Janusz Maszczyk: Odkrywamy tajemnicze wątki z przeszłości Nowego Sielca

Jednak do lat 70. XX wieku nigdy od nikogo nie słyszałem by w okresie okupacji niemieckiej na tym cmentarzu wykonywano wyroki śmierci na przywiezionych tu Polakach. Podobnie jak nigdy też nie słyszałem o masowych na tym cmentarzu pochówkach zamordowanych już wcześniej Polakach przez okupanta niemieckiego. Ta historia nie była też nigdy absolutnie znana naszej rodzinie do lat 70. XX wieku, kiedy to w Sosnowcu po raz pierwszy na ten temat pojawiły się te plotkowe informacje.

Moja mama, mająca przez lata wprost dogłębne kontakty w parafii nowosieleckiej, i to zarówno w malutkim wówczas kościółku, przy rzece Czarnej Przemszy, tuż przy Placu Tadeusza Kościuszki jak i w nowo wybudowanym kościele p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP – też nigdy o tych sensacjach nie słyszała. Przecież w naszym mieszkaniu jeszcze w czasach okupacji niemieckiej bywał często ks. proboszcz Czesław Dróżdż, później ks. prałat, proboszcz kościoła p.w. Wniebowzięcia Matki Boskiej z Sosnowca. Mój ojciec znał też doskonale już od czasów okupacji niemieckiej do 1954 roku jednego z braci ks. prałata, gdyż w latach 50. XX wieku był jego zwierzchnikiem w księgowości w Hucie im. M. Buczka (dawna Huta Katarzyna). Wg jego wspomnień to ponoć przegadał z Nim całą niemal tematykę historyczną związaną z okupacją niemiecką w Sosnowcu. To były przecież wtedy takie krwawe, jeszcze z nie zaleczonymi ranami czasy, że o takich tematach mówiło się bardzo często. Z tego malutkiego, kościółka, co już wyżej zasygnalizowałem, znaliśmy też księdza, który w okresie okupacji niemieckiej był kapelanem żołnierzy Armii Krajowej. Czy kolejni grabarze i księża mogli tego niezwykłego jak na Sosnowiec przypadku zupełnie nie znać? Czy leśniczy może być aż tak zaślepiony, że nie dostrzega masowej złodziejskiej wycinki drzew rosnących w swoim nadzorowanym rejonie?

W tamtych latach moja mama znała wielu ludzi, którzy tak jak i ona, bardzo często już po nagłej śmierci mojego ojca (zmarł nagle w 1954 roku) odwiedzali też ten cmentarz. Nigdy jednak, ale to nigdy, od nikogo wtedy nie słyszała o opisywanych faktach. Takie masowe morderstwa, czy tylko pochówki na „Cmentarzu pekińskim”, już w pierwszych miesiącach po1945 roku byłyby w naszej nowosieleckiej parafii niebywałą sensacją. Tym bardzie, że ponoć dokonywał tego wyłącznie tylko okupant niemiecki.

Faktycznie, w okolicy narożnego cmentarnego parkanu, w roku 2009 odnaleźliśmy wreszcie z moją żoną Renią, tę opisywaną przez pana profesora Jana Kurytkę płytę pamiątkową. Tak jak pisał widniej na niej też ten enigmatyczny napis:– „MIEJSCE UŚWIĘCONE KRWIĄ NAJLEPSZYCH SYNÓW MIASTA SOSNOWCA POLEGŁYCH W WALCE 0 POLSKĘ LUDOWĄ”.[Zdjęcie autora z 2009 roku. „Cmentarz pekiński”. Ponoć miejsce pochówku ponad 300 zamordowanych Polaków.]

Napis umieszczony na płycie jest dziwny, szczególnie, gdy jest mowa o Polsce Ludowej oraz gdy wymienia się tylko „SYNÓW MIASTA SOSNOWCA”, natomiast o „CÓRKACH MIASTA SOSNOWCA” całkowicie się zapomina. Czyżby w tym przypadku morderstwa dotyczyły tylko samych mężczyzn. To po pierwsze, a po drugie. Czy w okresie okupacji niemieckiej byli już faktycznie tacy Polacy, którzy już znali przyszły ustrój i nazwę okrojonej II Rzeczpospolitej Polski. Wszak tej nazwy to wówczas nawet nie mogli znać legendarni Przywódcy Podziemnego Państwa Polskiego oraz cały trzon wyższego dowództwa Armii Krajowej, podobnie jak przywództwo organizacji komunistycznych. O szarych Polakach to nawet już nie wspominam. Moja żona i ja potraktowaliśmy więc tę płytę jako wyłącznie tylko symboliczną i kolejną już w Sosnowcu tablicę pamięci. Tym razem jednak już poświęconą poległym bojownikom o władzę ludową, czyli członkom Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa Państwowego oraz bliżej nieokreślonym osobom partyjnym z Polskiej Partii Socjalistycznej i Polskiej Partii Robotniczej. Przypuszczam, że w tym konkretnym przypadku treść tej tablicy podobnie odczytują też inni sosnowiczanie, którzy odwiedzają na tym cmentarzu groby swoich bliskich. Pytań oczywiście jest jeszcze wiele. Niezaprzeczalnym faktem pozostaje jednak to, że w Sosnowcu, czy w Zagłębiu Dąbrowskim, a nawet w takiej wielkiej Aglomeracji Górnośląskiej, taki masowy pochówek, czy mord Polaków, z okresu II wojny światowej jest historycznym ewenementem. Pozostaje jednak podstawowe pytanie. O ile to wszystko jest naprawdę faktem, to dlaczego dalej na tym krwawym miejscu pozostaje tylko taka enigmatyczna płyta? Do tego jeszcze jakby wstydliwie zasłonięta rozrastającymi się z roku na rok, iglakami. Dlaczego na litość Boską nie stawia się tam kilkumetrowego krzyża z odpowiednim czytelnym napisem? Tym bardziej, że w Sosnowcu, po 1945 roku zawieszono już wiele kosztownych pamiątkowych i czytelnych tablic, zarówno pisarzom jak i artystom, czy nawet celebrytom. O wniesionym w czasach PRL wyjątkowo kosztownym pomniku Czynu Rewolucyjnego na dawnych terenach ogrodniczo – warzywnych państwa Dietlów (dzisiaj teren Parku Sieleckiego od strony ulicy 3 Maja) to już nawet nie wspominam.

Skoro jednak to wszystko jest prawdą, że faktycznie pochowano tam aż ponad 300 Polaków, to odpowiednie miejskie władze wraz z IPN (wszak to dla sosnowieckiego i wojewódzkiego IPN powinna być nie lada sensacja), powinny dokonać tam jak najrychlej, rzeczowej ekshumacji i godnego później ich pochówku. Wszak przynajmniej choć tyle jesteśmy tego chyba winni naszym braciom, a może i siostrom, zakopanym w tym jednym bezimiennym dole śmierci. Tym bardziej, że o zbrodni tej oficjalnie się informuje w “Ewidencji miejsc pamięci województwa śląskiego”, pod numerem 38/14 z wpisem Mogiła zbiorowa wojenna 300 Polaków, obywateli miasta, więźniów sosnowieckich więzień, zamordowanych i zmarłych w latach II Wojny Światowej” 6/.

………………………………………………………..

Publikacje i przypisy:

1 – Do roku 1902 tereny Parku Renardowskiego (obecnego Parku Sieleckiego) sięgały aż do samej uliczki Browarnej w Nowym Sielcu. Integralną wówczas częścią parku w tej nadrzecznej okolicy, a raczej wizytówką Towarzystwa „Hrabia Renard” była stojąca tu pijalnia piwa. Pijalnia była zlokalizowana w dwóch uroczych budynkach pod względem wystroju architektonicznego, czyli w późniejszej kaplicy, a następnie kościółku parafialnym i w budynku obecnej plebani. Jednak już w roku 1903 na wniosek L. Mauvego i za zgodą Towarzystwa „Hrabia Renard” oddano władzom kościelnym około 1 hektara terenu parku wraz ze stojącymi już tam wyżej wymienionymi dwoma bryłami budowlanymi. L. Mauve kierując się jednak zawsze w takich przypadkach zasadami komercji, początkowo te dwa budynki jednak tylko wydzierżawia za opłatą roczną w kwocie –1842 ruble. Prawdopodobnie więc, wbrew obecnym przekazom historycznym, to obrzędy kościelne w kaplicy jednak się już odbywały i to znacznie wcześniej, a nie dopiero od 1905 roku jak to obecnie w różnych publikacjach się sugeruje. Możliwe jednak, że przez pewien okres czasu ceremonie kościelne odbywały się tylko w zawężonej formie (jakiej?), zanim nie dostosowano wnętrz pijalni piwa do potrzeb liturgii chrześcijańskiej. Szczególnie dotyczy to wnętrz budynku przeznaczonego na kaplicę kościelno – parafialną oraz zanim nie postawiono też na jego szczycie wieżyczki z krzyżem. Bowiem na starym jeszcze zdjęciu z 1901 roku (Dariusz Kmiotek, „SOSNOWIEC – SPACEROWNIK HISTORYCZNY”, wyd. DIKAPPA 2011, s. 222), na którym utrwalona został jeszcze dawna renardowska piwiarnia, to jednak w zasadzie brak jest wieżyczki z krzyżem. Bowiem zbyt wyraźnie widać, iż sama wieżyczka na prezentowanym zdjęciu w tym wydaniu książkowo – albumowym została dopiero później dorysowana, do tego jeszcze niezbyt perfekcyjnie.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Bear