Janusz Maszczyk: Gdy śpiewały nam skowronki… Cz.3 – Polna droga i Szpital Pekiński

[Zdjęcie autora nr 37, po prawej stronie – dawne bloki mieszkalne, głównie dla personelu szpitalnego, do października 1938 roku jako własność Zjednoczonych Zakładów Górniczo – Hutniczych MODRZEJÓW – HANTKE Spółka Akcyjna. W późniejszych latach lokatorami byli też ludzie niezatrudnieni już w tym w szpitalu.]


[Zdjęcie autora nr 38 wykonane od strony północnej – po lewej stronie widoczne częściowo te same bloki mieszkalne co na zdjęciu nr 37, a po prawej stronie typowe stare i zabytkowe komórki. Ta sama struktura ceglana pokrywa bloki mieszkalne, komórki i resztki dawnego muru szpitalnego. Taki materiał budowlany na terenie Sosnowca produkowała wówczas wyłącznie tylko Huta „Katarzyna”. To są cegły odpadowe żużlowe związane z produkcją w wielkich piecach hutniczych.]

[Zdjęcie autora nr 39, po lewej stronie – teren po dawnym „Szpitalu Pekińskim”. Widoczna podmurówka to pozostałość po dawnym wysokim na około 3 metry murze, który przez dziesiątki lat okalał ten stosunkowo rozległy szpitalny teren. Na terenie byłego szpitala widoczne są też jeszcze stare kasztanowce i wystające z ziemi resztki dawnych urządzeń szpitalnych.]

Szpital od samego początku, czyli z chwilą jego uruchomienia w 1892 roku, według ustnych przekazów, a pozyskanych od wielu osób, był ponoć utrzymywany przez Gwarectwo Hrabia Renard”. Piszę o tym dlatego, gdyż taka opinia funkcjonuje dalej do dzisiaj wśród mieszkańców z Sielca i Katarzyny. Funkcjonuje też jednak odmienna relacja, bardziej realna.Według przekazów rodzinnych, ten położony w szczerych polach szpital był od samego początku na pewno własnością leżącej kilkaset metrów na zachód Huty „Katarzyna”, przynajmniej jeszcze do czasów zaborów Rosji carskiej, gdyż nawet stał na gruntach Huty „Katarzyna”. Nie potrafiono jednak nigdy mi wtedy precyzyjnie określić, kiedy tak naprawdę przejęło go na własność miasto. Wtedy to właśnie, według wspomnień rodzinnych, spełniał tylko rolę typowego szpitala wielooddziałowego, ale ponoć niebawem już tylko zakaźnego. W niektórych jednak źródłach pisemnych oraz przekazach ustnych określa się, że od samego początku był tylko szpitalem zakaźnym. Gdzie więc tkwi błąd?… Pod koniec XIX wieku na terenach Sosnowca wybuchła zaraza cholery. Choroba miała niezwykle ostry przebieg i swymi mackami obejmowała coraz to większą liczbę miejscowej ludności. Wtedy zdecydowano, by leżący daleko poza miastem, aż w szczerych polach, cały „Szpital Pekiński” zamienić tylko na szpital zakaźny. Umieralność na cholerę była wtedy stosunkowo duża, więc celowo, by nie wzbudzać paniki wśród ludności, utajniano wiele szczegółów z procesu rozprzestrzeniania się tej choroby. Utajnianie było tak skuteczne, że do dzisiaj z tamtych lat odnotowano więc tylko odpryski o ofiarach, jakie zbierała wśród tutejszej ludności ta niezwykle ostra i zakaźna choroba przewodu pokarmowego. Przerażenie personelu lekarskiego i pielęgniarek, a szczególnie zaborcy carskiego oraz skutki tej strasznej choroby spowodowały, że w końcu Huta „Katarzyna”, według innych „Gwarectwo hr. Renarda”, zostały wprost zmuszone do założenia niemal na tyłach tego szpitala specjalnego cmentarza, gdzie chowano bezimiennie i bez rozgłosu zmarłych pacjentów na tę chorobę. Tym specyficznym miejscem pochówków jest właśnie „Cmentarz Pekiński”. Cmentarz z chwilą, gdy zaczęto na nim grzebać już pierwszych zmarłych na tę straszną chorobę został całkowicie zamknięty dla osób postronnych. Część osób z mojej rodziny i znajomi twierdziło, że był zamknięty tylko przez kilka lat, a inni, że znacznie dłużej, nawet przez dwadzieścia lat. Pozyskane przekazy są jednak tylko ustne i nie zostały nigdy zweryfikowane, i potwierdzone przez dokumenty urzędowe. Czy te szeptane informacje powtarzane w latach II Rzeczypospolitej Polski polegały więc jednak na prawdzie?…
W latach 1918 – 1919 w Europie wybucha kolejna epidemia, tym razem grypa o charakterze pandemicznym, zwana potocznie „hiszpanką”. Już wkrótce ta choroba dociera też w końcu i do Sosnowca. Pod koniec 1918 roku, a zwłaszcza w 1919 roku, ta nowa zakaźna choroba osiągnęła apogeum śmiertelności.Podobno wszystkie osoby, które były nawet tylko podejrzane o tę chorobę izolowano od rodziny i umieszczano na dalszym leczeniu w specjalistycznym zakaźnym „Szpitalu pekińskim”. Równocześnie została podjęta decyzja, by wokół tego szpitala utworzyć specjalną higieniczną strefę bezpieczeństwa, aby ta choroba dalej się już nie rozprzestrzeniała.Ta strefa higieniczna, jak autorowi jest wiadome, objęła na pewno „Katarzynę” i Sielec, a być może i częściowo Konstantynów. Bowiem w okresie, gdy ta zakaźna choroba zabierała życie kolejnym ludziom, to całe rodziny z osiedla katarzyńskiego, niezależnie od płci i pokrewieństwa oraz wieku, razem zmuszano do wspólnych prysznicowych – kąpieli w parowej łaźni osiedlowej sieleckiego „Renarda”, a ich odzież natychmiast palono. W tych zbiorowych profilaktycznych kąpielach antypandemicznych uczestniczyła też moja rodzina ze strony mojej mamy – Stefani Maszczyk, z domu Doros, z Katarzyńskiego osiedla mieszkaniowego. Taką specyficzną profilaktykę higieny stosowano ponoć w roku 1919, by zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się zarazków „hiszpanki”. Podobno w roku 1920 choroba ta została już na tyle opanowana, że nie odnotowano już dalszych śmiertelnych zgonów na terenie Sosnowca.
****
Z epidemią grypy pandemicznej, szpitalem i cmentarzem związany jest jeszcze jeden zagadkowy, do końca jednak nie rozpoznany w dokumentach urzędowych incydent. Otóż! W latach 40. XX wieku, gdy już dorastałem, mój wujek Stanisław Doros przekazał autorowi niezwykłe wspomnienia związane z pandemiczną grypą „hiszpanką”. Ten ustny przekaz traktuję jako wyjątkowo wiarygodny. Osoba ta była niezwykle uzdolniona w zakresie nauk ścisłych, szczególnie jednak z dziedziny matematycznej. Wykazywała też ponadprzeciętne zainteresowania historią i literaturą Polski. W okresie II Rzeczypospolitej był księgowym w dyrekcji Kopalni Węgla Kamiennego „Kazimierz”, zanim tę kopalnię połączono z KWK „Juliusz”. Później, aż do śmierci pracował w księgowości kopalni „Gwarectwa hr. Renard” (po 1945 KWK „Sosnowiec”). Temat ten jest wyjątkowo rozległy i ciekawy. Możliwe, że kiedyś do niego jeszcze powrócę. Według tej osoby, wyjątkowo zresztą drogiej mojemu sercu, to zmarłych w 1919 roku z zakaźnego „Szpitala Pekińskiego” na grypę pandemiczną hiszpankę chowano też na pobliskim „Cmentarzu Pekińskim” i to z pominięciem typowego całego ceremoniału pogrzebowego, jaki zwykle towarzyszy osobom zmarłym i wierzącym. Pogrzeb przede wszystkim był pozbawiony kroczącego za trumną księdza. W kondukcie żałobnym mogła też ponoć tylko uczestniczyć jedna osoba z rodziny zmarłego. Zanim zmarłego jednak w trumnie przewieziono ze szpitala na leżący w zasięgu wzroku pobliski cmentarz, to grabarz już wcześniej wykopywał pochówkowy dół. Ponieważ śmierć na hiszpankę dotykała wiele osób, więc ponoć zdarzało się, że zapobiegliwy grabarz już wcześniej wykopywał co najmniej kilka dołów, gdzie miały być pochowane ofiary tej szalejącej grypy pandemicznej. Już znacznie wcześniej wykopany dół, jak i pobliski teren był przez specjalną ekipę sanitarną niezwykle starannie spryskiwany płynnym wapnem. Dopiero wówczas spryskaną też wapnem trumnę opuszczano do ziemnego grobu. Co jest jednak ciekawe i powinno też budzić zastanowienie? Tych miejsc pochówków nigdy nie zaznaczano imiennymi tabliczkami, ani nie odnotowano tego w żadnych księgach urzędowych. Takie ponoć prymitywne i kuriozalne środki higieniczne związane z ceremonią pogrzebową wtedy stosowano. Osoba, która mi to kilkadziesiąt lat temu przekazała, była naocznym świadkiem takich niezwykłych ceremonii pogrzebowych. Ponoć w czasie I wojny światowej wytypowana z urzędu już w kilku specyficznych ceremoniach uczestniczyła na Kielecczyźnie. Uczestnictwo wujka w tych pochówkach, ktoś zapewne wtedy skrupulatnie odnotował, gdyż jak wspominał jeszcze raz jako „specjalista” został zobowiązany do brania udziału w ceremoniach pogrzebowych, ale tym razem już w Sosnowcu na „Cmentarzu Pekińskim”.
****
Jak wynika z pozyskanego „Sprawozdania z działalności Socjalistycznego Magistratu m. Sosnowca za okres od 1925 – 1928”, miasto Sosnowiec do roku 1925 nie posiadało ani jednego własnego gmachu szpitalnego5/. Do tego czasu szpitale znajdowały się bowiem tylko w budynkach dzierżawionych przez miasto Sosnowiec. Dopiero od Zjednoczonych Zakładów Górniczo Hutniczych, Modrzejów – Hantke Spółka Akcyjna „31 grudnia 1925 roku miasto nabyło za sumę zł. 140.000 posesję szpitala na Pekinie obejmującą 623 pręty placu zabudowanego, budynek szpitala, dom mieszkalny, portiernię, stajnię, mieszkania służby i pralnię. Wartość asekuracyjna samych budynków zł. 326.280”. Koniec oryginalnego cytatu. Już w roku 1927 zakupiony budynek szpitala został więc ze środków miejskich gruntownie odnowiony. Dopiero w tym samym ponoć czasie ciągnącą się obok szpitala wiejską, klepiskową drogę zastąpiono nowo wybudowaną „szosą o długości 1480 metrów kosztem zł. 115.529”. Koniec oryginalnego cytatu. W rzeczywistości jednak była to ta sama jak dawniej wiejska jednopasmowa wąziutka droga, pozbawiona nawet po dwóch stronach chodników dla pieszych, teraz tylko utwardzona kruszywem z kamienia wapiennego. Równocześnie zadbano też o bardziej nowoczesne, jak na tamte odległe lata, wyposażenie nowo zakupionego szpitala. Zakupiono więc – jak wynika to z powyższego już cytowanego sprawozdania Magistratu – na jego potrzeby niezbędny, a nieistniejący dotąd wysokiej jakości sprzęt: – „aparat Roentgena, pantostat, lampę kwarcową, lampę Solux; potem zakupiono 30 nowych łóżek jednego typu oraz po trzy komplety bielizny na każde łóżko i dla każdego chorego”. Koniec oryginalnego cytatu. W tym okresie czasu szpital posiada już „50 łóżek etatowych, w tym 25 dla dorosłych i 25 dla dzieci i ma trzy oddziały: dziecinny, chirurgiczny i wewnętrzny”. Koniec oryginalnego cytatu. Z perspektywy czasu uważam, że jako ciekawostkę warto też podać dalsze odnotowane w tym dokumencie osiągnięcia sosnowieckiego Magistratu, tym bardziej, że stosowana w nim lingwistyka jak na współczesne czasy jest raczej kuriozalna. Okazuje się bowiem, że w 1925 roku, w tym samym „Szpitalu Pekińskim”- „leczyło się 519 osób, w tym 130 mężczyzn, 194 kobiet i 195 dzieci. Dokonano w ciągu roku 195 różnych operacji. W 1925 roku wydatkowano na utrzymanie szpitala zł. 91.082.86. W 1926 roku leczyło się w szpitalu 620 osób, w tem 201 mężczyzn, 221 kobiet i dzieci 197 . Dokonano w ciągu roku różnych operacji 226. Wydatkowano na utrzymanie szpitala 130.673.06 zł. W 1927 roku leczyło się w szpitalu 704 osoby, w tem: mężczyzn 211, kobiet 241 i dzieci 252. Dokonano w ciągu roku różnych operacji 292. W ciągu roku wydatkowano na utrzymanie szpitala 154.886.78 zł”. Koniec oryginalnego cytatu. Prawdopodobnie już w 1925 roku po porozumieniu się z Dąbrową Górniczą postanowiono obok wznieść też szpital zakaźny, oddzielnie jednak dla każdego miasta. W tym celu zwrócono się do koncernu „Hrabia Renard” o wykupienie na terenie Pekinu nowych gruntów. Na skutek jednak kategorycznej odmowy – jak to wynika z tego samego powyższego cytowanego już sprawozdania Magistratu – władze miasta Sosnowca wystąpiły na drogę wywłaszczeniową. Jednocześnie przystąpiono do remontu stojących tu już baraków szpitalnych. Do wyremontowanego i pachnącego jeszcze lakierami szpitala zakaźnego przyjmowani byli więc nie tylko mieszkańcy z Sosnowca, ale też z okolicznych miast. Według cytowanego już wyżej sprawozdania Magistratu m. Sosnowca, w tym czasie:„Szpital posiada 60 łóżek etatowych i ma dwa oddziały: oddział dla chorych zakaźnych i oddział dla chorych gruźliczych. Przy szpitalu w 1925 i 1926 r, był oddział specjalny dla chorych wenerycznych, w 1927 r. oddział ten został zlikwidowany, z powodu uruchomienia wspólnego szpitala wenerycznego Zagłębia w Będzinie. W 1925 r. leczyło się w szpitalu 446 osób, w tem, 126 mężczyzn, 297 kobiet i 23 dzieci. Na utrzymanie szpitala zakaźnego wydatkowano 62.32010 zł.W 1926 r. leczyło się w szpitalu zakaźnym 656 osób, w tem: 168 mężczyzn, 448 kobiet i dzieci 40. W ciągu roku wydatkowano na utrzymanie szpitala zakaźnego złotych 86.751.08 Wydatki na szpital zakaźny zmniejszyły się z powodu tego, że osoby wenerycznie chore, leczyły się w 1927 w szpitalu Wenerycznym w Będzinie, w 1926 r. w barakach. W 1927 roku wydatkowano za leczenie wenerycznie chorych 55.134 zł”. Koniec oryginalnego cytatu.
Pozwalam sobie poniżej przytoczyć jeszcze jeden cytat zawierający nietypowe lingwistyczne zwroty z tamtych jakże już odległych nam czasowo sentymentalnych i romantycznych dwudziestych lat XX wieku, tym razem z dziedziny ambulatoryjnej i dotyczące warunków pobytu w Domu Niemowląt. Podobno obok szpitala na Pekinie mieścił się już wtedy „Dom Niemowląt na 30 miejsc”. Według cytowanego już kilka razy sprawozdania Magistratu m. Sosnowca został on ponoć „przeflancowany z Aleji przez p. Michla do trzech ubikacji po dawnem ambulatorjum Huty „Katarzyna” przy szpitalu na Pekinie. Brak jakichkolwiek urządzeń higjenicznych poza temi trzema ubikacjami, służącemi za sypialnię, jadalnię, bawialnię, łazienkę dla 30 dzieci, brak dostatecznej ilości inwentarza i bielizny, stare, połamane, zardzewiałe i zapluskwione łóżka. Oto charakterystyczna cecha Domu Niemowląt z przed 3 lat. Nic dziwnego, że w tych warunkach śmierć święciła swoje tryumfy. Zabrano się do pracy: w 1926 r. zakupiono nowe, wygodne na siatkach łóżeczka, w 1927 r. przeniesiono Dom Niemowląt do oddzielnego budynku, zajmowanego dawniej przez lekarza. Budynek ten gruntownie przerobiono, odnowiono, urządzając w nim kanalizację, wodociągi, pokój kąpielowy itd., podwyższając zarazem ilość miejsc do 40. Ze względu na przepełnienie i stale rosnące potrzeby w 1928 r. zbudowane nowe pomieszczenie dla 80 dzieci, urządzając go według wszelkich najnowszych zasad techniki i higjeny stosowanych zagranicą”. Koniec oryginalnego cytatu. Niezależnie od tych „odkrywczych” wizji poniżej pozwalam sobie zaprezentować ciekawy tekst z Dziennika Polonia z 7 grudnia 1938 roku6/.

Strony: 1 2 3 4 5

Bear