Janusz Maszczyk: Pomnik Tadeusza Kościuszki w Sosnowcu

Już pierwszego dnia kiedy przystąpiono do demontażu pomnika, to od strony dawnej „Rurkowni Huldczyńskiego” podjechała solidna platforma, którą ciągnęły dwa olbrzymie i masywne oraz niezwykle też sprawne konie rasy perszeron. Siedzący dotąd spokojnie na koźle woźnica, w pewnej chwili na polecenie Niemców wstał i zarzucił podany mu gruby powróz na głowę pomnikową Tadeusza Kościuszki. A w tym samym niemal czasie inni z kolei robotnicy zaczepili drugi jego koniec do ciężkiej platformy. Po pewnej chwili uderzone nagle batem konie ruszyły do przodu jak z kopyta, w wyniku czego przynajmniej górna część pomnika została natychmiast przewrócona na ziemię. Później przy pomocy ciężkich robotniczych kilofów i młotów druzgotano doszczętnie jeszcze resztki stojącego cokołu i powalonego popiersia Tadeusza Kościuszki. Aby prace przebiegały sprawnie, to nad robotnikami cały czas czuwali umundurowani Niemcy. Później załadowana konna platforma gruzem i wyrwanymi krzewami oraz obramowaniem rurkowym pomnika, jeszcze kilka razy odjeżdżała dawną uliczką 3 Maja w kierunku centrum Sosnowca. Prace z wyburzaniem zarówno samego pomnika jak i uporządkowaniem terenu trwały przez co najmniej dwa dni. Następnie cały teren, gdzie stał dotąd na nim monument pomnikowy został skrupulatnie zagrabiony i przywiezionym walcem doprowadzony do klepiska. A w kilka dni później na opustoszały i wyklepany już całkowicie plac przywieziono jeszcze kilkanaście ton czystego niczym łza sypkiego piasku. W tym samym niemal czasie do mieszkańców z urzędniczego osiedla dotarła też w formie plotkowej informacja, że piach został specjalnie przywieziony dla polskich dzieciaków zamieszkujących Urzędnicze Osiedle Mieszkaniowe z dawnej „Rurkowni Huldczyńskiego” z odległych od Sosnowca terenów, bowiem aż z byłych polskich „plaż nadbałtyckich”. Ten ubarwiony przekaz był szczególnie nagłaśniany i rozpowszechniany przez sąsiadów niemieckich. I tak na dawnym Placu Tadeusza Kościuszki już niebawem powstała wielka okupacyjna dla polskich dzieci piaskownica, w której jednak autor tego artykuły nigdy się nie bawił. Bowiem – jak mawiała to moja mama – „po prostu nam polskim dzieciom nie wypada się bawić i stawiać piaskowych babek w takim hańbiącym naszą dumę narodową miejscu”. Inne dzieci z naszego osiedla, niekiedy w obecności swoich opiekunów, jednak się tam bawiły. Bowiem nie wszystkie osoby jak to się nam obecnie najczęściej jednak tylko wydaje, które na co dzień posługiwały się wówczas tylko mową polską były też polskimi patriotami i przyzwoitymi ludźmi, do tego jeszcze przestrzegającymi na co dzień wyższe wartości ludzkie i narodowe. Życie człowieka, niemal każdego, bywało podczas okupacji niemieckiej, niekiedy tak niesamowicie skomplikowane, że trudno było oczekiwać od innych wyjątkowego poświęcenia się tylko sprawom narodowym. Wymienione zagadnienie o tyle jest wyjątkowo skomplikowane, że aby je uczciwie i bardziej gruntowniej opisać to należy mu poświęć już zupełnie odrębny artykuł.

Zlokalizowanie ogromnej osiedlowej piaskownicy na dawnym Placu Tadeusza Kościuszki i to jeszcze na terenie dawnej płyty pamięci narodowej, w miejscu społecznego kultu naszego bohatera narodowego, było chyba nie tylko premedytacyjną, ale i głęboko też przemyślaną akcją dokonaną przez okupantów niemieckich oraz też ewenementem nigdzie dotąd w Zagłębiu Dąbrowskim chyba jednak nie spotykanym. Jakże jednak wymownym w swym wyrazie antypolskim i upodlającym nas Polaków. Dlatego chyba przez cały okres okupacji niemieckiej ta kłująca nasze polskie oczy piaskownica była z takim nabożnym porządkiem pielęgnowana przez delegowanych robotników z pobliskiej huty, i to aż do okupacyjnej jesieni 1944 roku. Już pod koniec 1945 roku, tym razem już jednak zgodnie z poleceniem polskich władz z dyrekcji Huty „Sosnowiec” (dawna „Rurkownia Huldczyńskiego”) piach po kilku dniach zebrano i na to samo miejsce przywieziono ponoć kwiatową ziemię, na której następnie posadzono ozdobne krzewy i o ile mnie pamięć nie myli to w narożnikach tego terenu – też jeszcze posadzono trzy ozdobne drzewka.

Bardzo dokładnej daty ostatecznego przez Niemców zburzenia pomnika Tadeusza Kościuszki jednak nasza rodzina w swej pamięci nie odnotowała. W przekazach rodzinnych operowano więc tylko ogólnym terminem, że dokonano tego w listopadzie 1939 roku. Bardziej natomiast dokładniejszą datę pozyskałem dopiero w 1988 roku ze wspomnień sosnowieckich harcerzy, którzy tak tamte karty historii wspominają: – „pierwszym czynem patriotycznym nowo powstałej Komendy Chorągwi było więc złożenie biało – czerwonych kwiatów” na miejscu zburzonego pomnika Tadeusza Kościuszki4/. Jak z tego cytowanego książkowego przekazu wynika, to pomnik w takim razie został już zburzony przed dniem 11 listopada 1939 roku. Autor przypuszcza, że z dużą dozą prawdopodobieństwa duszą i polskim patriotycznym sercem opisywanego czynu, czyli złożenia biało czerwonych kwiatów na miejscu zburzonego pomnika, był nasz sąsiad z tego samego budynku gdzie mieszkała też nasza rodzina. Przedwojenny jeszcze harcerz, tym razem już z Szarych Szeregów oraz członek Armii Krajowej, pan Zygmunt Korek, w którego to mieszkaniu w tych mrocznych dla Polaków czasach miał też swą „melinę” Komendant Śląskiego Okręgu Armii Krajowej, wtedy jeszcze w stopniu podpułkownika pan Zygmunt Walter Janke5/.

****

     Po 1945 roku i przez wiele, wiele jeszcze dalszych lat nie tylko, że nie wznoszono zburzonego przez Niemców pomnika Tadeusza Kościuszki, ale demontowano też z premedytacją jego otoczenie. Padł więc pod kilofami piękny i romantyczny w swym wyrazie kilkusetmetrowy ciągnący się mur z kamienia wapiennego. Zburzono też wszystkie otaczające ten kiedyś reprezentacyjny miejski plac murki oporowe i urocze o różnych wzorach architektonicznych parkany. Zabudowania osiedlowe „Rurkowni Huldczyńskiego” doprowadzono do kompletnej ruiny, a dotąd romantycznie pokryte kamieniem uliczki bezlitośnie zalano szpetnym asfaltem. Na samym końcu dawną, ciągnącą się od wielu, wielu lat w kierunku centrum Sosnowca odnogę uliczną 3 Maja zamieniona na Plac Tadeusza Kościuszki. W końcu w roku 1983 postawiono na nowo na tym już obecnie do cna jednak ogołoconym kiedyś reprezentacyjnym miejskim placu – pomnik Tadeusza Kościuszki. Jednak historia ma to do siebie, że niekiedy po upływie wielu, wielu lat – na nowo jednak powraca. Tym razem niestety ale jednak tylko w postaci kilkunastostronicowego artykułu nostalgiczno – wspomnieniowego i darowanych przez przyjaciela uroczych starych pocztówek.

[Powyższe cztery zdjęcia są własnością autora.]

[Źródło: Pan Paweł Ptak. Oferowany w latach 80. XX wieku społeczeństwu sosnowieckiemu talon do kupna, z którego zamierzano też pokryć wydatki związane budową pomnika Tadeusza Kościuszki.]

****

W grudniu 2018 roku w trakcie wspólnego spaceru po deptaku ulicy 3 Maja w Sosnowcu z moim przyjacielem Pawłem Ptak, całkiem przypadkowo spotkaliśmy pana Dariusza Jurka. Znanego w Sosnowcu społecznika i prezesa Stowarzyszenia Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego. W trakcie Jego niezwykłych przekazów w Centrum Informacji, dowiedzieliśmy się wówczas o absolutnie nieznanej nam dotąd historii związanej z dalszymi losami pomnika Tadeusza Kościuszki. Nie ukrywam, ale szczególnie na mnie przekazywane wówczas przez Pana Darka przy aromatycznej kawie, te niesamowite wspomnienia wywarły takie wrażenie, że już wtedy podjąłem decyzję o napisaniu niniejszego artykułu. Jako bowiem człowiek, który przeżył okupację niemiecką i jej straszliwy terror oraz wymazywanie z pamięci Polaków wszystkiego co by się tylko miało kojarzyć z naszą wolną i niepodległą Ojczyną, usłyszałem coś takiego czego nigdy bym dotąd nie przewidział. Bowiem okupant niemiecki nie tylko usunął z Placu Tadeusza Kościuszki wzniesiony tam pomnik, ale w trakcie jego rozbiórki, kilofami i młotami robotników został on z premedytacją porozbijany na drobne części. A później w głębokiej tajemnicy przed mieszkańcami z Placu Tadeusza Kościuszki został jeszcze wywieziony w absolutnie nieznanym nam kierunku, gdzie miano go już kompletnie unicestwić. I to na zawsze, by nikt już z Polaków go na oczy nigdy, ale to już nigdy nie ujrzał! Okazuje się jednak, że załadowana pogruchotanym pomnikiem platforma, dotarła w okolice Dworca Południowego, gdzie ją następnie na odludziu w gąszczu rosnących tam jeszcze wtedy krzewów opróżniono. Pan Darek będąc jeszcze dzieckiem, penetrując okolicę Dworca Południowego w latach 70. XX wieku, przez przypadek odnalazł w ukrytym gruzowisku przy ulicy Wspólnej, fragmenty jakiegoś nieznanego mu pomnika. Okazało się, że te drobniutkie kamienne części pokryte wyrytymi literami są na tyle jeszcze czytelne, że bez trudu Pan Darek je wówczas odczytał i ustalił, iż pochodzą z pomnika Tadeusza Kościuszki, który był wzniesiony w Sosnowcu przy Placu Tadeusza Kościuszki. Te drogocenne dla niego odłamki polskiej historii ponoć zachował na wieczną pamiątkę w rodzinnej domowej piwnicy. Obecnie po upływie wielu już lat od tamtych dziecięcych eksploratorskich poszukiwań i zmiany miejsca zamieszkania, nie jest już jednak pewny tego, czy u jego rodziców ten dziecięcy skarb jeszcze się w piwnicy do chwili obecnej zachował.

Strony: 1 2 3 4

Bear