Janusz Maszczyk: Gdy śpiewały nam skowronki… Cz.3 – Polna droga i Szpital Pekiński


[Powyżej tablica pamiątkowa zawieszona na murach portierni Huty „Katarzyna”, po 1945 rok. Dokładny rok zawieszenia? Zdjęcie pozyskane z „Kroniki powstań polskich 1794 -1944, wyd. Warszawa 1994, s.277), która jak autor pamięta jak jeszcze wisiała tam za czasów PRL. Na samej górze widoczne metalowe trzy tuleje na drzewce flagowe.]


[Stanisław Andrzej Radek. „Rewolucja w Zagłębiu Dąbrowskim 1894 -1905-1914 z licznemi ilustracjami”, Sosnowiec, 1929, s. 65. Podpis pod prezentowaną tablicą: – „Tablica marmurowa przy bramie huty „Katarzyna”. Koniec oryginalnego cytatu.]

[Tablica ponoć oryginalna jaka się znajduje w Muzeum Sosnowca (16.III.2016r.). Widoczne wymazane powyżej słowa: „SIEPACZY MOSKIEWSKICH”, zastąpiono słowami: – „SIEPACZY CARSKICH”.]

[Zdjęcie nr 44. Powyżej już nowa tablica pamiątkowa – zdjęcie autora z 2007 roku. Różnice pomiędzy zawieszonymi tablicami po 1945 roku, a prezentowaną w publikacji książkowej przez pana St. Andrzeja Radka, są widoczne nawet gołym okiem. Również widoczne są różnice pomiędzy tą jaka zawisła na murach portierni po 1945 roku, niż obecnymi tablicami.
W maju 1983 roku na murach zabytkowej portierni Huty „Katarzyna” pojawiła się jeszcze jedna tablica (ta po prawej stronie), tym razem ufundowana przez Komitet Miejski PZPR w Sosnowcu.]

* * * *

Szpital na powyższych zasadach leczniczych funkcjonował też w okresie okupacji niemieckiej. W tym czasie niektórzy lekarze i pozostały personel szpitalny współpracowali z polskim patriotycznym podziemiem. Niektórzy niestety, ale też z okupantem. To w tym szpitalu w tajemnicy przed Niemcami byli też leczeni członkowie z naszej Armii Krajowej. W tym też szpitalu, o czym wspomina Komendant Okręgu Śląskiego AK płk. Zygmunt Walter Janke, Armia Krajowa wykonywała wyroki śmierci na osobach, które ponoć jawnie współpracowały z okupantem niemieckim. Aby zaspokoić nadmierną ciekawość osób, które na co dzień parają się prawdziwą i niezakłamaną historią Polski, to teraz króciutko ten temat jednak tylko poszerzę o jeden dosłownie tylko epizod.
Kilka lat temu, podczas pobytu na cmentarzu sosnowieckim przy ul. Smutnej w Dniu Wszystkich Świętych, całkiem przypadkowo poznałem kobietę, która pochodziła z rodziny, w której jeden z jej członków został przedstawiony przez komendanta pana p.pułkownika Zygmunta Waltera Janke na kartach swej publikacji jako osoba kolaborująca z okupantem niemieckim (wówczas takim dysponował stopniem oficerskim). Ta poznana kobieta przedstawiła jednak autorowi diametralnie inny obraz niż ten jaki był i jest do dzisiaj przez niektórych historyków powielany tylko na podstawie powojennych publicznych przekazów. Chodzi o znanego z okresu II Rzeczypospolitej Polski fabrykanta z Sosnowca, a uznanego przez podziemie akowskie za kolaboranta w okresie okupacji niemieckiej, na którym AK wykonała kolejny, trzeci już w kolejności, na szczęście jednak nieudany wyrok śmierci.Właśnie podczas jego pobytu w opisywanym „Szpitalu Pekińskim”. Personel tej placówki medycznej po ewidentnym stwierdzeniu zgonu, zarządził przewiezienie zwłok do leżącej na uboczu szpitalnej kostnicy. Proszę sobie tylko wyobrazić jakie musiało być wówczas zaskoczenie, a raczej może i przerażenie personelu szpitalnego, gdy któraś z pielęgniarek nagle przez przypadek odkryła fakt, że nieboszczyk zaniesiony do kostnicy – jeszcze jednak żyje. Przepraszam za operowanie wprost wyjątkowymi skrótami myślowymi.
Ten tok przekazu, przez poznaną kobietę na cmentarzu, nieznanej mi dotąd wersji kolaboracyjnej jest o tyle logiczny, że teraz też autor ma pewne wątpliwości co do niektórych wyroków śmierci jakie wydawano w majestacie podziemnego prawa na ponoć kolaborujących z Niemcami Polaków. Zgodnie bowiem z zasadami okupacyjnymi podziemnego sądownictwa wojskowego, skazywane osoby nie miały bowiem nigdy możliwości zapoznania się materiałami oskarżycielskimi, nie mówiąc już absolutnie o obronie adwokackiej. Nie istniał zresztą w jurysdykcji sądów podziemnych taki termin prawniczy jak „okoliczności łagodzące”. Jak bowiem sięgam pamięcią w daleką okupacyjną przeszłość, w tym i lata zaborów, zarówno własnymi oczami, bądź też czerpiąc informacje z przekazów moich dziadków, czy rodziców, to zdarzały się i takie nieprawdopodobne przypadki w Sosnowcu i Zagłębiu Dąbrowskim, że osoby kreowane dzisiaj na bohaterów, z różnych powodów prezentowały też wtedy dwuznaczną postawę. To tylko delikatne określenie. Czyli te same osoby, były raz jednym, raz drugim. Logika etyki, moralności i logika wymiaru sprawiedliwości bywały też nie zawsze spójne, lecz od siebie odległe.

* * * *
Po 1945 roku do końcowych dni 1946 roku, o czym warto też pamiętać, „Szpital Pekiński” był w zasadzie tylko jedynymi to wyposażonym w zaledwie tylko 80. łóżek polskim szpitalem publicznym na terenie całego Sosnowca, gdyż inne szpitale, a nawet szkoły, na swe wojenne potrzeby zarekwirowała Armia Czerwona. W tym szpitalu przez wiele lat praktykowała też niezwykle uzdolniona lekarka –pani dr Nadzieja Berdo, która wielu Polakom uratowała życie. A były to lata, gdy choroba płuc, zwana popularnie gruźlicą była jeszcze wtedy prawie zupełnie nieuleczalna. Panią doktor Nadzieję Berdo znał doskonale mój ojciec i wielokrotnie jej wielkie zasługi w leczeniu tej strasznej choroby podkreślał. Powitałem więc z ogromną satysfakcją informację jaka się ukazała na portalu Klubu Zagłębiowskiego o dalszych losach tej zasłużonej dla Sosnowca lekarki. W styczniu 2015 roku w formie komentarza ukazała się bowiem informacja Szanownego Pana Janusza Szaleckiego, że pani dr Nadzieja Berdo jeszcze w okresie II Rzeczypospolitej mieszkała w Sosnowcu, przy ulicy Małachowskiego 22. Zmarła 9 marca 1958 roku i zgodnie z jej życzeniem pochowana została na pogońskim cmentarzu prawosławnym przy ul. Smutnej (obok Al. Mireckiego). Natomiast jej mąż Mirosław Berdo prawdopodobnie został pochowany na tym samym wielkim cmentarzu, ale w kwaterach rzymskokatolickich, ponoć w pobliżu muru oddzielającego od cmentarza prawosławnego. Autor był wielokrotnie świadkiem specyficznych konduktów żałobnych, gdy z tego pekińskiego szpitala do kościółka – kaplicy w Nowym Sielcu przewożono w konnych karawanach umieszczone w trumnach zwłoki zmarłych na gruźlicę pacjentów. Tych przypadków śmiertelnych i związanych z nimi anegdotami było tak przerażająco wiele, że wśród mieszkańców z Sielca, Katarzyny i Placu Tadeusza Kościuszki zaczął krążyć sugestywnie przekazywany mit. Tym mitem było już samo tylko skierowanie na dalsze leczenie do tego szpitalu, co utożsamiano z nieodwracalną śmiercią pacjenta. Do pierwszych więc lat 50. XX wieku samo już tylko skierowanie pacjenta na dalsze leczenie na „Pekin” – jak to wtedy określano – było równoznaczne z wyrokiem śmierci. W tej sytuacji, mimo woli ten zakaźny szpital miał wyjątkową złą renomę wśród mieszkańców z Sosnowca, szczególnie wśród mieszkańców pobliskich dzielnic. Dzięki jednak amerykańskiej penicylinie i lekom pochodnym oraz zastosowanej wprost wyjątkowej profilaktyce leczniczej w PRL, ta śmiertelna dotychczas w Polsce choroba została w latach 50.-70. XX wieku jednak pokonana. Wydawało się, że na zawsze. Dzisiaj, jak informują nas nieśmiało środki przekazu, ponoć na nowo ta straszna, teraz już jednak zmutowana choroba powraca.
Jak już wyżej w zarysie wspominałem, niezwykle zasłużoną lekarką tego szpitala była pani dr Nadzieja Berdo. Autor uważa, że warto chociaż w kilku zdaniach przypomnieć postać tej wspaniałej polskiej i zarazem sosnowieckiej lekarki. Pani dr Nadzieja Berdo urodziła się na Kresach Wschodnich we wsi Pietuchowszczyzna, w gminie Howiczno, pow. Nieświerz, woj. Nowogródek. Ponoć jej ojciec – Harasim Griniuk – był Białorusinem, a mama Maria z domu Stankiewicz była z kolei Polką. Wg źródeł pisemnych, ta niezwykle „ambitna i świadoma swoich umiejętności i predyspozycji kobieta, stanęła do konkursu, zorganizowanego przez magistrat Sosnowca na ordynatora oddziału chorób płuc Szpitala Miejskiego, powszechnie zwanego „szpitalem na Pekinie”. Konkurs wygrała i od 1937 r. związała się z tym miejscem do ostatnich swoich dni. W 1947 r. owdowiała i w tym samym roku rozpoczęła również pracę w przychodni przeciwgruźliczej”. Koniec cytatu. W czasach PRL to właśnie ten szpital został nazwany jej imieniem. „Szpital pekiński” funkcjonował do 1978 roku. W roku 1979 z niewiadomych powodów, ku zaskoczeniu mieszkańców Sosnowca, gdy budynki szpitalne były jeszcze w doskonałym technicznie stanie, szpital zamknięto, a później wszystkie budynki zburzono. Obecnie po zburzonym szpitalu pozostały jeszcze podmurówki z okalających go przez dziesiątki lat murów i walające się w zdziczałej trawie drobiazgi z jego technicznego wyposażenia oraz piękne, wiekowe kasztanowce. Zachowały się też jeszcze dawne budynki mieszkalne administracji szpitalnej i komórki. Do dawnych zabudowań mieszkalnych nie należy jednak zaliczyć prezentowanego poniżej budynku (zdjęcie autora nr 45), a leżącego kiedyś obok dawnego szpitala przy ulicy gen. Mariusza Zaruskiego, gdyż został wybudowany dopiero w czasach PRL.

Strony: 1 2 3 4 5

Bear