnego ponoć dnia zaalarmowany przez eskortę żydowską maszerujący na przedzie kolumny żołnierz niemiecki zdjął zawieszony dotychczas karabin i zagroził jego użyciem. Po prostu każdy wtedy obawiał się o swoje życie. Z tymi kolumnami żydowskimi są związane makabryczne wprost wydarzenia, których jak dotąd nikt absolutnie nie tylko nie opisał, ale nawet nie zawieszono w stosownym miejscu, gdzie dochodziło do tych tragedii, tablic pamięci. Do tych makabrycznych zdarzeń zawsze jednak dochodziło po godzinie 18,00 kiedy to potwornie już umęczeni Żydzi, już nie szli ale wlekli się w kolumnach do getta na Środulę.

Okolice Placu Tadeusza Kościuszki, podobnie jak dalsza trasa którą się Żydzi przemieszczali do getta na Środulę, wyglądała jednak podczas okupacji niemieckiej zupełnie ale to zupełnie inaczej niż to jest obecnie9/. Z chwilą bowiem tylko zbliżenia się do byłego urzędniczego Kasyna – Rurkowni Huldczyńskiego” – jakie się mieściło na terenie urzędniczego osiedla mieszkaniowego przy Placu Tadeusza Kościuszki wkraczali już w wąską wręcz aleję o szerokości mniej więcej do 3 metrów, która na odcinku około 40 – 50m aż do drewnianego mostku zawieszonego ponad rzeką Czarną Przemszą, tworzyła jakby wąwóz. Bowiem po stronie osiedlowej, ciągnął się jeszcze wówczas wysoki parkan, a po przeciwnej stronie, czyli od strony Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej wysoki od 2 – 3 metrów mur z kamieni wapiennych. Dalej był zawieszony ponad rzeką Czarną Przemszą drewniany mostek – jako przejście tylko dla pieszych. A jeszcze dalej, ale już poza tym drewnianym mostkiem, wiła się na odcinku około kilkuset metrów Aleja Gampera, która była wtedy też z dwóch stron obramowana. Od strony bowiem Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej oddzielał ją skutecznie wysoki carski jeszcze parkan z podkładów kolejowych, a po przeciwnej stronie (od strony browaru Gwarectwa „Hrabia Renard”) wysoki płot i siatka druciana. Również po wrześniu 1939 roku, to samo osiedle mieszkaniowe też już całkowicie zmieniło swą strukturę narodowościową w stosunku do okresu II Rzeczypospolitej Polski, gdyż zdecydowaną większością jego mieszkańców była już teraz w zasadzie tylko ludność niemiecka i osoby, które podpisały tak zwaną volkslistę10/.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7

Bear