Janusz Maszczyk: Randez vous z każdą władzą – czyli krótka historia pogońskiej Szkoły Realnej

Ponoć otwarcie pierwszej Szkoły Realnej miało charakter niezwykle uroczysty, na czym niewątpliwie najbardziej zależało samemu darczyńcy – panu Henrykowi Dietlowi. By wyeksponować splendor tej uroczystości i do tego jeszcze pozyskać łaskawość wśród rosyjskich oligarchów, Henryk Dietel ogłosił, iż szkoła jest otwierana w dowód wdzięczności w „rocznicę cudownego uratowania Suwerennego Cara i Jego Rodziny Królewskiej od grożącego Im niebezpieczeństwa na Kursko – Charkowsko – Azowskiej żelaznej drogi”. Koniec oryginalnego cytatu z okolicznościowego albumu „Sosnowieckoje Realnoje Uczyliszcze”z 1894 – 1898 roku”. Aby głębiej zrozumieć motywy jakimi się prawdopodobnie wtedy kierował Henryk Dietel, by we wsi pogońskiej uruchomić Szkołę Realną, konieczne jest choćby tylko zasygnalizowanie istotnego tła polityczno – społecznego jakie wówczas towarzyszyło tym nietuzinkowym wydarzeniom. Samo otwarcie Szkoły Realnej nastąpiło bowiem w sytuacji wyjątkowo wzmożonej rusyfikacji ziem polskich zagrabionych przez carat i to zaledwie w trzydzieści cztery lata po krwawym stłumieniu przez Rosję carską powstania styczniowego. Na otwarcie tej rosyjskiej szkoły, zresztą nie przypadkowo, zostają więc zaproszone przez hojnego darczyńcę – Henryka Dietla – znane carskie osobistości: wśród nich brylował z okupowanej Warszawy sam despotyczny i polakożerczy Aleksandr Lwowicz Apuchtin (ros. Александр  Львович  Апухтин 1822-1903) 4/.

****

Nowy już budynek Szkoły Realnej został wybudowany na pagórku wsi pogońskiej i oddany do użytku 21 listopada 1898 roku (s.13 tego albumu). Jak wspominał to mój ojciec, rodem z pogońskiego „Wygwizdowa” (urodzony w 1897 r.) – sam już budynek szkolny – pośród zapyziałych okolicznych pogońskich domków i klepiskowych wiejskich dróg prezentował się niczym królewski pałac, a otoczony do tego jeszcze szkolnym parkiem wzbudzał z każdym kolejnym rokiem nieukrywane zdumienie i podziw wśród mieszkańców nie tylko ze wsi Pogoń, ale i w całym też Zagłębiu Dąbrowskim.

[Zdjęcia powyżej pochodzą ze zbiorów autora, z albumu z 1898. Uwaga autora: Na tych dwóch zdjęciach utrwalono widok Szkoły Realnej ale od strony dopiero co zagospodarowywanego parku szkolnego, a nie już niezwykle bajkowo – urokliwego jaki miałem okazję już sam podziwiać w latach 1950 – 1955.]

[Powyżej zdjęcie z albumu z 1898 r. Widok Szkoły Realnej od strony dawnej drogi Kostelnaja (dzisiejsza uliczka Mariacka).]

 Jak wynika z poniższego planu sytuacyjnego, to Szkoła Realna początkowo została ze wszystkim stron otoczona i zagospodarowywana pięknym parkiem szkolnym, a dotąd we wszelkich przekazach pisemnych i ustnych twierdzono, że park szkolny od zawsze był położony ale tylko od strony zabudowań fabryki włókienniczej. Do lat 60. XX wieku to faktycznie zielone szkolne tereny już tylko dotrwały od strony włókienniczej fabryki, a konkretnie to od strony dawnych stajen i powozowni rodzinnej państwa Dietlów, w tym przypadku jest to całkiem tylko dolna strona prezentowanego poniżej planu. Ten fragment parku poznałem już doskonale w latach 1950 -1955, gdy byłem licealistą w dawnym budynku Szkoły Realnej, tym razem już jednak funkcjonującym jako polska szkoła o nazwie Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Staszica.

[Powyżej plan sytuacyjny Szkoły Realnej i parku szkolnego z albumu (1898 r.)]

****

Aby ułatwić z pobliskich wsi i osad dojazdy uczniom do tej szkoły, to uruchomiono na trasie Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej dodatkowe połączenie kolejowe pomiędzy dworcami w Sosnowcu, a stacją kolejową położoną w Ząbkowicach. Do Dworca Głównego w Sosnowa dojeżdżał więc specjalny pociąg. W wyniku uzgodnień z zarządem Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej uruchomiono dodatkowo dwa kursy. Jeden w godzinach rannych w kierunku Sosnowca, a drugi w kierunku Ząbkowic już w godzinach popołudniowych, z dostosowaniem do zajęć lekcyjnych. Henryk Dietel udostępnił też uczniom internat, nad którym opiekę powierzył już jednak kierownictwu szkoły.

Jak już wyżej zasygnalizowałem budynek szkolny był otoczony wijącymi się w różnych kierunkach urokliwymi alejkami parkowymi, zatopionymi w gąszczu przeróżnych gatunków dorodnych krzewów i drzew. W tej oazie zieleni utworzono też specjalne miejsca – „dumania” – z intymnie ukrytymi wśród zarośli ławeczkami. Mieszkańcy więc z Zagłębia Dąbrowskiego traktowali ten teren nie jako tylko typową dzielnicową szkolną zabudowę, ale wręcz pałacową sosnowiecką posiadłość. Zresztą sam gmach nowej Szkoły Realnej w porównaniu do współczesnych nam czasów, prezentował się bowiem wręcz niezwykle uroczo. Do tego trzykondygnacyjnego gmachu, z zabudowanymi też luksusowo pomieszczeniami, w tym i w podziemiach tego budynku i na strychu, początkowo prowadziły tylko trzy wejścia. Dwa od strony klepiskowej jeszcze wówczas drogi Kostelnaja (dzisiejsza ul. Mariacka) i trzecie od strony głównych terenów parku szkolnego. To ostatnie było niezwykle urokliwie ozdobione kunsztownym portalem, jeszcze piękniejszym i malowniczym, niż te dwa od strony jeszcze wtedy wiejskiej drogi – Kostelnaja. Piękną i bajeczną oraz dużą i z ogromnymi oknami aulę, pełną też przeróżnych stiuków, rzeźb i malowideł, ozdabiał jeszcze zawieszony pod sufitem o wyjątkowo dużych rozmiarach plafon. Uczniowie otrzymają też do użytku duże przestronne i dobrze oświetlone sale wykładowe i specjalistyczne pomieszczenia, gdzie będą się w specjalnych pracowniach uczyli rysunku, fizyki, biologii, itd. Wielkie dodatkowe jeszcze pomieszczenia mieściły się też na poddaszu i w podziemiach tego gmachu. Te pomieszczenia zachowały się jeszcze w tym budynku w latach 50. XX wieku, gdy byłem uczniem w liceum „Staszica”. Cały budynek był centralnie ogrzewany, co jak na owe czasy w Zagłębiu Dąbrowskim było ewenementem, a na wsi pogońskiej przez miejscowych było postrzegane niczym współczesny lot na księżyc. Bowiem nawet siedziba państwa Dietlów, zwana pałacem, była jeszcze wtedy tylko ogrzewana piecami węglowo – kafelkowymi. Podobnie luksusowo zostały też wyposażone korytarze w szkole z centralnymi na piętrach zegarami uruchamianymi automatycznie w czasie przerw międzylekcyjnych przez specjalny system elektryczno – mechaniczny. Może warto wspomnieć, że po 1945 roku po tych zegarach nie pozostał już dosłownie żaden ślad, a z XIX wieku mechanizm elektryczno – mechaniczny, zastąpił już woźny z trzymanym w dłoni prymitywnym na drewnianym trzonku kielichowym dzwonkiem. Podobnie stopniowej dewastacji dokonywano też w podziemiach tego budynku, gdzie jeszcze w latach 50. XX wieku w zróżnicowanych co do powierzchni salach, mieściły się wykafelkowane prysznice z ciepłą, a nawet wręcz z gorącą wodą oraz niespotykane jeszcze wtedy muszlowe ubikacje w większości mieszkań licealistów z tej szkoły. Natomiast w podłużnej głównej sali obok prysznic i WC, pokrytej też kafelkami ściennymi i podłogowymi, na samym środku stały owalne dwie marmurowe kielichowe myjnie w formie wanien o średnicy około 2 metrów, a w środku każdej z nich wmontowane jeszcze były wysokie na 1,5 metra też z marmuru postumenty, na szczycie dopiero, których tkwiło kilka lśniących niklowych kranów. W tych marmurowych kielichach była więc możliwość nie tylko błyskawicznego umycia ubrudzonych rąk, lejącą się ciepłą i zimną wodą prosto z kranu, ale nawet można było usiąść na wyprofilowanych brzegach tych marmurowych wanien, by umyć też nogi. Te cacuszka architektoniczne i higieniczne, unikatowe dotąd w szkolnych budynkach w Sosnowcu, a będące natomiast podstawowym wyposażeniem gmachu „Staszica”, stopniowo jednak już dewastowano, podobnie jak unieruchomiono też na strychu ogromne pracownie, gdzie uczniowie jeszcze w latach 50. XX w. uczyli się rysunku – malarstwa oraz na specjalnych wystawach prezentowali też z tej dziedziny swoje artystyczne wyroby.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Bear