Janusz Maszczyk: Randez vous z każdą władzą – czyli krótka historia pogońskiej Szkoły Realnej

W dziesięć lat po przyjeździe rodziny państwa Dietlów, czyli w 1888 roku zaborca carski wprowadza już jednak drastyczne przepisy, że obcokrajowcy, właściciele fabryk zobowiązani są do niezwłocznego podjęcia decyzji zmierzających do zwiększenia swojej asymilacji z cesarstwem rosyjskim. Pierwszym krokiem w tym kierunku był ustanowiony obowiązek zdania przed specjalnie do tego celu powołaną komisją egzaminu z języka rosyjskiego, dopiero wówczas otrzymywało się obywatelstwo rosyjskie. Obywatelstwo jednak przyznawano dopiero po pięciu latach skrupulatnej obserwacji fabrykanta, czy jego postawa prawna, a zwłaszcza lojalność jest zgodna z prawodawstwem rosyjskim. Dopiero po złożeniu przysięgi na wierność carowi, przyznawano wtedy takiej osobie obywatelstwo rosyjskie. Henryk Dietel wówczas spełniłte wszystkie wymagania i obostrzenia. W końcu został też, podobnie jak wielu też innych fabrykantów, lojalnym obywatelem Rosji carskiej, dzięki czemu mógł już wreszcie bez problemu korzystać z przywilejów i ekspansji kapitalistycznej na całym terytorium cesarstwa rosyjskiego. W starych dokumentach jest zresztą możliwość sprawdzenia jego poddańczego podpisu, jako – Gienrich Gienrichowicz Ditjelej. W swoim wiernopoddańczym geście Najwyższemu Carowi Wszechrosji okazał nawet taki wymowny gest, że zaproponował aby miasto Sosnowiec „nazywało się Nikołajgorod”1/.

Henryk Dietel po rozkręceniu już swojej firmy i pozyskaniu ze sprzedaży jej produktów olbrzymich dochodów pieniężnych, był już więc zaliczany do najwyżej notowanych kupców w cesarstwie rosyjskim. Przez pewien okres czasu został więc nawet mianowany członkiem Towarzystwa Popierania Rosyjskiego Przemysłu i Handlu. Zaborca carski nawet tak doceniał Dietla, że powołał go na doradcę gubernatora piotrowskiego. Jednocześnie Rosjanie nie tylko, że odznaczają go carskimi orderami, ale nawet ozdabiają go specjalnym tytułem – carsko- rosyjskiego radcy handlowego. Jakby tych zaszczytów z zaborcą carskim było ciągle za mało, to w roku 1901 zostaje nawet przyjęty przez samego „miłościwie nam panującego” cara Rosji Mikołaja II na specjalnie w tym celu zorganizowanej audiencji, gdy ten w trakcie objazdu swych zaborczych włości przebywał akurat w Skierniewicach2/.

****

Początkowo w swej fabryce, ze zrozumiałych zresztą względów, na stanowiskach kierowniczych i bezpośrednio przy obsłudze skomplikowanych maszyn zatrudnia więc w większości przybyszy zagranicznych, głównie rodowitych Niemców i Górnoślązaków. Dla nich też obok swego niezwykle ekskluzywnego budynku mieszkalnego i bajkowego parku, na wydzielonym skrawku ziemi stawia malutkie, proste w zabudowie i wyposażeniu ich wnętrz kilkubudynkowe ceglaste osiedle. W fabryce włókienniczej obsługę nieskomplikowanych maszyn i wykonywanie też prostych prac w parku oraz stajni i powozowni, z kolei powierza już tylko Polakom. Za kilkanaście lat już poza swą pałacową rezydencją, poza torami Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej, powstaną jeszcze dwa osiedla mieszkaniowe, bardziej już jednak ekskluzywne jak na owe czasy, niż to malutkie klitkowe i zaledwie kilkubudynkowe ceglaste osiedle przypałacowe. Pomieszczenia w tych nowo postawionych budynkach, przy późniejszych ulicach: 3 Maja i Parkowej będą więc już znacznie bardziej rozległe metrażowo i bardziej już luksusowo wyposażone niż te z wymienionego terenu. W tym nowowybudowanym osiedlu przy ulicy 3 Maja, po 1945 roku zamieszka też moja rodzina i moja przyjaciółka, więc z autopsji miałem wtedy możliwość porównać wyposażenie wnętrz tych przypałacowych mieszkań jak i tych już później wybudowanych po drugiej stronie Kolei – Warszawsko – Wiedeńskiej.

Jedno z nich ciągnęło się niczym wąż boa przy obecnej ulicy 3 Maja. To osiedle mieszkaniowe jakimś cudem ocalało jednak od wyburzeń po 1945 roku i stoi tam do dzisiaj. Zburzono jednak niezwykle uroczą piętrową zabudowę komórkową. W jednym z budynków mieszkalnych tego właśnie osiedla państwo Dietlowie utworzą też „Szkołę Aleksandrowską”, przeniesioną już wcześniej z ulicy Dytlowskaja (obecna ulica St. Żeromskiego). Drugie natomiast osiedle, też ekskluzywne jak to już wymienione, wybuduje przy dawnej ulicy Parkowej, koło sieleckiego Wawelu. Z tego osiedla do dzisiaj zachował się już tylko jeden segment. Ten, który był postawiony jako pierwszy, czyli od strony rzeki Czarnej Przemszy. Oczywiście buldożery zrównały też z ziemią przepiękną ciągnącą się wzdłuż tych budynków piętrową zabudowę komórkową. Natomiast na 8 hektarach żyznej ziemi, tam gdzie obecnie już tylko rozciągają się tereny Parku Sieleckiego, pomiędzy rzeką Czarną Przemszą a ulicą 3 Maja, powstaną ich prywatne uprawy warzywne i szklarnie. W tych dwóch osiedlach początkowo zamieszkają głównie tylko niemieckojęzyczni kierownicy i urzędnicy, a później już też awansowani do biur i na stanowiska kierownicze Polacy, przede wszystkim wyselekcjonowani fachowcy z jego fabryki włókienniczej. Natomiast w pierwszym segmencie osiedlowym od rzeki Czarnej Przemszy, ale przy ulicy Parkowej będzie też wynajmował mieszkania dla nauczycieli ze „Szkoły Aleksandrowskiej”.

Jak już wyżej wspominałem stopniowo rozbudowywana fabryka w malutkiej, w dopiero co zurbanizowanej pogońskiej wsi już w 1890 roku będzie jednak zatrudniała, aż około 2000 robotników, co dzisiaj brzmi paraliżująco, przy prawie totalnym zlikwidowaniu większości dawnych fabryk i hut oraz wszystkich kopalń w Sosnowcu. Większość pracowników, szczególnie robotników, w tej włókienniczej fabryce będą stanowili Polacy. W tej sytuacji przybysze niemieckojęzyczni zatrudnieni w biurach i na stanowiskach kierowniczych, aby nawiązać w pracy bezpośredni roboczy kontakt z zatrudnionymi tam polskimi robotnikami, mimo woli zmuszeni więc będą opanować nieznany im dotąd i trudny też w posługiwaniu się język polski. Z kolei, by poszerzyć swe kontakty z miejscową władzą, na gwałt uczą się też języka rosyjskiego. Po wielu latach niektórzy z nich tak pokochają ten skrawek ziemi i cudownie odrodzoną niczym feniks z popiołów naszą Ojczyznę II Rzeczypospolitą Polskę, że staną nawet w jej obronie w czasach drugiej okupacji niemieckiej (lata 1939 – 1945) i poniosą nawet męczeńską śmierć z ręki niemieckich najeźdźców. O nich jak zwykle zapomnimy. Nie będzie więc nawet stać mieszkańców Sosnowca, by na murach dawanej pogońskiej Szkoły Realnej, do której jeden z takich bohaterów kiedyś uczęszczał zawiesić choćby tylko symboliczną tablicę wdzięczności. Tym polskim bohaterem był Cezary Zefiryn Uthke3/. Można to nazwać pewnym paradoksem losu, czy nawet jego ironią, ale ta wybitna i tragiczna postać jest współcześnie poza wyjątkowymi pasjonatami historii Zagłębia Dąbrowskiego zupełnie jednak nieznana w Sosnowcu. Tragizmu dodaje jeszcze fakt, że Cezary Uthke niemal całe swe dorosłe życie poświęcił nie tylko obronie Polskiego Narodu i Państwa Polskiego, ale i sprawiedliwości społecznej. Jego życiowym marzeniem było też to, by jak feniks z popiołów na nowo odrodziła się niepodległa i suwerenna Polska. Dzisiaj niestety pamięć o tym Wielkim Polaku jest do tego stopnia już zagmatwana, że trudno jest się nawet doszukać w publikacjach wspomnieniowych różnego typu pełnego i jednolitego oraz rzetelnego o nim życiorysu.

****

Prawdopodobnie już wtedy niezwykle przedsiębiorczy, kulturalny i inteligentny Henryk Dietel zaczyna rozumieć, że antidotum na rozwiązanie jego wszelkich rodowych kłopotów na tych dla niego przecież obcych terenach, gdzie w urzędach posługiwać się trzeba wyłącznie tylko językiem rosyjskim, a co ciekawe na ulicy i w fabryce tylko językiem polskim, jest budowa rosyjskiej szkoły. Już wkrótce podejmie więc decyzję wzniesienia typowej rosyjskiej szkoły, mimo iż jeszcze wtedy nie obowiązywał urzędowy obowiązek nauki szkolnej. Inteligentny i z polotem biznesowym Heinrich Dietel prawdopodobnie w mig jednak pojmuje, że szkoła rosyjska, a raczej opanowanie przez jego rodzinę języka rosyjskiego w jeszcze bieglejszym stopniu niż dotychczas, pozwoli też rozwiązać wiele towarzyszących mu kłopotów w fabryce i w dopiero co kiełkującym się lokalnym samorządzie oraz też będzie miała istotny wpływ na dalszą karierę zawodową jego dzieci. Z drugiej strony otwarcie szkoły rosyjskiej, o czym chyba wtedy też wiedział, stanie się również oknem na zawarcie jeszcze bliższych znajomości z jeszcze bardziej znanymi i liczącymi się osobistościami w tym wielkim cesarstwie rosyjskim. Niewątpliwie ten sam tok rozumowania, co jest zupełnie z punktu ludzkiego widzenia zrozumiałe będzie też towarzyszył zatrudnionym w jego fabryce innym przybyszom, którzy na co dzień posługiwali się tylko mową niemiecką. Musimy bowiem pamiętać, że jeszcze wówczas poddańcza mowa polska na tych ziemiach absolutnie się jednak nie liczyła. Najpierw więc z jego polecenia w jego ceglastych zabudowaniach pogońskich obok pięknej przyfabrycznej budowli, określanej pałacem, i ciągnącym się wzdłuż ulicy parku, powstanie malutka o podstawowym tylko profilu nauczania rosyjska placówka oświatowa, zwana „Szkołą Aleksandrowską” i to w zaledwie tylko w kilku izbach, oczywiście z językiem wykładowym rosyjskim. Natomiast już 17 października 1894 r. z jego rublowej kiesy, zostanie oddana na wzniesieniu, w wiosce Pogoń, do użytku publicznego, pierwsza prywatna i rządowa Szkoła Realna z językiem wykładowym rosyjskim. Na temat jej usytuowania, jednak nadal istnieją jeszcze konkretne luki informacyjne, czy wręcz nawet poważne rozbieżności lokalizacyjne. Według bowiem najbardziej autorytatywnego przekazu jaką w tej sprawie powinna być niewątpliwie „Księga Pamiątkowa ‘Staszica’ z 1969 roku” s.9, gdyż została opracowana i autoryzowana przez profesorów i byłych uczniów z tego liceum, to ponoć „przez pierwsze trzy lata mieściła się ona w skromnych warunkach lokalowych w jednym z domów Henryka Dietla odpowiednio przystosowanym do tego celu”. Co jest jednak w tym przypadku ciekawe i zastanawiające? Ano to, że autorzy tej publikacji, głównie nauczyciele z liceum „Staszica” nie podają jednak, w którym to było konkretnym budynku. Podobnie ten temat został tez pominięty milczeniem w kolejnej wydanej w 1984 roku „Księdze Pamiątkowej Staszica”. Z kolei znany publicysta Jan Przemsza – Zieliński w „Sosnowieckiej Encyklopedii Historycznej” (wyd. Sosnowiec 1994” s.437 i 438), pisze, że została usytuowana „początkowo w tym samym gmachu co szkoła aleksandryjska”. W tym przypadku, po pierwsze autor podaje nieprawdziwą nazwę tej szkoły, gdyż powinno być „Szkoła Aleksandrowska”, a po drugie nie precyzuje dokładnie konkretnego jej usytuowania.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Bear