Janusz Maszczyk: Pomnik Tadeusza Kościuszki w Sosnowcu

Uroczystości narodowe w dniu 14 października 1917 roku najpierw poprzedziła msza święta, która się odbyła w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Już od samego rana przed pomnikiem Tadeusza Kościuszki, tuż, tuż obok naszych okien, wartę honorową pełnili w pełnym umundurowaniu harcerze. A po mszy świętej z wyżej wymienionego kościoła na czele z orkiestrą dętą w stronę pomnika ruszyła ogromna rzesza mieszkańców. Tłumy mieszkańców z chorągwiami transparentami patriotycznymi, wieńcami i bukietami kwiatów były tak olbrzymie, że nie mogły się absolutnie pomieścić na niewielkim przecież placu wokół pomnika. Wielu więc młodych wiekiem sosnowiczan wdrapywało się wtedy na rosnące tam drzewa i dachy okolicznych zabudowań, by być tylko naocznymi świadkami tego uroczystego i patriotycznego odsłonięcia pomnika. Większość okien w zabudowaniach okalających pomnik, ponoć były już na oścież otwarte od samego rana. Do wielu mieszkających w zabudowaniach rodzin przybyli też ich bliscy, przyjaciele i znajomi. A nawet i sąsiedzi, których okna wychodziły na rzekę Czarną Przemszę. Bowiem każdy chciał być świadkiem tej wielkiej, aż po tylu latach niewoli, polskiej patriotycznej uroczystości. A po południu w wielu szkołach i salach odbywały się tematyczne historyczne odczyty, pogadanki oraz zabawy taneczne. Natomiast w sosnowieckich kościołach na znak narodowej żałoby, potężnie bito w dzwony i modlono się za duszę świętej Pamięci Tadeusza Kościuszki – generała lejtnanta wojska Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

[Źródło: www.fotoplska.eu. Zdjęcie utrwalone po uroczystościach 14 października 1917 roku.]

[Źródło: Pan Paweł Ptak. Dwa powyższe zdjęcia utrwalono po uroczystościach 14 października 1917 roku.]

****

W okresie II Rzeczypospolitej Polski jeszcze z większą wrażliwością i pasją niż bywało to dawniej czczono przed pomnikiem wszelkie uroczystości patriotyczno – narodowe. Podobno niekiedy tłumy na Placu Tadeusza Kościuszki bywały tak wielkie, że ludzie stali nawet w dużej odległości w sąsiednich odnogach ulicznych, nie widząc absolutnie całej uroczystości. Inni natomiast, głównie młodzież i starsze osoby sprawne fizycznie wdrapywały się nawet na okoliczne niskie zabudowania i rosnące tam drzewa. W tym samym przedziale czasowym uporządkowano też teren integralnie wówczas zaliczany do Placu Tadeusza Kościuszki. Przede wszystkim wybrukowano więc dotychczasowe klepiskowe uliczki ozdobnym kamieniem, tak zwanymi „kocimi łbami”. Podobnie też spory odcinek ulicy 3 Maja jaki ciągnął się od tego reprezentacyjnego miejskiego placu w kierunku centrum Sosnowca. Jednocześnie od strony torów dawnej Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej postawiono długi na kilkaset metrów kamienny mur z kamienia wapiennego. Mur wysoki na ponad 3 metry i wyjątkowo uroczy, mieniący się bowiem wieloma barwami, jaki ten kamień przyjmuje z upływem lat.

[Rysunek autora. Okres II Rzeczypospolitej Polski. Fragment Plac Tadeusza Kościuszki i odnoga uliczna 3 Maja wijąca w kierunku centrum Sosnowca.]

Ponadto po dwóch stronach tego reprezentacyjnego placu uzupełniono też niezwykle urokliwe parkany, a sam teren został ozdobiony urzędową nazwą – Placu Tadeusza Kościuszki. Natomiast sam teren pomnikowy został otoczony ozdobnym niskim rurkowym parkanikiem. Ozdobne rurki dostarczyła bezpłatnie fabryka z terenu uliczki Nowopogońskiej, zwana wtedy popularnie – „Rurkownią Huldczyńskiego” (po 1845 r. Huta „Sosnowiec”). W tym samym niemal czasie ponoć znawcy ornitologii stwierdzili, że postawiony w październiku 1917 roku za zgodą Niemców pomnik obraża jednak patriotyczne uczucia Polaków. Największe zastrzeżenia wysunięto wtedy wobec stojącego na cokole ptaka. Gdyż ponoć według znawców tej tematyki nie był on absolutnie, ale to absolutnie orłem – polskim godłem – ale tylko sokołem i do tego jeszcze z charakterystycznie opuszczonymi, a nie wzniesione do lotu wolności skrzydłami. Dokonano więc i jego wymiany, podobnie jak zmieniono też inne jeszcze detale pomnikowe i samo też otoczenia tego pięknego pomnika.

[Pięć powyższych pocztówek autor pozyskał od Pana Pawła Ptak.]

[Wczesny okres II Rzeczypospolitej Polski. Zdjęcie pozyskane od mojej koleżanki – Teresy Wiprzyckiej. Plac Tadeusza Kościuszki.]

[Dwie powyższe pocztówki autor pozyskał od Pana Pawła Ptak.]

[Źródło:Pan Paweł Ptak. Manifestacja patriotyczna przed pomnikiem Tadeusza Kościuszki z 1923 roku.

„Podobno niekiedy tłumy bywały tak wielkie, że ludzie stali nawet w dużej odległości w sąsiednich odnogach ulicznych, nie widząc absolutnie całej uroczystości. Inni natomiast, głównie młodzież i starsze osoby sprawne fizycznie wdrapywały się nawet na okoliczne niskie zabudowania i rosnące tam drzewa”…]

****

     4 września 1939 roku, był takim samym dniem ciepłym i pogodnym jak poprzednie dni sierpniowe i wrześniowe. W tym dniu już po zajęciu Katowic wkroczyły już jednak do Sosnowca oddziały SS Standarte „Germania”. Dla nas, mieszkańców z Sosnowca, był to też koniec naszej wolności i polskich marzeń o naszej Ojczyźnie wśród kwitnących na łąkach oraz polach maków i słoneczników. Do Sosnowca, do naszego mieszkania przy Placu Tadeusza Kościuszki, moja rodzina z letniskowego olkuskiego Pazurka, dotarła dopiero, gdzieś pod koniec września 1939 roku. Już wówczas Niemcy przystąpili do eksmisji niektórych Polaków mieszkających na Osiedlu Urzędniczym „Rurkowni Huldczyńskiego”. Z upływem niemal każdego dnia, III Rzesza Niemiecka już naocznie pokazywała nam Polakom nieznane dotąd swoje oblicze narodowego socjalizmu3/.

I tak, już w pierwszych dniach listopada 1939 roku – jak to po latach wspominali moi rodzice – przed pomnikiem Tadeusza Kościuszki zaczęli się nagle pojawiać jacyś umundurowani funkcjonariusze niemieccy. Coś podobno między sobą namiętnie gawędzili i od czasu do czasu wskazywali też gestykulującymi palcami na stojący pomnik naszego narodowego bohatera. Zaledwie po kilku dniach od tej mundurowej wizytacji, ponownie w obecności umundurowanych wojskowych pojawili się, tym razem już jednak jacyś nieznani nam zupełnie robotnicy. Według mojego ojca – kasjera z „Rurkowni Huldczyńskiego” – nie byli to jednak pracownicy z tego zakładu pracy. Byli ubrani po cywilnemu. Już od samego rana zaczęli najpierw wyrywać rosnące wokół pomnika ozdobne byliny, krzewy i drzewka oraz demontować metalowy ozdobny rurkowy parkanik. Kilka dni później w formie plotkowych podwórkowych przekazów dowiedzieliśmy się, że ponoć tymi nieumundurowanymi robotnikami byli Polacy, ale pochodzenia żydowskiego. Czy te przekazywane cichcem z ust do ust przekazy polegały jednak wtedy na prawdzie? To trudno, to obecnie już ocenić.

Już wówczas – jak wspominali to moi rodzice – bardzo nas Polaków jednak zadziwiło, że, gdy ktoś tylko pojawił się w oknie koszarowych budynków otaczających pomnik, to umundurowani Niemcy krzycząc i gestykulując rękami polecali natychmiast je zamykać. Wprowadzono nawet na naszym urzędniczym osiedlu ponoć nawet takie nadzwyczajne rygory, że nie pozwalano mieszkańcom zerkać na Plac Tadeusza Kościuszki nawet spoza zamkniętych okien. W tej sytuacji mój ojciec jako urzędnik zatrudniony w pobliskiej dawnej „Rurkowni Huldczyńskiego”, teraz jako już zbrojeniowej fabryki niemieckiej, pełen obaw popartymi ponoć wyjątkowo rygorystycznymi niemieckimi konsekwencji, poprosił moją mamę, by raczej już nie podchodziła bardzo blisko okien. Kobieca ciekawość chyba jednak jak zwykle wzięła nad moją mamą górę, bowiem odtąd – jak to później dyskretnie mnie i mojemu bratu opowiadała – patrzyła jednak nadal ale już tylko wtedy gdy dysponowała wolnym czasem i zawsze już tylko spoza zawieszonych w mieszkaniu firanek. A wiszące firanki w naszym pokoju stołowym ponoć były na tyle gęsto utkane, że była dla osób będących na ulicy zupełnie, ale to zupełnie niewidoczna. W ten sposób absolutnie nie narażała swojego męża, a naszego ojca, na jakiekolwiek konsekwencje ze strony niemieckiego kierownictwa fabrycznego.

Strony: 1 2 3 4

Bear