Janusz Maszczyk: Odkrywamy tajemnicze wątki z przeszłości Nowego Sielca

Pewnego dnia z naszej parafii jednak zniknął, i to tak nagle oraz tajemniczo się rozpłynął jak się po 1945 roku w niej pojawił. Szeptano wówczas wśród przyjaciół, że jak zwykle ponoć „dopomogli” mu w tym jego księża przełożeni. To zapewne niesłychana popularność i jego polska prawdomówna dusza sprawiły, że został gdzieś po cichutku i bezszelestnie, nagle przez kościelne władze przeniesiony do innej parafii… Autor będący jeszcze wtedy dzieckiem zapamiętał jednak na zawsze jego milutki i promienny oraz serdeczny uśmiech, i jeszcze ciepłą polską dłoń, która niejednokrotnie ściskała z wielką wyczuwaną serdecznością też moją jeszcze wtedy malutką, bowiem dziecinną i drążącą dłoń w trakcie tych niezwykłych dla mnie spotkań… Takim Go po prostu po minionych latach na zawsze zapamiętałem…

Dopiero po wielu, wielu latach, będąc już starym człowiekiem, nagle na nowo go odkryłem. Okazuje się bowiem, że ksiądz Marian Skoczowski był kapelanem w stopniu kapitana w 25 Pułku Piechoty Armii Krajowej ziemi Łódzkiej. Szedł tak jak inni zawsze wierni Polsce patrioci na odsiecz Powstaniu Warszawskiemu – walcząc w ramach operacji „Burza” w Okręgu Łódź AK. Za bohaterstwo i wierność swej Ojczyźnie w latach 1939- 1945, został odznaczony Orderem Virtuti Militari – VM V klasy. Dzisiaj podobno już nie żyje. Ukazała się jednak pod patronatem Koła Środowiskowego 25 pp AK Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Łódź” – książka p.t. „Dzieje 25 pp Armii Krajowej”, autorstwa żołnierzy tego pułku: Mirosława Kopy, Aleksandra Arkuszyńskiego i Haliny Kępińskiej Bazylewicz. Przedmową jest jak zwykle niezwykle patriotyczny tekst tego legendarnego już dzisiaj księdza Mariana Skoczowskiego, o pseudonimie Ksawery, awansowanego do stopnia pułkownika. Na kilku zdjęciach tej książki można też bez trudu odnaleźć postać tego księdza kapelana będącego jeszcze wtedy w stopniu kapitana z 25 pp AK.

****

Księdza Edwarda Banaszkiewicza poznałem całkiem przypadkowo i to po nietypowej i kurtuazyjnej u niego wizycie. O ile się nie mylę były to jeszcze końcowe lata 40. XX wieku. Pływaliśmy wtedy jak prawie każdego dnia, po rzece Czarnej Przemszy kajakami odziedziczonymi po niemieckiej organizacji HitlerJugend4/. W pewnej chwili odpychając się wiosłami podpłynęliśmy z moim podwórkowym przyjacielem do stóp wysokiego na 4 metry kamiennego muru. Naszym zamiarem było posilenie się gruszkami. Bowiem na podwórzu plebani obok szczytowych partii tego kamiennego muru rosła dorodna obfitująca owocami grusza, której liczne odnogi zwisały aż do samego niemal lustra wody. Uznaliśmy wiec wtedy z moim przyjacielem, że tak nisko zawieszone ponad lustrem rzeki bezpańskie gruszki, nie będą jednak i tym razem zrywane, jak to co roku dotychczas bywało. Jednak już w trakcie posiłku pierwszej zerwanej gruszki usłyszeliśmy z góry pod naszym adresem wypowiedziane niezbyt zrozumiałe słowa. Okazało się, że na szczycie tego muru stoi jakiś nieznany nam ksiądz. Ksiądz w ciepłych i życzliwych słowach zaprosił nas wówczas na plebanię, gdyż jak oświadczył „zbiory tego roku są tak obfite, że możemy się nie tylko na plebani zerwanymi już gruszkami posilić ale też nawet zabrać je do swego domu ile tylko udźwigniemy”. W takich oto nadzwyczajnych okolicznościach poznałem na plebani nieznanego mi dotąd przybysza – księdza Edwarda Banaszkiewicza.[Ksiądz Edward Banaszkiewicz.]

A później po bardzo ciekawej rozmowie i wypytywaniu o naszą rodzinę, obładowani gruszkami za koszulą, i pełni szczęścia oraz radości, w podskokach powracaliśmy poprzez uliczkę Browarną i drewniany most, do swych mieszkań, przy Placu Tadeusza Kościuszki. Rekompensatą moralną za darowiznę było podjęcie przez nas bezinteresownych prac przy wznoszeniu kościoła. W taki oto sposób stałem się jednym z jego budowniczych. Ale temat budowy kościoła i jego budowniczych jest już tak rozległy, że aby wszystkie związane z tym wydarzeniem ciekawe wątki w miarę precyzyjnie opisać, to już tej tematyce należałoby poświęcić zupełnie odrębny i to wielostronicowy artykuł.

****

W dnu 18 sierpnia 2013 roku pozyskałem poprzez przekaz internetowy bardzo ciekawe i zupełnie mi dotąd nieznane informacje od Pana Artura Binkowskiego o jego stryjku – księdzu Edwardzie Banaszkiewiczu. Dzięki dopiero, któremu parafianie zawdzięczają ostateczne wzniesienie w Nowym Sielcu kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia NMP. Jak wspomina w swym przekazie internetowym Pan Artur Binkowski, to ksiądz Edward Banaszkiewicz już „po śmierci ks. biskupa T. Kubiny został skierowany przez ówczesnego Wikariusza Kapitulnego ks. biskupa S. Czajkę jako administratora do parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Sosnowcu. Stanęła wówczas przed ks. Edwardem Banaszkiewiczem konieczność podjęcia wysiłku ukończenia budowy kościoła parafialnego. Budowa ta rozpoczęta w 1905r. postępowała bardzo wolno. W przededniu września 1939r. były wzniesione do połowy mury prezbiterium i nawy. Po 1948r. dokończono budowy murów, pokryto dachem prezbiterium, boczne kaplice i zakrystię.

Ks. E. Banaszkiewicz ze zwykłą sobie energią i talentem organizacyjnym zdołał poderwać parafian do pracy. W przeciągu półtora roku pokryto dachem cały kościół ukończono ścianę frontową świątyni i założono w niej posadzkę, tak że 2 listopada 1952 roku Ks. Biskup Zdzisław Goliński mógł poświęcić kościół i odprawić w nim pierwszą Mszę św. W liście skierowanym na ręce Ks. Edwarda Banaszkiewicza Pasterz Diecezji pisał :

-‘Czuję potrzebę serca wyrazić w piśmie podziękowanie Przewielebnemu Księdzu i Jego parafii za niezmordowaną ofiarność pieniężną i osobisty trud fizyczny wkładany pod kierunkiem Przewielebnego Księdza w budowę kościoła przez półtora roku. Pozwoliło to doprowadzić do końca budowę przybytku Bożego, rozpoczętą tak dawno. Nie jeden raz widziałem na miejscu Waszą pracę, przed którą nie cofały się i kobiety po przepracowaniu swych godzin pracy zawodowej i zarobkowej. Owocny Wasz trud jest tym więcej godny uznania, że budowę prowadziliście w niełatwych warunkach’.

W następnych latach przeprowadzono dalsze prace wykończeniowe, sprawiono organy, zbudowano marmurowy ołtarz z tabernakulum pancernym, założono witraż NMP Niepokalanie Poczętej, za własne pieniądze Ks. Edward Banaszkiewicz ufundował u braci Felczyński 800kg. dzwon, uporządkowano plac przykościelny. 17-18 czerwca 1961r. Ks. Edward Banaszkiewicz mógł radować się uroczystością konsekracji kościoła, której dokonał Ks. Biskup Z. Goliński.

Ks. Edward Banaszkiewicz urodził się w miejscowości Cicikar, parafia Chrabin na Syberii (Chiny). Naukę szkoły średniej pobierał we włocławskim Liceum im. Piusa X w latach 1922 – 26, tj. Niższe Seminarium Duchowne.

Po złożeniu egzaminu dojrzałości wstąpił do Częstochowskiego Seminarium Duchownego w Krakowie i został zaliczony w poczet studentów Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Święcenia subdiakonatu otrzymał 20 grudnia 1930 roku diakonatu 18 stycznia 1931r. Święceń kapłańskich udzielił mu Ks. Biskup Teodor Kubina na Jasnej Górze 21 czerwca 1931r. Jako wikariusz pracował kolejno: w Czarnożyłach 1931, Borownie 1931-33, Kołbucku 1933-35. W latach 1935-36 i 1936-37 był prefektem w Radomsku w Powszechnej Szkole im. Jachowicza i Szkole Handlowej. W czerwcu 1937r. został mianowany ekspozytem nowo utworzonej placówki duszpasterskiej w Strzałkowie gdzie pracował do końca II wojny światowej budując jeszcze przed rozpoczęciem okupacji niemieckiej plebanię. W czasie II wojny był kapelanem 74 Pułku Piechoty Armii Krajowej okręg Radomsko ps. Oremus oraz po wojnie żołnierzy wyklętych.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Bear