Janusz Maszczyk: Koszykarze z “Rurkowni Huldczyńskiego”

Andrzeja P. spotykałem dość często w Sosnowcu i w Katowicach. Ilekroć Go tylko przypadkowo spotkałem, to zawsze z ogromnym wzruszeniem wspominał nasze z czasów młodości treningi na klepiskowym boisku fabrycznym byłej „Rurkowni Huldczyńskiego” i rozgrywane tam mecze. Bowiem jako zapaleni kiedyś koszykarze w wieku młodzieńczym spędzaliśmy wtedy ze sobą na boisku, każdą niemal wolną chwilę. Również wówczas widywaliśmy się też poza boiskiem i to wielokrotnie. Przypominam sobie, że w czasie wakacji o ile tylko pozwalała na to aura pogodowa, to na boisku byliśmy niemal codziennie i to po kilka godzin, aż ze zmęczenia później uginały się nam nogi. Często wtedy z dumą wspominał, że pochodzi z rodziny patriotycznej. Jego ojciec ponoć był lotnikiem. Już wtedy jednak, gdy go po raz pierwszy poznałem to opiekowała się nim już tylko jego babcia. Co się natomiast stało z Jego rodzicami, to tego tematu nigdy nie podejmował. W tamtych latach był zupełnie normalnym człowiekiem, niczym się od nas nie różniącym, widzącym realnie w jakim nasz kraj znalazł się tragicznym położeniu geopolitycznym. Absolutnie niczym więc się wówczas nie różnił od nas swymi patriotycznymi poglądami. Absolutnie też wtedy nie wykazywał nawet najdrobniejszych odznak sympatii do panującego w kraju reżimu. W latach 60. XX w., podjął jednak zawodową pracę w organach Służby Bezpieczeństwa, ponoć tylko z tego względu, gdyż była wysokopłatna, o czym mnie w trakcie jednego pobytu w sosnowieckim Savoyu dyskretnie poinformował. Wielokrotnie jeszcze do mnie telefonował w latach 70. XX wieku i kilkakrotnie też mnie wtedy odwiedzał, gdy ja już z rodziną mieszkałem wtedy w katowickiej „Superjednostce”, wspominając za każdym razem z nieukrywaną tęsknotą tamte dawne sentymentalne i romantyczne sportowe czasy. Już wówczas jednak wyczuwałem, że jest pod wpływem narkotyku alkoholowego. Wielokrotnie też do mnie telefonował. Zawsze wtedy, gdy był już wyraźnie zamroczony alkoholem. W trakcie takich dziwnych rozmów zanim oddał słuchawkę absolutnie nieznanej mi osobie, to prosił mnie bym w kilku zdaniach przekazał informację jakim to kiedyś był dobrym wyczynowym koszykarzem w Sosnowcu. Pewnego razu już mocno podpity, dotarł do mojego mieszkania. W tym dniu zachowywał się jednak nie tylko jak typowa osoba upojona alkoholem, ale bez mojego pytania korzystał nawet z telefonu i popisując się wtedy znajomościami wydzwaniał do osób na wysokich stanowiskach w naszym województwie. Moje prośby by tego zaniechał nie odnosiły prawie żadnego skutku. To nie był już wtedy, tak jak dawniej mój przyjaciel z boiska. Odczuwałem wtedy wyraźnie, nie tylko zresztą ja, ale też i moja żona oraz nieżyjący już dzisiaj teść, że bardzo pragnie mi czymś, za wszelką cenę zaimponować. Pewnego dnia znów pojawił się w moim mieszkaniu, też zamroczony alkoholem. Tłumacząc się, że piętro wyżej spędził bardzo miłe chwile z jednym z doktorów z wyższej uczelni śląskiej. Poprosił mnie wówczas o możliwość skorzystania z telefonu, gdyż u pana doktora z górnego piętra, jak mówił, telefon jest uszkodzony. Po wykręceniu nieznanego mi numeru telefonicznego, zwrócił się wtedy do rektora jednej z wyższych śląskich uczelni, w tym czasie też posła na Sejm PRL, z żądaniem, by on natychmiast przyjechał pod „Superjednostkę” swoim osobowym samochodem i zawiózł go do jego miejsca zamieszkania w Sosnowcu. W trakcie rozmowy telefonicznej zwracał się do rektora nonszalancko i po imieniu. Można było jednak wyraźnie wyczuć, że obydwaj są w bardzo dobrej, wprost doskonałej przyjacielskiej komitywie. W tym czasie już szybko piął się po drabinie służbowej, czego absolutnie przede mną też nigdy nie ukrywał, a wręcz nawet tym się chlubił. Według jego wspomnień ponoć w Związku Radzieckim, w Moskwie, był szkolony przez KGB, gdzie ukończył też roczny specjalistyczny kurs. Po powrocie z Moskwy do Katowic – jak twierdził – więc liczył, że zostanie awansowany na stopień pułkownika SB. Jednak przyznano mu tylko stopień p. pułkownika i awans na zastępcę komendanta miasta MO w Chorzowie, gdzie pracował kilka lat (ile?). Niedocenienie specjalistycznego szkolenia w Moskwie i chyba też chorobliwe aspiracje, ponoć rozgoryczyły Go do tego stopnia, że w końcu podjął starania o przejście na emeryturę. W trakcie rutynowych badań rentgenowskich wykryto jednak u niego w płucach raka. Po roku bezskutecznego leczenia zmarł, o ile się nie mylę, to pod koniec lat 80. XX w, a być może, że w pierwszych latach 90. XX w. Mimo piastowania tak wysokich funkcji w katowickich strukturach SB, nigdy mnie, ani memu bratu, jednak w niczym absolutnie nigdy nie pomógł, jak również co uczciwie też stwierdzam, na szczęście i nie zaszkodził. Nie pomógł nawet wówczas kiedy tak bardzo takiego wsparcia potrzebowaliśmy, o czym zresztą doskonale wówczas wiedział. A w tym samym niemal czasie, z tego co wiem, to innych z Sosnowca moich znajomych i kolegów skutecznie wspierał, a nawet protegował na różne wysokie stanowiska służbowe w instytucjach i przedsiębiorstwach, a nawet służył pomocą w jednej z wyższych uczelni Województwa Śląskiego.

Jeszcze pod koniec lat 90. XX w. całkiem przypadkowo w Czeladzi w Hipermarkecie M1, spotkałem drugiego mojego przyjaciela podwórkowego z Placu Kościuszki – Rysia Szmala, też byłego absolwenta Technikum Energetycznego. Gawędziliśmy wtedy w obecności moje żony – Reni – jak najęci przez wiele, wiele minut. Podał mi nawet wtedy swoją wizytówkę, na której był odnotowany jego telefon firmowy i prywatny. Ilekroć tam jednak później wydzwaniałem to obydwa telefony zawsze jednak milczały jak zaklęte. Poszukiwania Jego adresu nie odniosły żadnego skutku. Rysiu po prostu przepadł jak przysłowiowy wrzucony do wody kamień. A moja żona Renia zmarła 1 sierpnia 2017 roku.

Z innymi kolegami – koszykarzami, z KS „Stal” w Sosnowcu, w tym z kilkoma byłymi absolwentami z Technikum Energetycznego, już od późnych lat 50. XX wieku nie miałem nigdy żadnych kontaktów.O przyjaciołach – koszykarzach z KS „Włókniarz” wspomnę w części tego artykułu, gdy temu klubowi sportowemu poświęcę całkiem już odrębny artykuł.

………………………………………………………………………………………………………….

Bibliografia i przypisy:

1 – Rzeczpospolita Polska (RP) – oficjalna nazwa Polski od drugiej połowy XVII wieku do 1795 roku oraz w latach 1918–1952 i od 1989.

2 – „Rurkownia Huldczyńskiego” to potoczna nazwa przedwojennego zakładu pracy i powojennej Huty „Sosnowiec” stosowana zarówno przez pracowników z tego zakładu pracy jak też przez mieszkańców z Pogoni.

3 – Więcej na ten temat w moim artykule:- „EKSPOZYTURY KONTRWYWIADU I WYWIADU II ODDZIAŁU SZTABU GENERALNEGO WP W SOSNOWCU Z OKRESU POWSTAŃ ŚLĄSKICH”.

4 – Więcej na temat schronów niemieckich w Kasynie w moim artykule: -„DZIEJE POGOŃSKIEGO KASYNA”.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Bear