Janusz Maszczyk: Randez vous z każdą władzą – czyli krótka historia pogońskiej Szkoły Realnej

W 1915 roku już po zajęciu Sosnowca przez wojska niemieckie, nowy okupant zlikwidował pogońską Szkołę Realną, a w budynku zagościła niemiecka administracja. W ten sposób ponad 200 uczniów pozbawiono dalszej nauki. W wyniku zaistniałej sytuacji polskie patriotyczne sosnowieckie kręgi inteligencji tworzą Towarzystwo Szkoły Średniej, które z kolei powołuje do funkcjonowania Wyższą Szkołę Realną, która staje się zalążkiem przyszłego Gimnazjum im. Bolesława Prusa. Ta szkoła została ulokowana w części istniejącego już wtedy tam budynku dawnej szkoły podstawowej w Sielcu, na terenie obszarowo zamkniętego tak zwanego „RENARDA”. Czego jednak, ponownie ku memu zdziwieniu, nie potwierdzają jednoznacznie wszystkie źródła (m.in. internetowa obszerna monografia szkoły pt.: „Historia Szkoły” – autorem jest Małgorzata Ociepka).

Jak pamiętam, to ten zabytkowy ceglasty budynek stał tam jeszcze kilka lat temu. W latach 80. XX wieku w jednej jego części mieścił się nawet oddział sosnowiecki RSW „Prasa – Książka – Ruch”, a w jego wnętrzach zachowało się wtedy wiele jeszcze starego wyposażenia. W ostatnich latach część tego kiedyś pięknego w wystroju architektonicznym ceglastego budynku kiczowato już jednak „zmodernizowano”, co widać na poniższym zdjęciu. Powracając jednak do tematyki z czasów carskich. Wtedy też: -„Tej to szkole oddano inwentarz zlikwidowanej Szkoły Realnej”. Koniec cytatu z K.P. z 1984, s. 28. Stąd zapewne słychać też obecnie głosy, ze strony nie tylko byłych wychowanków z III Liceum Ogólnokształcącego im. B. Prusa, że to właśnie Oni, a nie jak to nagłaśniają wielbiciele ze „Staszica”, mają prawo do kontynuowania dziedzictwa dawnej pogońskiej Szkoły Realnej5/.

[Zdjęcie autora z 2004 r. Sosnowiec Sielec – „Renard”. Dawny budynek szkolny. Jak widać, fragment budynku od prawej strony już kiczowato „odrestaurowano”, pokrywając bowiem starą zabytkową i urokliwą cegłę jakże typową do zabudowań „Renarda” kolorowym pstrokatym tynkiem.]

****

Powróćmy jednak wspomnieniami chociaż jeszcze raz na króciutką chwilkę do czasów zaborów Rosji carskiej. Według K.P. z 1984r., s.28 to podobno już w trakcie strajku szkolnego w 1905 roku „powstała przy Sosnowieckiej Szkole Realnej Rada Opiekuńcza, w skład której wchodzili wybitni polscy działacze społeczni i kulturalni z miasta”. Ta rada już w 1905 roku uzyskała od władz carskich zgodę na założenie w Sosnowcu progimnazjum, które później miało się przekształcić w gimnazjum klasyczne. Nowa szkoła została ulokowana nad rzeką Czarną Przemszą, w wynajętym gmachu, gdzie po 1945 roku mieściło się Technikum Kolejowe (gmach zburzono prawdopodobnie w latach 70. XX w.). Ten gmach Technikum Kolejowego poznałem wprost doskonale w latach 50. XX wieku. Zresztą na szkolnym boisku nawet grałem kilka razy w piłkę ręczną. Jednym z pedagogów w Technikum Kolejowym był wówczas bardzo bliski memu sercu, mój trochę starszy wiekiem kolega, mgr Józef Kopeć (ukończył WSWF we Wrocławiu). Dosłownie pierwszy w historii Sosnowca trener i założyciel sekcji piłki ręcznej w KS „Włókniarz” w Sosnowcu.

[Własność – pan Paweł Ptak. Na pierwszym planie dawna „Kawiarnia Kolorowa”, a po prawej stronie w oddali fragment budynku szkolnego Techniku Kolejowego.]

****

Jak wynika ze wspomnień K.P. z 1984 r., s. 28 w wyniku stawiania trudności przez carskie władze „w roku 1907/1908 gimnazjum zostało przekształcone w 7 – klasową Szkołę Handlową”. Co jest jednak istotne i tematycznie związane z tym artykułem, okazuje się bowiem, że w tym samym czasie, gdy już funkcjonowała Szkoła Handlowa w centrum Sosnowca nad rzeką Czarną Przemszą, to na Pogoni carska Szkoła Realna funkcjonowała też dalej (patrz –K.P. z 1984 s. 28).

W nowo powstałej 7 – klasowej Szkole Handlowej zgodnie z programem władz carskich, wykładano głównie, ale nie tylko, przedmioty o charakterze ekonomicznym i handlowych. Co jest zresztą dla autora zrozumiałe. Jednak według wspomnień K.P. z 1984 roku, ponoć skrycie przerabiano też program szkoły realnej, czego absolutnie już jednak nie mogę sobie wyobrazić. Czy to jest w ogóle możliwe, by niektórzy nauczyciele zdobyli się, aż na taką heroiczną odwagę, by oficjalnie, a nie na tajnych konspiracyjnych kursach, tylko w budynku tej samej szkoły handlowej, na oczach wszystkich uczniów, przerabiać też przedmioty nieobjęte programem carskiej szkoły?… Wszak po 1905 roku tajna policja Ochrana miała doskonale już rozbudowaną siatkę agentów i współpracowników oraz wiele też możliwości inwigilowania środowisk szkolnych. Czy więc nie obawiano się, że na taką skalę stosowane praktyki z czasem dotrą też do zaborcy? Jednocześnie należy zadać sobie uzasadnione też kolejne pytanie?… Czy carskie władze były wtedy, aż tak dziecinnie naiwne, czy wręcz zaślepione, że pozwoliły sobie po prostu grać Polakom na swym nosie?… Ponoć w tej, nad Czarną Przemszą Szkole Handlowej wykładowcami byli w zasadzie Polacy, jednak jak to wynika z licealnych wspomnień (z 1984r.) z pewnymi wyjątkami. Okazuje się bowiem, że takie przedmioty jak „język rosyjski, historię i geografię Rosji, wykładali osobnicy obcej narodowości”. Autor tego tekstu w zasadzie jednak nie podaje konkretów, z wyjątkiem tylko jednego przypadku, który w czasach PRL miał być prawdopodobnie odbierany przez uczniów i absolwentów z mojego Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica jako barwna baśń słana od wschodniego przyjaciela dla „pracującego ludu miast i wsi”. Obecnie już jednak ten przekaz, przy nieograniczonej wprost rzece dostępnych informacji o polskiej zagmatwanej historycznej przeszłości z samego tylko internetu i telewizji, ma raczej wydźwięk kuriozalnego zjawiska. Otóż! Ponoć okazuje się, że „wśród grona pedagogicznego był też wówczas zatrudniony prawnik „Krylenkoczłonek partii bolszewickiej, współpracujący i kontaktujący się z Leninem, gdy ten przebywał na ziemi polskiej (w Krakowie i Poroninie). Po Rewolucji Październikowej Krylenko został generalnym prokuratorem ZSRR”. Koniec cytatu z K.P. 1984, s. 29.6/.Z dostępnych współcześnie nam źródeł publicystycznych wynika, że w Moskwie odbył się wtedy pokazowy proces, w którym oskarżycielem był nie kto inny jak znany nam z nostalgicznych kart wspomnień z mojego liceum „Staszica” były nauczyciel, właśnie prokurator Nikołaj Wasilewicz Krylenko, a oskarżanymi z jego strony była grupa polskich księży z kościoła rzymsko – katolickiego. Paradoksem losu było chyba też to, że ten dawny sosnowiecki nauczyciel domagał się wówczas w trakcie procesu sądowego kary śmierci wobec księdza, który pochodził z pobliskiej Dąbrowy Górniczej7/. Czy o tym wtedy ten dawny sosnowiecki nauczyciel mógł jednak nie wiedzieć?… Jako prokurator na pewno doskonale o tym wiedział! A czy o tej kuriozalnej decyzji prokuratora Nikołaja Wasilewicza Krylenko wiedzieli autorzy tekstu zamieszczonego w cytowanej powyżej Księdze Pamiątkowej z mojego liceum „Staszica” w Sosnowcu?… Na tak postawione pytanie nie jestem już jednak w stanie odpowiedzieć merytorycznie.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Bear