Janusz Maszczyk: Gdy śpiewały nam skowronki… Cz.3 – Polna droga i Szpital Pekiński


[Tekst dotyczący „Szpitala pekińskiego”, opublikowany w Dzienniku „Polonia” 7 grudnia 1938 roku.]


[Zdjęcie nr 40. Źródło Narodowe Archiwum Cyfrowe: sygnatura: 1 –C – 586; podpis pawilon dla chorych na gruźlice szpitala w Sosnowcu – wzniesiony w 1935 roku.
Uchwycono tylko fragment pawilonu. Z oryginalnego zdjęcia NAC autor w miarę swych możliwości usunął zabrudzenia, o czym lojalnie informuję.]
Prawdopodobnie w roku 1935, obok leżącego w szczerych polach dawnego prymitywnego „Szpitala Pekińskiego”, wzniesiono nowoczesny jak na tamte już lata pawilon dla chorych na gruźlicę, którego tylko fragment jest zaprezentowany na zdjęciu nr 40, a pozyskanym jak zwykle bezproblemowo z Narodowego Archiwum Cyfrowego z Warszawy. Obecnie bardzo już trudno ustalić jak daleko w okresie II Rzeczypospolitej Polski zaawansowane były prace budowlane przy wznoszeniu, a później jeszcze modernizacji tego nowoczesnego pawilonu przeciwgruźliczego. Na pewno coś istotnego do tej sprawy mogli by wnieść jego pacjenci i personel szpitalny, czy osoby odwiedzające wtedy chorych, ale dzisiaj już większość z tych ludzi nie żyje, a z innymi, którzy są już w wyjątkowo podeszłym wieku, nie mogę nawiązać kontaktu. Wprawdzie według przekazów rodzinnych za wysokimi i niedostępnymi dla ludzkich oczów murami coś tam w okresie II Rzeczypospolitej Polski„robiono”, jednak fatum śmiertelnej choroby gruźliczej było w tamtych latach tak niewyobrażalnie przerażające i paraliżujące ludzką wyobraźnię, że nikt przy zdrowych zmysłach nawet sobie nie wyobrażał, by przekroczyć portiernię, czy bramę szpitalną, i by samemu się przekonać co za tymi wysokimi murami tak naprawdę się buduje. Stąd bierze się u autora tego tekstu tak zawężona wiedza z przekazów rodzinnych oraz pozyskana od znajomych i kolegów oraz przyjaciół. Natomiast z przebiegającej obok drogi, zwanej przez mieszkańców dworską, leżące poza wysokim murem i znacznie dalej, bowiem już w parku szpitalnym zabudowania szpitalne nie były w ogóle dostrzegalne (w niektórych dokumentach tę prymitywną dworska drogę określa się mianem – szosy).
W marcu 2015 roku pozyskałem z Archiwum Państwowego w Kielcach „Projekt rozbudowy Pawilonu Przeciwgruźliczego przy Szpitalu Miejskim na Pekinie w Sosnowcu 7/. Młode pokolenie sosnowiczan i setki tysięcy przyjezdnych mogą zadać pytanie – skąd takie dokumenty pojawiają się jednak w Państwowym Archiwum w Kielcach? Pragnę więc z przypomnieć, że w okresie II Rzeczypospolitej Polski zarówno Sosnowiec, jak i Zagłębie Dąbrowskie były integralną cząstką rozległego kiedyś terytorialnie Województwa Kieleckiego. Poniżej przesłane plany:

Z opublikowanego pierwszego dokumentu Państwowego Archiwum w Kielcach wynika, że podłużny szpitalny pawilon (na planie całkiem w lewym dolnym rogu) faktycznie już stał od 1935 roku, a przesłany plan dotyczy tylko dobudowania po jego dwóch stronach dodatkowych zabudowań pawilonowych (oznaczonych kolorem czerwonym). Możliwe, że w trakcie dobudowywania tych dwóch po bokach fragmentów pawilonowych, dodatkowo zmodernizowano też jeszcze raz cały pawilon przeciwgruźliczy.
Ten nowoczesny fragment pawilonu przeciwgruźliczego jak na owe lata (zdjęcie nr 40) jest też zaznaczony, jednak niezbyt precyzyjnie, obok dawnego „Szpitala Pekińskiego” na prezentowanym Planie Sosnowca z 1935 roku. Może warto jeszcze wspomnieć, że prawdopodobnie od października 1938 roku do 31 sierpnia 1939 roku władze polskie nie zdążyły już jednak tego nowoczesnego i zmodernizowanego pawilonu w całości wykończyć, gdyż 4 września 1939 roku do Sosnowca wkroczyły formacje niemieckie SS Germania i Sosnowiec terytorialnie został włączony do III Rzeszy Niemieckiej. Według logicznego toku rozumowania, zaawansowaną budowę tego Przeciwgruźliczego Pawilonu Szpitalnego starano się więc prawdopodobnie całkowicie ukończyć podczas okupacji niemieckiej, podobnie jak budowę muru i bramy wiodącej na teren mieszkalny i rozbudowę przyległej infrastruktury, obiektów leżących już poza typowymi obiektami szpitalnymi, o czym więcej poniżej. Tym bardziej, że Niemcy wyjątkowo poważnie traktowali wszystko to co wiązało się z chorobami zakaźnymi, a tym bardziej z nieuleczalną chorobą płucną, jaką była jeszcze wtedy gruźlica. Tematyka rygorystycznego traktowania wszelkich zagrożeń zakaźnych przez niemieckiego okupanta jest wprost doskonale znana starszemu pokoleniu, więc jej w tym artykule nie poszerzam. Niektórzy z młodego pokolenia moich rodaków mogą jednak zadać sobie istotne i logiczne pytanie – czy okupanta niemieckiego było na to stać i to w tym samym niemal czasie, gdy rozpętał wojnę i prowadził też walkę na wielu frontach prawie z całym cywilizowanym światem?… Odpowiem króciutko. Tak! W samym bowiem tylko Sosnowcu, oprócz przeróżnych remontów użyteczności społecznej, okupant niemiecki wybudował nawet w Sielcu basen kąpielowy (lata 1943 – 44), na tyłach dawnego pałacu Schoena, podobnie jak zaawansowane były już prace przy rozbudowie „Domu NSDAP” obok willi i gmachu Gestapo i Kripo przy uliczce Żytniej na Pogoni. Ten gmach w formie jednak niewykończonej jako Dom Społeczny (po 1945r.Dom Kultury ”Górnik”) już tam stał od czasów II Rzeczypospolitej Polski8/. Oczywiście, że podobnych przykładów autor mógłby podać jeszcze wiele.
Co się jednak okazuje?… Wbrew zatwierdzonemu przez Urząd Wojewódzki w Kielcach projektowi, Pawilon Przeciwgruźliczy nie został jednak nigdy w całości rozbudowany tak jak to widnieje na przesłanym do autora z Kielc zatwierdzonym już projekcie. Pod koniec lutego 2015 roku pozyskałem bowiem plan miasta Sosnowca z lat 50. XX wieku, z którego jasno i czytelnie wynika, że nie zdołano jednak wybudować części pawilonowej od strony zachodnie, czyli od strony dawnej Huty „Katarzyna”, co doskonale jest widoczne na poniższym wycinku planu Sosnowca z opisywanych lat.

[Powyżej fragment planu miasta Sosnowca z lat 50. XX wieku. Plan niezbyt precyzyjnie opracowany, szczególnie dotyczy to trenów szpitalnych i przyszpitalnych: trzech budynków mieszkalnych, podwórka i ogródków działkowych (wydzielony teren ogródków działkowych jest jednak wyraźnie zaznaczony). Na planie natomiast wyraźnie jest widoczne wykończenie tylko zachodniej części Pawilonu Przeciwgruźliczego (ta część od strony Klimontowa; proszę porównać z powyższym planem pozyskanym z Państwowego Archiwum w Kielcach).]

W okresie II Rzeczypospolitej, w pobliżu tego wielkiego terenu szpitalnego, wybudowano też zabudowania mieszkalne i typowe jak na owe czasy komórki, które powykrzywiane jak schorowany stary człowiek przetrwały jednak jakimś cudem do dzisiaj (patrz zdjęcie 38). Co jest jednak w tym wszystkim ciekawe?… Ano to, że te wymienione zabytkowe zabudowania postawiono dosłownie z tej samej żużlowej wielkopiecowej cegły, co i mury ogradzające ten wielki kompleks szpitalny, podobnie jak wiele wówczas różnego typu budowli w tamtej okolicy: budynki mieszkalne i fabryczne, mury okalające fabryki, itd., itp. w okolicy Katarzyny i Konstantynowa. Taką cegłę, jako produkt odpadowy z żużlowego wielkiego pieca produkowała już wtedy Huta „Katarzyna”. Na zasadach domniemania można się więc pokusić w stwierdzeniu, że w dalekiej przeszłości szpital jak i sąsiednie zabudowania były faktycznie jednak kiedyś własnością Huty „Katarzyna”.
Te zabudowania oraz komórki, podwórko i ogródki pracownicze jak wynika z dokumentów, położone od strony Klimontowa, przynajmniej w 1938 roku były już jednak własnością Zjednoczonych Zakładów Górniczo – Hutniczych MODRZEJÓW I HANTKE Spółka Akcyjna (utrwalone na zdjęciach 37,38 i 39). Cały teren szpitalny, odkąd tylko sięgam pamięcią w głęboką przeszłość, był zawsze wprost wyjątkowo strzeżonym obiektem i jedyne dosłownie do niego wejście wiodło poprzez malutki budyneczek portierni i obok usytuowaną dwuskrzydłową bramę. Ta portiernia i brama była też odkąd tylko pamiętam zawsze bardzo pilnie strzeżona przez wytypowanych portierów. W okresie okupacji niemieckiej nawet przez uzbrojonych, po cywilnemu jednak odzianych osobników. W późniejszym okresie czasu, tereny szpitalne zadrzewiono kasztanami, które z biegiem lat tak się rozrosły, iż obecnie prezentują się wyjątkowo okazale, niczym w bajkowym parku. Niektóre źródła pisemne podają, że w 1922 roku szpital został przemianowany na „Szpital dla dzieci z Zagłębia Dąbrowskiego” (patrz Internet – Karol Zahorski). Co do tego stwierdzenia mam jednak uzasadnione wątpliwości. Możliwe, że autorowi tych internetowych wypowiedzi chodziło tylko o tak zwany „Dom Niemowląt”. W następnych okresach czasu, szpital już tylko spełniał rolę placówki wielooddziałowej, a tylko nowo wybudowane pawilony dostosowane były dla potrzeb chorób zakaźnych, głównie szalejącej wówczas gruźlicy.
* * * *
Z tym szpitalem na Pekinie, a raczej z jego kostnicą, która w tym samym miejscu tkwiła od samego XIX wieku, są związane wprost niesamowite historie, dzisiaj w ogóle zapomniane. Jedną wersję pozwolę sobie sprecyzować teraz, a drugą w poniższym tekście tego artykułu. Lokalizacja kostnicy jest też widoczna całkiem na samym dole po lewej stronie na „Projekcie rozbudowy pawilonu przeciwgruźliczego z Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach”.
Warto więc o związanej z kostnicą historii wspomnieć, tym bardziej, że dzisiejsi historycy już raczej do niej nigdy nie nawiążą. Otóż! Po krwawym i okrutnym morderstwie Polaków na dziedzińcu Huty „Katarzyna” w dniu 9 lutego 1905 roku, ich ciała zostały potajemnie przewiezione do dwóch kostnic – do kostnicy przyszpitalnej w Sielcu i na Pekin. Podobno ciała zastrzelonych Polaków znajdowały się też przed bramą huty, gdyż strzelano do demonstrantów z górki, od strony żużlowej hałdy. Która z tych wersji skąd padły śmiertelne strzały polega na prawdzie, to obecnie już trudno dociec. W każdym bądź razie zmasakrowane ciała, bez powiadomienia rodzin, wrzucono następnie na platformę. Z kolei zamordowanych Polaków przewożono – jak mi to wspominali w latach 40. XX w. dziadkowie i wiekowi już mieszkańcy z osiedla fabrycznego z Katarzyny na platformach dawnymi dworskimi drogami: dzisiejszymi ulicami Kombajnistów i gen. Mariusza Zaruskiego. Cały czas te konwoje eskortowała tajna polityczna policja Rosji carskiej, znana jako „Ochrana”. Co ciekawe?… Nie znam powodów, ale w kartotekach „Szpitala Pekińskiego” nigdy nie zachowały się absolutnie żadne dokumenty podające ilu i kogo imiennie tam wtedy złożono na śmiertelnych marach w kostnicy, podobnie jak w dokumentach kościelnych Zagórza, o czym więcej za chwilę. Dopiero po kilku dniach zamordowanych rodaków z sieleckiej i pekińskiej kostnicy, znowu cichcem przewieziono tą samą bezludną „Dworską Drogą”, tym razem na cmentarz, aż do samego Zagórza, gdzie ich wszystkich pochowano w jednej bezimiennej mogile. Do dzisiaj więc nie wiemy ilu tak naprawdę Polaków poległo wtedy u bramy Huta „Katarzyna”, gdyż nigdy nie dokonano fachowej ekshumacji tego dołu śmierci z cmentarza zagórskiego. Tak jak nie znamy dokładnej liczby rannych. Wykaz poległych w tym pełnym tragedii dniu sporządzono bowiem dopiero w 1922 roku, ale tylko na podstawie wywiadów środowiskowych. Dokonał tego Cezary Zefiryn Uthkeps. “Tadeusz”, “Rządca”, “Cezary” (ur. 26 sierpnia1889 w Łodzi – zamordowany 26 maja1944 w KL Auschwitz) – działacz patriotycznej partii PPS, inżynier architekt, podczas okupacji niemieckiej dowódca oddziałów bojowych PPS – WRN w Zagłębiu. Podobno w trakcie wywiadu jak to często bywa, ludzie, by tylko za wszelką cenę zaistnieć i być wyróżnionym, podawali ofiary na chybił trafił. Czy to jednak polega na prawdzie?… Dzisiaj już to trudno potwierdzić, czy temu całkowicie zaprzeczyć. Sporządzona dopiero w 1922 roku tablica pamiątkowa, która zawisła na murach historycznej portierni, tuż koło bramy wjazdowej na teren Huty „Katarzyna”, jakimś cudem przez cały okres okupacji niemieckiej jednak przetrwała, gdyż ponoć została ukryta w jednym z magazynów huty i została dopiero ujawniona po 1945 roku. Możliwe, że Niemcy o niej jednak wiedzieli, ale tylko przymykali oczy, gdyż były ich kiedyś kompan, uczestnik IV rozbioru Polski, później stał się już wyłącznie ich zaciekłym wrogiem. Jakiś czas po 1945 roku wisiała w tym samym miejscu, co dawniej, tylko wyryte na niej słowa: „SIEPACZY MOSKIEWSKICH” niezbyt starannie starto z tablicy i napisano:- „SIEPACZY CARSKICH”. Widziałem ją wielokrotnie, tylko wówczas jako jeszcze młody chłopak, absolutnie nie analizowałem wyrytej na niej treści napisów. Ta z kolei oparta w 2007 roku o mur na terenie dawnej Huty „Katarzyna” jest tylko niezbyt wierną jej kopią. Co się więc stało z oryginalną tablicą pamiątkową?… Ponoć oryginalna tablica jest w Muzeum w Sosnowcu na Środulce, jednak z napisem: – „SIEPACZY CARSKICH”. Czy faktycznie jest to więc oryginalna tablica? Przepraszam, ale opis tragicznych wypadków z 9 lutego 1905 roku na terenie Sosnowca i Huty „Katarzyna” oraz losy pamiątkowej tablicy to temat rzeka i wymaga już zupełnie odrębnego artykułu. W tym przypadku przepraszam więc za operowanie wprost wyjątkowymi skrótami myślowymi.

Strony: 1 2 3 4 5

Bear