Janusz Maszczyk: Randez vous z każdą władzą – czyli krótka historia pogońskiej Szkoły Realnej

Z kolei już polskie władze miasta Sosnowca – mimo iż Dietlom tak jak poprzednicy im bezkrytycznie już nie dowierzali – to w wolnej już Polsce (Plan Sosnowca z 1935 r.) ulicę ciągnącą się od wiaduktu Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej, aż do ulicy Parkowej ozdobią nazwą – Dietlowska. Zapewne każdy jest ciekawy jak do ozdoby tą nazwą, tej ulicy jednak doszło?… Szczegółowo opisał to pan Andrzej Konieczny w swej publikacji książkowej „Jego Ekscelencja Prezydent Sosnowca – socjalista (przyp. autora: członek patriotycznej partii PPS; podczas okupacji niemieckiej PPS –WRN) Aleksy Bień (wyd. Katowice, 1987). Według niego nowo mianowany prezydent Sosnowca Aleksy Bień, zastał miasto nie tylko kompletnie pozbawione wodociągów i kanalizacji oraz ciągów komunikacyjnych, ale charakteryzujące się też klepiskowymi ulicami lub pokrytymi tylko fragmentarycznie kamieniem tak zwanymi „kocimi łbami”, brakiem publicznych szpitali i nowoczesnych europejskich szkół, miasto biednych slumsów „Wenecji”, „Pekinu” i „Abisynii”, pozbawione publicznych parków, itd., itp. Aby chociaż w podstawowej formie uzupełnić wynędzniałe dzielnice miasta siecią wodociągowo – kanalizacyjną, musiał więc podjąć trudne dialogi z ówczesnymi potentatami fabryk i kopalń. Największy opór stawiali ponoć Schoenowie, Dietlowie i Towarzystwo Sosnowieckich Kopalń i Zakładów Hutniczych. Otóż. Państwo Dietlowie absolutnie nie wyrażali zgody, by poprzez ich rozległe na Pogoni dobra ziemskie poprowadzić sieć kanalizacyjną, która miała być prezentem nowo wybranego prezydenta, dla najbiedniejszych mieszkańców z tej dzielnicy miasta. W końcu po wielu, wielu pertraktacjach wyrazili jednak zgodę. Postawili jednak warunek, by tak jak za czasów Rosji carskiej, ciąg komunikacyjny od obecnej ulicy Orlej, aż do Parkowej (koło Wawelu), ozdobić na powrót jak „za cara” ich nazwiskiem. Jak to opisuje A. Konieczny:  „…Znacznie poważniejsza sprawa wynikła z budowy kanalizacji. Wymagała robót na terenach należących do prywatnych fabrykantów, którzy otwarcie sabotowali magistrackie plany….[…]… Ale Bienia czekała kolejna przeprawa z innym potentatem sosnowieckim – Dietlem. Jemu również naraził się socjalistyczny samorząd, który w związku z planami budowy kanalizacji potrzebował zgody na wejście z robotami na teren jego posiadłości. Prezydent w tym przypadku znalazł salomonowe wyjście z zagmatwanej sytuacji. Ulicę Dietlowską przemianowaną wówczas na Żeromskiego, ostry zakręt dzielił w sposób naturalny na dwie części. Otóż pierwsza część zachowała nazwę Stefana Żeromskiego, autora Ludzi Bezdomnych, powieści tematycznie związanej z Zagłębiem i Sosnowcem, a druga powróciła do nazwy pierwotnej”. Koniec cytatu ze stron 89 i 91 z tej cytowanej powyżej publikacji.

Co jednak obecnie powinno budzić, delikatnie tylko mówiąc, powszechne zdziwienie. W okresie okupacji niemieckiej, gdy w Sosnowcu hitlerowska machina unicestwiła prawie wszystkich zamieszkujących tu Żydów i stosowała też totalny terror oraz przelała też hektolitry polskiej krwi, to mieszkający tu państwo Dietlowie w pewnym sensie zostali jednak docenieni przez III Rzeszę Niemiecką. Bowiem nie tylko obecna ulica Stefana Żeromskiego zostanie podczas krwawej i okrutnej okupacji niemieckiej ozdobiona imieniem i nazwiskiem – „Heinrich – Dietel Strasse” (Plan Sosnowca z 1942r.), ale również ich włókiennicza firma i pałac nie doznają w tamtych czasach absolutnie żadnego uszczerbku. Dzisiaj już trudno dociec, czy ozdobiono tę ulicę imieniem ojca, czy jednego z jego synów. Obydwaj bowiem mieli to samo imię. Czy te nieprawdopodobne gesty ze strony okupanta niemieckiego były wówczas bezinteresowne?… Czy w okresie okupacji niemieckiej państwo Dietlowie podpisali też narodową listę niemiecką i do jakiej grupy zostali wtedy zaliczeni?… Oto są pytania, na które jednak nie jestem już w stanie odpowiedzieć. W każdym bądź razie w dniu 27 stycznia 1945 roku, gdy do Sosnowca wkroczyła już Armia Czerwona, to rodzina państwa Dietlów ponoć już znacznie wcześniej opuściła swój pałac i treny dzisiejszej Polski. Do chwili obecnej nie spotkałem się jeszcze nigdy i nigdzie z informacją, gdzie się jednak kolejny raz na stałe zadomowili. Dopiero dalsze informacje pozyskałem z zakupionej w czerwcu 2016 roku cytowanej już powyżej monografii o Sosnowcu. W niej na stronie 334 odnalazłem dalsze losy rodziny państwa Dietlów. Okazuje się, że w Włodzimierz Dietel po wkroczeniu do Sosnowca Armii Czerwonej, nie opuścił miasta. Został więc aresztowany przez NKWD, które jak na ironię losu akurat miało swą siedzibę w jego rodzinnym pałacu przy obecnej ulicy Stefana Żeromskiego. Po przesłuchaniu przez NKWD w swej rodowej posiadłości został więc zesłany do ZSRR. W wyniku jednak interwencji pisemnej pracowników fabryki włókienniczej i o czym w monografii się już nie wspomina, podjęcia też prób jego uwolnienia przez bardziej wpływowe osoby (jakie?), ponownie na króciutki jednak już  okres powrócił do swojego Sosnowca, jednak po pewnym czasie wyjechał na stałe do USA, gdzie zmarł w 1963 roku. Z kolei jego brat Henryk junior przed wkroczeniem Armii Czerwonej udał się do Niemiec, gdzie zmarł w 1953 roku we Frankfurcie nad Menem. Natomiast Roman i Alfred Dietlowie również przed 27 stycznia 1945 roku opuścili Sosnowiec i udali się do Niemiec, gdzie już mieszkali aż do śmierci. Roman zmarł w Monachium w 1954 roku, a Borys w styczniu 1945 roku w Miśni w Saksonii. Borys junior był żołnierzem Wehrmachtu na froncie wschodnim. Po zwolnieniu go z niewoli sowieckiej udał się do Bayreuth (RFN). Ludwik, drugi syn Borysa od września 1939 roku był żołnierzem 3 pułku ułanów Wojska Polskiego, ale już w 1940 roku podpisał volkslistę (jaką niemiecką grupę narodowościową?). „Później pracował w Monachium (w okresie?)”. Podobno już jednak nigdy nie służył w wojsku niemieckim.

O państwie Dietlach moi rodzice zawsze wyrażali się pozytywnie i z ogromnym szacunkiem. Nie słyszałem też nigdy by ktoś kiedykolwiek z Sosnowca skarżył się na nich w czasie okupacji niemieckiej, podobnie jak i po 1945 roku. W latach 60. XX wieku będąc naczelnikiem Delegatury Zjednoczenia Przemysłu Taboru Kolejowego „Tasko” z siedzibą w Katowicach przy ulicy Adama Mickiewicza, po drugiej stronie długiego korytarza w tym samym ceglastym budynku mieściła się też wtedy kilkuosobową Delegaturę Ministerstwa Hutnictwa. Jej szef, z którym się przyjaźniłem, był nieocenionym wielkim gadułą. Kiedy się zorientował, że jestem rodowitym sosnowiczaninem, to w trakcie jednej z takich niesamowitych rozmów opowiedział mi niezwykle ciekawe swoje wspomnienia związane z Sosnowcem. Podobno jako przedwojenny jeszcze harcmistrz był podczas okupacji niemieckiej ścigany przez Gestapo i wtedy schronienia udzielili mu państwo Dietlowie. Ukrywał się wówczas pod przybranym imieniem i nazwiskiem jako ogrodnik w ich przypałacowej szklarni, a z nim jako jego pomocnika, państwo Dietlowie ukrywali też sosnowieckiego Żyda. Te szeptane wówczas informacje, a szczególnie ukrywanie Żyda przed Gestapo przez państwo Dietlów, były wtedy dla mnie wówczas tak niedorzeczne, że już nigdy po tej rozmowie nie dopytywałem mojego starszego wiekiem znajomego o bliższe szczegóły związane z tą sprawą, czego obecnie niezmiernie jednak żałuję.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Bear