Janusz Maszczyk: Transporty kolejowe i marsze śmierci

W tym miejscu jestem już niejako zobowiązany moralnie i etycznie do wyjaśnienia pewnych wątpliwości. Otóż! Stadion „Unii” w Sosnowcu przy Alejach J. Mireckiego, wymieniany przez pana Natana Eliasza Szternfinkiel jako – „plac Unii” – poznałem wprost doskonale już jako kibic piłki nożnej i to jeszcze w 1945 roku. W następnych latach bywałem tam jeszcze wielokrotnie, trenując już jako niedoszły „trampkarz” w tamtejszym klubie sportowym. A w latach 50. XX wieku wielokrotnie rozgrywałem na tyłach tego boiska, ale już poza widownią, turnieje koszykarskie. Więc ten obiekt sportowy poznałem wprost doskonale.

Przez kilka powojennych lat infrastruktura stadionowa nie ulegała prawie żadnym zmianom. Była więc wręcz taka sama jak w czasach okupacji niemieckiej. Tym bardziej ogólna powierzchnia stadionu „Unii”, która zachowała się w identycznym stanie nawet do chwili obecnej (wizyta 2018 roku). Płyta boiska piłkarskiego zawsze była pokryta trawą i miała wtedy wymiary mniej więcej od 45 do 50 metrów szerokości i około 100 metrów długości. Od strony Pogoni był jeszcze skrawek klepiskowego do treningów boiska, na którym trenowali też w piłkę nożną trampkarze, wśród nich i autor tego artykułu. Boiska do gry w tenisa utworzono później (lata 50. XX wieku), ale już poza płytą boiska piłkarskiego i trybunami, od strony centrum Sosnowca (obok boisk do gry w koszykówkę)5/. Od strony Starego Sosnowca i willi państwa Piątkowskich był jeszcze niezbyt wielki skrawek klepiska, gdzie w latach 50. XX w. utworzono już boisko do gry w hokeja na lodzie. Boisko było ze wszystkich stron otoczone drewnianym elementem, o wysokości około 1 metra. Tylko po dwóch stronach płyty boiska piłkarskiego, czyli od strony Alei J. Mireckiego i po stronie przeciwnej od tej alei, usytuowane były proste schodkowe, częściowo murowane trybuny o wysokości najwyżej do około 8 metrów. Łudząco podobne do obecnych (wizyta w sierpniu 2018 r.). Natomiast dookoła cała płyta boiska piłkarskiego była jeszcze otoczona początkowo klepiskową bieżnią, a później już tylko żwirową. Na bieżni  jak pamiętam, to jeszcze w latach 40. XX wieku odbywały się nawet zawody motocyklowe. Na tak malutkim stadionie od strony Starego Sosnowca stały jeszcze dwa lub trzy stosunkowo rozległe powierzchniowo zabudowania klubowe, w których m.in. mieściły się magazyny na sprzęt sportowy, szatnie, umywalnie dla zawodników i kierownictwo klubu sportowego.

Jeszcze raz pragnę podkreślić, że tak mniej więcej prezentowało się boisko „Unii” Sosnowiec. Zwane przez pana Natana Eliasza Szternfinkiela – „placem Unii”. Czy na tak malutkiej powierzchni mogli więc jednak Niemcy w ciągu tylko jednego dnia zapędzić tam i zgrupować aż 26.000 Żydów? Przy tym jeszcze od strony Starego Sosnowca ustawiając tam stoły i po zarejestrowaniu takiej niebotycznie wielkiej liczby Żydów, stłoczyć ich następnie jeszcze po jednej tylko stronie boiska, a drugą natomiast połowę, tę od strony Starego Sosnowca pozostawić zupełnie wolną. O dantejskich scenach opisywanych przez pana Natana Eliasza Szternfinkiela, jakie na takim skrawku terenu się ponoć tam wtedy dokonywały to już nie wspominam. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że autor tej znakomitej publikacji książkowej nie mógł być więc osobistym świadkiem tych dantejskich scen jakie później opisywał, tylko pozyskał te informacje i to od kogoś kto jednak stadionu KS. „Unii” nigdy w tamtych okupacyjnych latach prawdopodobnie dobrze nie poznał.

Dlaczego więc tak dokładnie ten stadion „Unii” opisuję i dokonuję jednocześnie też wyrywkowych opisów tego makabrycznego zdarzenia jakie pozyskałem z tej publikacji książkowej. Ano tylko dlatego, że poznałem też drugą wersję dokonywanej w sierpniu 1942 roku ponoć też selekcji Żydów i to też przy Alejach J. Mireckiego ale w zupełnie już w innym miejscu i na innych też stadionach. Co nie wyklucza tego, że do wymienionych wydarzeń z 12 sierpnia 1942 roku mogło dojść zarówno na dawnym niezbyt dużym powierzchniowo stadionie „Unii”, jak i na dwóch stadionach usytuowanych też przy Alejach J. Mireckiego.

[Cztery powyższe zdjęcia autora z sierpnia 2018 roku. Na zdjęciach utrwalono kilka fragmentów dawnego stadionu sportowego „Unii” położonego przy Alejach J. Mireckiego, który w zasadzie poza przebudową infrastrukturalną po 1945 roku i w latach następnych, to pod względem zajmowanej powierzchni był dosłownie identyczny jak podczas okupacji niemieckiej. Podobnie zresztą  jak obecnie.

Zdjęcie pierwsze utrwalone zostało od strony skrzyżowania ulicy Niepodległości z Aleją J. Mireckiego. Na pierwszym planie, zaraz za tablicą, dawne o niewielkich jednak rozmiarach klepiskowe boisko przeznaczone do treningów (w tym i dla „trampkarzy”). Obecnie jest pokryte sztuczną trawą.

Zdjęcie drugie po lewej stronie – trybuny dla widzów, a poza nimi na tym zdjęciu niewidoczne dawne tereny, gdzie po 1945 r. były boiska do koszykówki i tenisa ziemnego.

Zdjęcie trzecie po prawej stronie – teren, gdzie dawnej było boisko do koszykówki, a później jeszcze i do tenisa ziemnego.

Zdjęcie czwarte – widok na cały stadion „Unii” od strony uliczki Niepodległości.

Zdjęcie piąte – to samo mniej więcej ujęcie, tylko wykonane z wąskiego już pasemka gdzie dawniej było boisko dla „trampkarzy”.]

****

Oto ta niezwykła historia w innej jednak wersji, niż ta wyżej opisywana z 12 sierpnia 1942 roku przez autora publikacji książkowej – Zagłada Żydów Sosnowca.

Jakieś dobrych kilkanaście lat temu, mniej więcej około 2001 roku spotkałem się z moim przyjacielem z lat młodzieńczych – Zdzisławem Wójcikiem. Zdzisia znałem doskonale jeszcze z lat 50. XX wieku. Bowiem razem trenowaliśmy w tym samym Klubie Sportowym „Włókniarz”, który mieścił się przy Alei J. Mireckiego. Z tym, że Zdzisiu trenował wtedy lekką atletykę (rzut oszczepem) i piłkę ręczną. Ja natomiast piłkę ręczną, koszykówkę oraz w celu wzmocnienia sprawności fizycznej też lekkoatletykę, ale tę ostatnią dyscyplinę wyłącznie tylko o charakterze ogólnym (m.in. skoczność, szybkość, wzmocnienie rzutu, itp.). Z wykształcenia był inżynierem budownictwa przemysłowego. Z tego tytułu nadzorował wiele inwestycji i kapitalnych remontów jakie dokonywane były po 1945 roku na terenie Sosnowca. Był człowiekiem niezwykle prawdomównym i rzeczowym, rozmiłowanym w historii Sosnowca i Zagłębia Dąbrowskiego. W trakcie tego spotkania w pewnej chwili wspomniałem o schodkowych wzniesieniach jakie oddzielały kiedyś powojenne stadiony Klubów Sportowych „Włókniarz” i „Czarni”, które były w latach 50. XX wieku usytuowane na skrzyżowaniu Alei J. Mireckiego i ulicy Józefa Piłsudskiego. Wtedy to właśnie Zdzisiu przekazał mi tą niezwykłą informację. Oto mniej więcej ona z zastosowanie poważnych skrótów myślowych.

„Urodziłem się i mieszkałem do późnych lat 40. XX wieku na Starym Sosnowcu przy ulicy Swobodnej. Tuż, tuż obok powojennych stadionów KS. „Włókniarz” i „Czarni”. Podczas okupacji niemieckiej jako 15. letnie dziecko zmuszony już zostałem przez okupanta do świadczenia pracy. Było to w lipcu 1942 roku. Dnia jednak nie pamiętam. W każdym razie już w godzinach rannych na tych stadionach pojawiła się grupka nieznanych mi osób, która przystąpiła do wyburzania parkanu jaki od chwili ich zagospodarowania w okresie II Rzeczypospolitej Polski przedzielał te dwa olbrzymie stadiony. Parkan ciągnął się począwszy prawie od ulicy Swobodnej aż do samej Alei Mireckiego. Wyburzony parkan kilkakrotnie był później załadowywany na konną platformę i w niewiadomym mi kierunku odwożony. Po kilkunastu dniach, ale już w sierpniu 1942 roku, gdzieś w godzinach rannych gdy ja byłem już w pracy to do mojej mamy wpadła podekscytowana i zdyszana sąsiadka, i przekazał jej informację, że na tych dawnych terenach olbrzymich stadionów gromadzą się Żydzi i to całe tłumy. Ponoć szli od strony tunelu katowickiego całymi grupami. Maszerowali więc dorośli i młodzi obojga płci, matki z dziećmi na rękach i prowadzące je za rączki, a nawet utykający osobnicy. Ten potok swobodnie poruszających się Żydów, który dotychczas podczas okupacji niemieckiej był tu absolutnie niespotykany mimo więc woli wzbudził wśród mieszkańców z tej dzielnicy taką sensację. Po powrocie z pracy poprzez parkan od ulicy Swobodnej zauważyliśmy, że na tym rozległym teraz terenie z dwóch stadionów, zebrało się bardzo dużo ludzi. Po prostu zalegały tam wówczas trudne do objęcia wzrokiem tłumy. Po jakimś czasie sąsiad zawiadomił nas, że zgromadzeni tam Żydzi, z których jedni stoją, a inni już chyba ze zmęczenia siedzą, a jeszcze inni nawet leżą na trawie, przeraźliwie płaczą i błagają o picie i jedzenie. Wśród nich była ogromna gromada kobiet i dzieci. Zachęcony przez rodziców, z kilkoma innymi jeszcze kolegami zacząłem więc wówczas przez ogradzający te stadiony płot rzucać do tych płaczących i błagających o jedzenie ludzi – chleb i owinięte w części starej garderoby i szmat butelki z wodą. Wtedy nagle jak spod ziemi pojawili się umundurowani i uzbrojeni Niemcy na koniach i zaczęli coś wrzeszczeć w naszą stronę. Później zaczęli też jeszcze w naszym kierunku strzelać. Po pewnym czasie, jak nas powiadomili sąsiedzi, to cały teren od zewnątrz tych dwóch stadionów był już skrupulatnie nadzorowany przez konną niemiecką policję na koniach6/. Natomiast na samym terenie stadionów działy się ponoć dantejskie sceny. Bowiem jak mówili sąsiedzi, przeprowadzano tam wtedy selekcję wśród Żydów. Przynajmniej w takiej formie wtedy wśród Polaków, tę niemiecka akcję wobec Żydów określano”.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7

Bear