Janusz Maszczyk: Losy legendarnych sosnowieckich pedagogów…

****

     O wiele więcej zachowało się natomiast wspomnień o pani dr Jadwidze Makowskiej (1897-1945). Nie była rodowitą sosnowiczanką. Gimnazjum ukończyła w Myślenicach. Natomiast w krakowskim konserwatorium, gdzie dojeżdżała z Myślenic, ukończyła tylko kurs gry na fortepianie. W 1922 roku uzyskuje tytuł naukowy doktora nauk filozoficznych, ale już po ukończeniu studiów w Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jako nauczycielka uczy później języka polskiego w Opatowie i w Sandomierzu. Dopiero w 1929 roku dociera do Sosnowca, gdzie początkowo przekazuje swą wiedzę młodzieży w Gimnazjum im. Bolesława Prusa, a później w Gimnazjum im. Stanisława Staszica. Jak wynika z posiadanych w mojej prywatnej bibliotece wspomnień, to ta wówczas niepozornie wyglądająca fizycznie kobieta i niezwykle też ponoć skromna. Postrzegająca do tego otaczający ją świat zza grubych binokli „miała tyle jeszcze hartu, odporności psychicznej i fizycznej”, że potrafiła też zainteresować i utworzyć jeszcze w szkole specjalne humanistyczne grupy uczniowskie, w skład, których wchodziły głównie dzieci z klas matematyczno – przyrodniczych, raczej zupełnie niezainteresowane przedmiotami z naszej literatury ojczystej 5/.

Już jednak w sierpniu 1940 roku w tajemniczych okolicznościach zostaje po raz pierwszy aresztowana przez Gestapo. Po króciutkim tylko pobycie w areszcie i śledztwie została jednak wypuszczona na wolność. Ta decyzja jak się później dopiero okaże prawdopodobnie nie była jednak wtedy podyktowana bezradnością dociekań Gestapo, czy pospolitą głupotą śledczych. Już wtedy jak można przypuszczać była dalej śledzona przez niemieckich konfidentów, gdyż chciano przy okazji ponownego jej aresztowania, „nakryć” też innych jeszcze nierozpracowanych dotąd przez Gestapo członków z konspiracyjnego Związku Orła Białego.

****

Mijały powojenne kolejne dziesiątki lat… I dopiero współcześnie okazało się, że pani dr Jadwiga Makowska wspólnie ze swoim mężem też była jedną z osób, które pisały artykuły do w/w konspiracyjnego pisma „Nasze Sprawy”. Ponoć do kolportażu tego patriotycznego pisma zaangażowała też wtedy swą córkę, panią Anię Makowską. Jeszcze wtedy zaledwie 16. letnią dziewczynkę. Bardzo przepraszam w tym konkretnym przypadku za dygresję. Ale podczas okupacji niemieckiej, to jednak były dziwne czasy dla tych osób jak sądzę, którzy ich osobiście i autentycznie nie przeżyły. Gdyż nawet dzieci wówczas dojrzewały szybciej niż to jest obecnie i brały też jak starsze osoby udział w konspiracji. Wiem coś więcej na ten temat. Bowiem mikroskopijny udział na swym patriotycznym i narodowo – obywatelskim koncie zapisałem również i ja. Jednak znacznie pokaźniejsze osiągnięcia odnotował już starszy ode mnie o 4. lata mój brat, Wiesław Maszczyk, który nawet pod koszulą i swetrem przemycał konspiracyjne pisma. Jedna taka konspiracyjna wyprawa do Bloków Lwowskich na Pogoni omal nie zakończyła się dla niego wpadką. Tylko dzięki dziecięcej zdolności umysłowej mojego brata, zawdzięczamy to, że nie trafiliśmy wówczas na przesłuchania do Gestapo przy uliczce Żytniej. Ale to temat już na oddzielny artykuł.

Wracając jednak do pani dr Jadwigi Makowskiej. Podobno już od września prowadzi też tajne konspiracyjne nauczanie polskich dzieci. Najpierw patriotyczny katechizm przekazuje uczennicom o profilu z klas III gimnazjalnych, później do tego grona dołączają też chłopcy z jej dawnego doskonale zresztą przecież znanego Gimnazjum im. St. Staszica. Stopniowo komplety ponoć tak się powiększyły, że w pewnym okresie czasu „przekształciły się w ‘Szkołę’ Jadwigi Makowskiej”.

Możliwe, że to zagadnienie, o którym za chwilę więcej napiszę, jest obecnie postrzegane oczami człowieka, który przeżył nie tylko szmat życia ale i krwawą oraz bezlitosną też okupację niemiecką, i sam był też uczniem podobnych jak mi się wydaje tajnych konspiracyjnych kompletów, w tym przypadku prowadzonych przez moją mamę. Okazuje się bowiem, ku memu zaskoczeniu i zdziwieniu, że pani dr Jadwiga Makowska w okresie okupacji niemieckiej jako jedyna z terenu Sosnowca, która swym uczniom wystawiała pisemne zaświadczenia o zaliczeniu na tajnych kompletach kolejnej klasy. Podpisywała się nawet na tych utajnionych dokumentach skreślonych jej ręką, nawet swym czytelnym imieniem i nazwiskiem. Wtedy jak przypuszczam jej los był już właściwie przesądzony, a dni wolności już tylko policzone. W lipcu 1944 roku już bardzo przemęczona tajnym nauczaniem wyjeżdża tylko jeszcze na króciutki odpoczynek do Przyborowa, położonego w okolicach Żywca. Prawdopodobnie jeszcze wtedy absolutnie nie przeczuwała, że jest jednak dalej śledzona przez konfidentów Gestapo. W tym samy dosłownie miesiącu, została po raz drugi aresztowana. Tym razem zatrzymali ją już funkcjonariusze z katowickiego Gestapo. Podobnie jak mąż trafia do wyjątkowo okrutnego mysłowickiego więzienia. Po bestialskim śledztwie zostaje następnie jako Polizeigefängnis (więzień policyjny) przewieziona do KL Auschwitz. Tam prawdopodobnie została poddana dalszemu gestapowskiemu śledztwu, gdyż w ostatnich tygodniach swego życia trafia do znanego nam Polakom – Bloku Śmierci6/.

[Zdjęcia autora z 2005 r. Powyżej: Brama wiodąca do KL Auschwitz i Blok Śmierci.]

**** 

Jak pisze pan dr Adam Cyra – to ponoć w tym dantejskim koncentracyjnym obozie śmierci, ta dyplomowana z tytułem doktora naukowego nauczycielka dalej jak w wolnej Ojczyźnie, uczyła osadzone tam młode Polki, tym razem języka francuskiego. Według pani Roży Dryjańskiej ponoć nawet powtarzała nam, że mamy się uczyć. Pamiętam także, że przebywając w naszej sali, uczyła nas języka francuskiego, robiła nam także wykłady z historii starożytnej. Przypominam sobie, że w kaflowym piecu, stojącym w więziennej sali, znalazłyśmy podręcznik do nauki języka francuskiego, z którego później korzystała dr Makowska”.

Wyjątkowym i niezapomnianym dniem dla więźniów z Bloku Śmierci w KL Auschwitz była jak się to obecnie po latach okazuje Wigilia Bożego Narodzenia 1944 roku. Podobno esesmani z niewiadomych powodów, ale jednak wyrazili zgodę, aby ten wyjątkowy dla Polaków świąteczny dzień, mogli w tej kaźni w miarę uroczyście obchodzić uwięzieni tam też nasi rodacy. Pozwolono więc im ponoć, by w tym dniu cele mogli opuścić wszystkie więźniarki i więźniowie, zarówno ci z parteru, jak i z mrocznych, zimnych i wilgotnych podziemi. Pojawiła się nawet, prawdopodobnie dostarczona przez esesmanów choinka, którą jakiś więzień ustawił na środku korytarza. Jednocześnie, by uroczystość nabrała pewnego świątecznego kolorytu, to nawet kilka więźniarek odziało się w nocne koszule, które miały imitować anielskie szaty. Zgodnie z odwieczną chrześcijańską tradycją, zaczęto też śpiewać rzewne kolędy. Początkowo tylko po niemiecku, a później też po polsku. Bardziej uzdolnieni aktorsko więźniowie zaczęli nawet deklamować teksty wierszy przygotowane już dużo wcześniej przez panią dr Jadwigę Makowską. W pewnej chwili któryś z więźniów, prawdopodobnie jednak nie zachowując wyjątkowej w takiej kaźni ostrożności, zaczął nawet deklamować wcześniej już napisany polski patriotyczny wiersz. W strofach tego wiersza zawarte były też sformułowania krytykujące system hitlerowski. Jak się później okazało jeden z więźniów, lekarz, narodowości ukraińskiej, były banderowiec, Wasyl Stroncićkyj (nr obozowy 155021), zapewne znający też język polski, doniósł o tym incydencie esesmanowi Brunonowi Schlagemu. Reakcja nadzorujących esesmanów była natychmiastowa. Wszystkich więźniów pognano z powrotem do cel więziennych, a później w drodze śledczej ustalono też kto czytał ten patriotyczny wiersz. Epilog tego Wigilijnego Wieczoru był taki, że trzech więźniów dotkliwie esesmani skatowali. Więziony Ukrainiec Wasyl Stroncićkyj przeżył jednak okupację. W dniu 18 stycznia 1945 roku został ewakuowany do KL Mauthausen. Zmarł śmiercią naturalną w USA w 1975 roku. Z kolei pani dr Jadwiga Makowska, po tym incydencie już w kilka dni później, czyli 5 stycznia 1945 roku  stanęła przed obliczem tak zwanego „sądu doraźnego”. Decyzja niemieckich oprawców była jednomyślna – kara śmierci. W dniu 6 stycznia 1945 roku została rozstrzelana obok Bloku Śmierci, przed Ścianą Śmierci, a ciało prawdopodobnie spalono w krematorium KL Auschwitz.

Strony: 1 2 3 4

Bear