Janusz Maszczyk: Odkrywamy tajemnicze wątki z przeszłości Nowego Sielca

[Zdjęcie autora współczesne (o ile się nie mylę to z 2007 roku). Dawna uliczka Dworska, obecnie Skautów. Wymieniana w tekście deskowa brama była wówczas usytuowana mniej więcej po lewej stronie – w miejscu widocznej malutkiej dzwonnicy.]

[Rysunek autora. Przed malutkimi zabudowaniami fragment uliczki Piekarskie od strony uliczki Dworskiej.]

[Rysunek autora. Po lewej stronie ostatnie fragmenty uliczki Piekarskiej od strony Starego Sielca. Po prawej widoczne zabudowania osiedlowe Huty „Katarzyna”.]

Tam w parku, jednak już na tyłach pałacu Schoena, ponoć budowali kolejny już o charakterystycznej zabudowie przeciwlotniczy żelbetowy basen przeciwpożarowy, absolutnie jednak nienadający się do celów rekreacyjnych. Przynajmniej taki jednoznaczny wówczas odebraliśmy ich przekaz. Takich specyficznych podróży odbyliśmy jeszcze w następnych dniach 1944 roku kilka – między innymi na pogranicze do Konstantynowa i w okolicę skrzyżowanie ulic: Będzińskiej, Rybnej i Suchej.

[Rysunek autora. Fragmencik z czasów okupacji niemieckiej ulicy Beskidenstrasse (dawna i obecna ulica 1 Maja). Po lewej dawny pałac Schoena, a później Sąd Okręgowy. Natomiast po prawej stronie poza zabudowaniami park.]

Dlaczego jednak wspominam tę historię?… Ano tylko dlatego, że nas Polaków zawsze się w zachodniej Europie przedstawia jako ludzi wyjątkowo romantycznych i niepragmatycznych, a przy tym więc i kompletnie niezdatnych do życia w nowoczesnej Europie. Z kolei Niemców opisuje się jako naród niezwykle pragmatyczny i oszczędny w wydatkach na zbędne cele, niezwykle też zaradny w trudnych nawet dla nich życiowo chwilach, a przede wszystkim realnie przewidujących swą teraźniejszości jak i życiową przyszłość.

Mijały lata. Gdzieś w 2008 roku przy Sądzie Okręgowym (dawny pałac Schoena), w trakcie utrwalania zdjęć, natknęliśmy się wraz z moją żoną Renią na starszego już wiekiem mężczyznę, który twierdził, że w latach 70. XX wieku w tym właśnie parku, rozpościerającym się na tyłach dawnego pałacu Schoena, był na basenie kąpielowym – etatowym ratownikiem. Jednak w trakcie dalszej wymiany zdań, nie mogliśmy się jakoś dogadać, gdyż mój adwersarz dalej uparcie twierdził, że był ratownikiem na tym basenie, a ja z kolei nie mogłem tego pojąć jak tę rolę mógł jednak spełniać na nienadającym się przecież do pływania basenie przeciwpożarowym. Możliwe, że ta kurtuazyjna wymiana zdań w obecności mojej żony, do niczego jednak wtedy nie prowadziła, gdyż ja od 1963 roku już na stałe po zaślubinach z Renią, mieszkałem w Katowicach, więc terenów Sosnowca raczej już nie penetrowałem, przynajmniej tak dogłębnie jak to bywało przed laty. Nie miałem więc absolutnie pojęcia, że w Starym Sielcu, przynajmniej od lat 70. XX w. funkcjonował już niewielki, ale jednak basen kąpielowy.

Jakiś czas temu dostałem pięknie oprawiony album ze zdjęciami – „Sosnowiec foto archiwum 1940-1943” (wydawnictwo DIKAPPA, Dąbrowa Górnicza 2008). I wtedy ze zdumieniem odkryłem na stronie 74, że faktycznie w roku 1943 Niemcy na tyłach tego pałacu jednak budowali nie przeciwlotniczy basen przeciwpożarowy, ale typowy basen kąpielowy – rekreacyjny (zdjęcie nr 03,04,05). Co ciekawe?… Jak na owe czasy doskonale wyposażony. Tym odkryciem byłem i jestem do dzisiaj wprost niezmiernie zaskoczony! Nie mogę bowiem dalej absolutnie pojąć jak pragmatyczni i oszczędni oraz ponoć wszystko przewidujący, aż do bólu głowy Niemcy, mogli wznosić dla siebie taki rekreacyjny obiekt jeszcze w 1944 roku? Tym bardziej, że już za kilka miesięcy, bowiem w styczniu 1945 roku, w potwornej panice będą opuszczali Sosnowiec, by nie ugrzęznąć w zastawianych sidłach przez Armię Czerwoną na zagrabionych Polsce terenach. Okazuje się więc, że w wielu przypadkach, niepotrzebnie i nadmiernie, i na kolanach cudze chwalimy, a swego nie znamy.

****

Na dawnych terenach Nowego Sielca, w pobliżu kościoła rzymsko – katolickiego pw. Niepokalanego Poczęcia NMP stoi skromna, wręcz nawet malutka kaplica, o niezwykle jednak dekoracyjnej, a nawet uroczej architekturze. Ta kaplica przez dziesiątki lat zanim wzniesiono monumentalne mury nowego kościoła spełniała rolę parafialnego kościółka. Temat w wyjątkowo poszerzonej formie już opisałem i do tego jeszcze opublikowałem w kilku moich artykułach na moim portalu internetowym. Jest też dostępny na portalu internetowym – 41 – 200.pl Sosnowiec dobry adres – Wydarzenia, ciekawostki, historia – którego redaktorem naczelnym jest Pan Paweł Ptak. Może więc teraz przekaże kolejne fakty, nieznane jak mi się wydaje wielu mieszkańcom Sosnowca.

[Powyżej zdjęcie autora z roku 1960. Na wprost uliczka Browarna, a po lewej stronie jeszcze tereny funkcjonującego browaru. Natomiast po prawej stronie kaplica. Dawny kościółek parafialny w Nowym Sielcu.]

 

[Zdjęcia autora współczesne. Dawne dwa zabudowania pijalni piwa. Później kaplica – kościółek parafialny (po prawej stronie) i plebania (budynek po lewej stronie).]

[Zdjęcie autora współczesne. Fragment obecnego budynku plebani, a dawnej piwiarni.]

Już dzisiaj trudno ustalić autorowi z pamięci bardzo precyzyjną datę kiedy w tym malutkim i romantycznym kościołku mieniącym się różnymi barwami w nurtach rzeki Czarnej Przemszy pojawił się ksiądz wikariusz Marian Skoczowski. Były to jednak zapewne jeszcze pierwsze lata po 1945 roku. Przypominam sobie, że proboszczem w tej parafii był jeszcze wtedy ks. Czesław Dróżdż, późniejszy proboszcz jeszcze wówczas sosnowieckiego kościoła pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, mieszczącego się przy ul. Kościelnej. Ten młodziutki początkowo zupełnie nieznany nam przybysz, niezwykle energiczny przy ołtarzu i na ambonie, niebywale też przystojny, przemawiał tak płomiennie i przekazywał tyle ciepłych i życzliwych słów patriotycznych, że kościółek – kaplica już po pewnym czasie zaczął pękać od naporu parafian. Chodził jak na tamte czasy ubrany trochę wyzywająco jak to szczególnie komentowali niektórzy osobnicy, którzy teraz nagle zmienili, lub już ujawnili swe antypatriotyczne oblicza. Najczęściej bowiem był odziany w jasny lekki bawełniany płaszcz z malutką na szyi białą jak śnieg koloratką. Kroczył zawsze energicznie w wypolerowanych do połysku wojskowych butach z cholewami. Był uwielbiany przez parafian. Z tego co zapamiętałem, to utrzymywał wtedy bardzo bliskie stosunki z kilkoma rodzinami z Placu Tadeusza Kościuszki, którzy prezentowali ponadprzeciętną inteligencję i kulturę. Utrzymywał bardzo bliskie też kontakty ze znaną nam doskonale rodziną, w której dwóch mężczyzn było pochodzenia żydowskiego. Łączyły go wtedy też doskonałe kontakty z naszą rodziną. Wiedział chyba wówczas doskonale, że moja mama w okresie II Rzeczypospolitej Polski jako dyplomowana nauczyciela była też w szkołach katechetką, a w czasach okupacji niemieckiej uczyła w naszym mieszkaniu przy Placu Tadeusza Kościuszki konspiracyjnie polskie dzieci wiary w Boga, godności narodowej, ukochania Narodu Polskiego oraz Ojczyzny.
Wśród parafian, szczególnie tych zamieszkałych w fabrycznych blokach – „Rurkowni Huldczyńskiego” – przy Placu Tadeusza Kościuszki już wtedy tajemniczo szeptano, że ten wiecznie uśmiechnięty przybysz to były kapelan – z polskiej partyzantki. To nie był więc chyba przypadek, że już po kilku miesiącach jak się pojawił w Nowym Sielcu, przylgnął do niego pseudonim- „ Maniuś partyzant”. Nasza rodzina raczej nigdy nie dopytywała ks. Mariana w jakich konkretnie służył ugrupowaniach konspiracyjnych i to jeszcze nie tak jeszcze dawno temu. To był bowiem dla nas Polaków w tamtych latach temat tabu… To były bowiem jeszcze takie czasy, że lepiej było o drugim porządnym człowieku wiedzieć mniej, niż więcej… Niekiedy jednak dyskretnie – jak to wspominała moja mama – dawał jej do zrozumienia, że jego patriotyczne korzenie wywodzą się z ugrupowania Armii Krajowej. Ale ta przynależność organizacyjna była w zasadzie dla nas tylko, naszym czuciem i wiarą, niż czymś konkretnym polegającym na imiennym, czy pośrednim przekazie. Już wtedy wśród naszych przyjaciół  z Placu Tadeusza Kościuszki szeptano, że jest ponoć infiltrowany przez pewnych smutnych ale niezwykle dociekliwych panów. Jeden z nich ponoć mieszkaniec z parafii z Nowego Sielca był nawet zatrudniony „blisko ołtarza”. Nie wiem czy ksiądz Marian Skoczowski i jego następca, też były kapelan z AK, ale już jako proboszcz, o czym więcej poniżej, zdawali sobie wówczas też z tego sprawę.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Bear