Janusz Maszczyk: Losy legendarnych sosnowieckich pedagogów…

****

     Z tego jednak co słyszałem od moich rodziców po 1945 roku, szczególnie od mojej mamy Stefani Maszczyk (rodowe nazwisko Doros), przedwojennej jeszcze dyplomowanej nauczycielki to właśnie pan Władysław Mazur, Dyrektor Seminarium Nauczycielskiego Męskiego im. Adama Mickiewicza, był w okresie II Rzeczypospolitej Polski notowany w Sosnowcu jako wprost nietuzinkowa postać. I to nie tylko w sferach pedagogicznych, ale również społeczno – patriotycznych i politycznych. Był duszą i sercem patriotycznego Sosnowca, wywierał więc mimo woli ogromny też wpływ na znanych mu pedagogów. Według więc mojej mamy, to z dużą dozą prawdopodobieństwa właśnie pan Władysław Mazur jako wielki i bezkompromisowy polski patriota wciągnął do działalności konspiracyjnej, czy wręcz polecił przybyłemu z Krakowa kpt. Ryszardowi Margoszowi swego kolegę pana Piotra Makowskiego, którego zresztą przecież znał wprost doskonale. Podobnie zresztą jak wielu, wielu też jeszcze innych liczących się w szkolnictwie sosnowieckim pedagogów2/.

Już więc ponoć w październiku 1939 roku, pan Piotr Makowski, jako oficer rezerwy, ze stopniem porucznika piechoty, mianowany został dowódcą tej patriotycznej organizacji, o nazwie Związek Orła Białego (ZOB). Inni natomiast twierdzą, że tylko przewodniczącym, a jego zastępcą był pan Władysław Baromski3/. Czy pan Piotr Makowski do tej samej organizacji, czyli ZOB wciągnął też już wtedy swą małżonkę? Tego raczej nie można wykluczyć. Nawet jak w niej czynnie wtedy jeszcze nie uczestniczyła i nie została też oficjalnie zaprzysiężona, to jednak jako kobieta wyjątkowo inteligentna, kulturalna i niezwykle bystra, zapewne doskonale wiedziała o konspiracyjnej działalności swego męża. Tego we własnej rodzinie – jak to wiem doskonale z własnej autopsji – nie dało się wówczas całkowicie przed innymi ukryć. Z wielu, wielu zresztą nawet prozaicznych powodów. Jak na przykład wyjątkowo częste w tym czasie opuszczanie przez pana Piotra Makowskiego swego rodzinnego mieszkania, by nawiązywać i utrzymywać kontakty z zaprzysiężonymi członkami tej organizacji oraz przekazywać im stosowne wytyczne i polecenia. O ile jednak pani dr J. Makowska nie była członkiem ZOB, to przypuszczam, że coś na ten temat jednak musiała wiedzieć. Co i ile, oto jest pytanie?… Gdyż to jak sadzę w jakiś też stopniu później na niej zaciąży. A mianowicie w chwili gdy zostanie aresztowana, a następnie przesłuchiwana przez Gestapo…

****

Związek Orła Białego już od pewnego czasu był inwigilowany przez konfidentów z Gestapo. O czym zarówno kierownictwo jak i członkowie tej organizacji absolutnie nie zdawali sobie z tego sprawy. Jak na okupacyjne warunki Zagłębia Dąbrowskiego ZOB był organizacją konspiracyjną, ale jak na nieszczęście jednocześnie niemal też masową. Bardzo więc łatwo i stosunkowo szybko przeniknęli do struktur tej organizacji delegowani przez Gestapo różnej maści konfidenci. Gestapo miało więc o tej tajnej konspiracyjnej organizacji sporą wiedzę. Tym bardziej, że już w trakcie pierwszych aresztowań i wyrafinowanych gestapowskich tortur, niektórzy członkowie z tej organizacji też się załamali i zaczęli wtedy sypać swych przyjaciół, kolegów i znajomych. Absolutnie nie mam zamiaru tego postępowania usprawiedliwiać, ale w trakcie takich wyrafinowanych i sadystycznych tortur załamywał się wtedy niemalże każdy człowiek. Jeden tylko szybciej inny tylko trochę później. Kto więc konkretnie sypał swe koleżanki i kolegów z konspiracji?… O jednym takim polskim konspiratorze, byłym studencie prawa, Ryszardzie S. wspomina pan Juliusz Niekrasz 4/, o czym więcej poniżej. Ale całkiem możliwe, że w tej organizacji nie był tylko jedynym, który przekazał wiele informacji Gestapo o tej organizacji. Tego absolutnie też nie można wykluczyć, o czym więcej poniżej.

****

ZOB wydawał też swe pismo konspiracyjne o nazwie „Nasze Sprawy”, którego tytuł został trochę później zamieniony na „Polska Walczy”, a w ostatniej już fazie jego likwidacji na „Szarżę”. Redaktorem tego konspiracyjnego pisma był ponoć pan Władysław Bromski o pseud. „Sosnowski”. Podobno pierwszy numer tego konspiracyjnego pisma wydał jednak pan Władysław Mazur. Z chwilą jednak jego aresztowania, ktoś z ZOB (kto?) zlecił, by to pismo dalej redagował, lub po prostu sam się tego podjął, wymieniony już wyżej były student prawa, Ryszard S. Niestety ale ten członek z organizacji konspiracyjnej z chwilą tylko aresztowania, gdy został poddany okrutnemu, wprost bestialskiemu gestapowskiemu śledztwu, to się tak załamał, że zaczął sypać dosłownie wszystkich znanych mu członków ze swej konspiracji. Wydał ich ponoć wtedy aż 96. Wszyscy więc po przesłuchaniach w Gestapo, natychmiast trafili do więzień i do obozów koncentracyjnych, wielu poniosło nawet męczeńską śmierć. Możliwe więc, że właśnie i wśród nich też były osoby, które w trakcie bestialskiego przesłuchania, nie wytrzymywały bólu i sypały innych. Do dzisiaj niestety ale jednak nie znamy wszystkich nazwisk aresztowanych i ich dalszych losów. W wyniku niewyjaśnionego donosu, porucznik Piotr Makowski, prawdopodobnie w takich jak wyżej opisałem okolicznościach, został więc 4 grudnia 1939 roku aresztowany przez Gestapo.

****

O wyjątkowej wprost naiwności sosnowieckiego społeczeństwa w tych pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej, bo jak to obecnie bardziej delikatniej i dosadniej określić, może świadczyć następujący kuriozalny fakt. Już po aresztowaniu przez Gestapo Piotra Makowskiego, w kuluarach inteligenckiego społeczeństwa rozeszły się pełne ułudnej nadziei pogłoski jakoby to w tym mieście, lada tylko dzień miało się potoczyć w pełni sprawiedliwe sądowe niemieckie śledztwo, w którym oskarżeni Polacy będą mogli w pełni korzystać z własnej obrony adwokackiej i wiarygodnych świadków. Zanim podejrzanego o konspirację na dobre osadzi się w więzieniu. Naiwność ludzka była w tym okresie czasu jeszcze tak dalece posunięta, czy wręcz zakodowana w zniewolonych polskich umysłach, że sosnowiczanie ponoć oczekiwali na w pełni sprawiedliwy hitlerowski sąd. Ten pogląd zapewne brał się z jednej strony z tego, że jeszcze nie tak dawno temu, bowiem w latach 1914 – 1918 Sosnowiec był też okupowany przez Niemców, którzy wtedy mieli zupełnie jednak inne oblicza. A ponadto nie znano jeszcze wtedy gestapowskich i kripowskich wyjątkowo bestialskich metod śledztwa. Znam bowiem to pełne naiwności zagadnienie z autopsji rodzinnej, gdyż moja mama w naszym mieszkaniu przy Placu Tadeusza Kościuszki, dookoła już naszpikowanym Niemcami, też wtedy wbrew zdrowemu rozsądkowi czy nawet chłopskiej logice, rozpoczęła tajne konspiracyjne nauczanie polskich dzieci.

Tymczasem już następnego dnia pan Piotr Makowski, po krótkim tylko przesłuchaniu w sosnowieckim Gestapo, został uwięziony najpierw w Katowicach, przy ulicy Mikołowskiej, a później został przewieziony na dalsze jeszcze przesłuchania do krwawego „Pawiaka” jakim to mianem wtedy określano więzienie w Mysłowicach. W trakcie gestapowskich przesłuchań, ponoć był nawet torturowany. Stamtąd z niewiadomych do dzisiaj powodów został najpierw przewieziony na dalsze jeszcze gestapowskie śledztwo do Radomia. Dopiero po wielu miesiącach, czyli 7 stycznia 1941 roku, z Radomia został przewieziony do KL Auschwitz, gdzie z wytatuowanym na ręce numerem obozowy – 8393 już 31 marca 1941 roku został w obozie koncentracyjnym zamordowany, a ciało spalono w miejscowym krematorium.

Strony: 1 2 3 4

Bear