Janusz Maszczyk: Moja pani profesor

[Rok 1953. Zdjęcie z parku szkolnego. Od lewej: Tadeusz Rusek, Stanisław Ciepliński, Janusz Osiński, za Januszem Osińskim widoczna głowa to Antoni Suchanek, klęczy Janusz Maszczyk, Wojciech Kowalski, Zbigniew Zakrocki (w prawej dłoni trzyma przy ustach śnieżkę) całkiem z tyłu ponad wszystkimi Jerzy Ptak.

Od prawej: Wiesław Zwoliński, Obok niego Edward Anders, z przodu – Sylwester Pietraszek, obok Zbigniew Szlachta, z tyłu widoczna głowa – Ludomir Małachowski, Andrzej Czerwiński.]

[Powyżej rok 1953. Park szkolny. Z przodu od lewej: NN, Stanisław Ciepliński, Sylwester Pietraszek, Wiesław Zwoliński (całkiem z boku po prawej stronie). W tyle od lewej: Tadeusz Rusek, Antoni Suchanek, Janusz Maszczyk. Całkiem z tyłu od lewej: Jerzy Ptak, Ludomir Małachowski, Zbigniew Szlachta.]

[Zdjęcie klasowe z 20 maja 1954 roku (wykonano od strony nieistniejące już parku szkolnego; schody wiodące do mieszkania woźnego, pana M. (imię?), ponoć wtedy Pierwszego Sekretarza POP PZPR w „Staszicu” (w szkole zatrudnionych było jeszcze dorywczo dwóch woźnych); obok po lewej stronie garaż i magazyn sprzętu, m.in. sportowego. Na schodach od góry, od lewej, pierwszy rząd: Leszek Chudzik, NN, Tadeusz Rusek, NN (oparty o elewację budynku szkolnego), Stanisław Ciepliński (też oparty o elewację budynku szkolnego). Drugi rząd: NN (uczeń ze zwisającą prawa nogą), Witold Wideryński (już nie żyje; obejmuje rękami Janusza Maszczyka), Sylwester Pietraszek (już nie żyje), Janusz Osiński, NN. Trzeci rząd: Zbigniew Zakrocki, Wojciech Kowalski, NN, Włodzimierz Mercik. Czwarty rząd: Ludomir Małachowski (prawą ręką obejmuje Wiesława Janasa), Edward Anderson, Andrzej Domański (podparty prawą ręką o nogę; fenomenalny pianista).]

[Powyżej zdjęcia z roku 1954. Ustroń. Zdjęcie po lewej stronie, od lewej: Andrzej Ryznar, NN Sylwester Pietraszek, Edward Anderson, Janusz Maszczyk, Stanisław Ciepliński, Jerzy Cieśli, NN, Ludomir Małachowski. Zdjęcie po prawej stronie, od lewej: Janusz Maszczyk, Jerzy Cieślik.]

[Rok 1954. Ustroń. Od lewej: Jerzy Ptak, NN, Edward Anderson, NN, Zbigniew Krakowski, Stanisław Ciepliński, NN, NN, NN, NN, Ludomir Małachowski, NN, Janusz Maszczyk, Henryk Nowakowski – nauczyciel wychowania fizycznego.]

[Powyżej rok 1954. Ustroń. Janusz Maszczyk.]

[Powyżej dwa zdjęcia z roku 1954. Zdjęcie po lewej stronie, od strony parku szkolnego. Od lewej: NN, Janusz Maszczyk, Wojciech Kowalski, Zbigniew Zakrocki. Zdjęcie z 1954 roku po prawej stronie, przed budynkiem „Staszica” od strony ulicy St. Żeromskiego. Od lewej: Ludomir Małachowski, Janusz Maszczyk, NN, Sylwester Pietraszek.]

[Rok 1954. W budynku „Staszica”. Od lewej: Jerzy Ptak, Janusz Maszczyk, Wiesław Janas.]

****

To nie mogło więc być tylko ludzkie niedopatrzenie, jak to niektórzy naiwni obecnie mogą sądzić, ale wykalkulowane i przemyślane z premedytacją intencje, że w cytowanych „Księgach Pamiątkowych” o niektórych nauczycielach w ogóle się nie wspomina, lub poświęca się im tylko marginalne nic nieznaczące pedagogiczne zasługi. A tym bardziej nie wspomina się, że prowadzili w czasie okupacji niemieckiej nielegalne, nie tylko tajne konspiracyjne nauczanie polskich dzieci, ale też czynną służbę w polskich patriotycznych podziemnych organizacjach zbrojnych, o czym znacznie więcej poniżej. Wyraźnie jednak pragnę podkreślić, że nie należy wszystkich byłych działaczy i członków z komunistycznych organizacji, wrzucać ad hoc do jednego worka antynarodowego, bowiem byli też wśród nich również porządni osobnicy, którzy innym absolutnie nigdy wtedy nie tylko nie zaszkodzili, ale nawet pomogli w wielu przypadkach. Zresztą w czasach stalinowskich istniał taki niezrozumiały dla normalnego człowieka kołowrotek terroru, że ta sama komunistyczna partia więziła , a nawet likwidowała też nawet swoich oddanych komunistycznej sprawie działaczy. Tematyka ta jest jednak tak niesamowicie rozległa, że aby się tylko z tym zagadnieniem uczciwie uporać, to należy mu poświęcić już zupełnie inną publikację.

****

W latach 1950 – 1955 w tym dostojnym, wręcz przepięknych szkolnym gmachu, pomieszczenia pracowni chemicznej mieściły się na trzecim piętrze, w tym przypadku na najwyższej kondygnacji usytuowanej w tym budynku szkolnym. Okna z kolei z tej pracowni nasyconej denaturatem i innymi jeszcze chemikaliami wychodziły na uliczkę Mariacką. Z kolei na tym samym piętrze, jednak już po przeciwnej stronie tego lśniącego bielą długiego korytarza szkolnego, od strony jeszcze wtedy niezdemolowanego bajkowego parku szkolnego, tuż, tuż przy drzwiach wiodących do auli szkolnej, mieściła się też pracownia geograficzna, którą zarządzał znany nie tylko w Sosnowcu, ale nawet i w Zagłębiu Dąbrowskim, znakomity geograf pan profesor Adam Sochacki.

     Z kolei prawdziwe piękno i tajemne uroki z chemii przekazywała wtedy, zupełnie nam nieznana pani profesor Józefa Trzaska. Przypominam sobie, że w specjalnym stosunkowo dużym i podłużnym pomieszczeniu, określanym jako pracownia chemiczna, doskonale zresztą wyposażonym w odpowiednie preparaty chemiczne, pani profesor dokonywała niezliczonych ciekawych zjawisk, i przemian w materii chemicznej. Tutaj właściwie po raz pierwszy, przecierając ze zdumienia oczy, odkryłem nagle zagadki preparatów chemicznych i piękno niedostępnej mi do tej pory chemii.

[Pocztówka pozyskana od pana Pawła Ptak. Zupełnie po prawej stronie widoczna w parkanie malutka boczna furtka poprzez którą po pokonaniu jeszcze trzy schodów docierało się na teren szkolny od strony jeszcze wówczas cichutkiej i urokliwej uliczki Mariackiej. Natomiast całkowicie po prawej stronie, na trzecim piętrze, pod samym niemal dachem, widoczne 4. okna – to pomieszczenie poza, którymi mieściła się wymieniona w tekście przez autora pracownia chemiczna.]

[Zdjęcie z 2005 roku. Ocalały malutki fragmencik pięknego kiedyś parkanu szkolnego, który jeszcze w latach 1950 – 1955 otaczał park szkolny i szkołę. Ciągnął się na odcinku co najmniej kilkuset metrów, od powozowni Państwa Dietel (ul.St. Żeromskiego), aż prawie do samego Domu Kultury „Metalowiec” przy uliczce Mariackiej.]

[Powyższe zdjęcia pochodzą z 2006 roku. Uratowane jakimś cudem od wyburzenia urokliwe zabudowania przy uliczce Mariackiej i dawny jeszcze budynek i malutka sala gimnastyczna Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica.]

[Zdjęcie z roku 2000. Budynek dawnego Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica. Zdjęcie wykonano od strony już całkowicie unicestwionego parku szkolnego.]

[Zdjęcia z 2006 roku. Uliczka Mariacka. Na zdjęciu po lewe stronie – sala gimnastyczna i fragment dawnego budynku liceum „Staszica”. Na zdjęciu po prawej stronie fragment uliczki Mariackiej, koło dawnego Domu Kultury „Metalowiec”.]

[Zdjęcia z 2006 roku. Uliczka Mariacka. Dawny Dom Kultury „Metalowiec”, położony tuż, tuż obok dawnego liceum „Staszica”.]

[Zdjęcie z 2006 roku. Dawny budynek Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica. Widok od strony ulicy Stefana Żeromskiego.]

     Przede wszystkim co należy dobitnie podkreślić i co było charakterystyczne dla tej drobnej i subtelnej niewiasty, to pani profesor była wręcz niezwykle bajkowo kobieca. Delikatna w stosunku do otoczenia i uczciwa, inteligentna i kulturalna oraz wobec wszystkich uczniów wręcz przesadnie nawet życzliwa. Swoim sposobem bycia sprawiała raczej wrażenie mojej mamy, a nie oschłego belfra, wiecznie tylko czepiającego się ucznia. A takich wiecznie niezadowolonych pedagogów, dezinformujących historię i w fałszywym świetle przedstawiających polską literaturę, wiecznie też rozgoryczonych i rozkrzyczanych, niestety ale w tej placówce dydaktycznej wówczas nie brakowało. Z kolei prowadzone przez panią profesor lekcje emanowały spokojem i promieniowały ludzkim ciepłem. Odczuwałem więc w trakcie tych niesamowitych wykładów, zawsze całkowite wyluzowanie. To były tak wspaniałe zajęcia z chemii, że nawet najpodlejszy stres dławiący moją uczniowską duszę, jako spuścizna z poprzedniej lekcji, już w trakcie jej wykładów i doświadczeń z chemikaliami, zaledwie po kilku minutach ulatywał gdzieś w odległą przestrzeń i zapadał się całkowicie w nicość. Pozostawał natomiast w chłopięcej duszy tylko spokój, spokój i spokój…….. Absolutnie nigdy nie karała, lecz uczyła i wychowywała oraz nauczała. To nas ogromnie wszystkich wówczas mobilizowało do nauki. Wobec takiego potoku kobiecej dobroci nie wypadało po prostu być gamoniowatym uczniem. Nie czuło się więc tak jak na innych niektórych lekcjach, charakterystycznego nerwowego napięcia i atmosfery, czy panicznego wprost lęku, i tylko widma oceny niedostatecznej, lecz uczucie potwornego wstydu, gdy nie znałem odpowiedzi na zadawane mi pytania.

Strony: 1 2 3 4 5

Bear