Janusz Maszczyk: Gdy śpiewały nam skowronki… Cz.2 – Dworska droga i Renard


[Źródło: pan Paweł Ptak.
Opis zdjęcia nr 25. Dosłownie prawie ten sam fragment uliczki Piekarskiej co na zdjęciu nr 24, tylko utrwalony z jednego z budynków położonych już na terenie urzędniczych ogrodów Gwarectwa „Hrabia Renard”, ale od strony „Parku Renardowskiego” (obecny Park Sielecki).
Na pierwszym planie urzędnicze ogrody Gwarectwa „Hrabia Renard”, a nie jak na mapie zaznaczono „Dwór” . Po drugiej stronie malutkie, pełne nędzy fornalskie zabudowania.]
Ulica G. Narutowicza, dawna ulica Renardowska, a jeszcze wcześniej Hrabiego Renarda, została dopiero za czasów II Rzeczypospolitej Polski pokryta granitową kostką brukową określaną popularnie jako „kocie łby”. Nazwa brała się stąd, że te kamienie nie były regularnie oszlifowane tylko miały postać bryłowatą. Pojazdy poruszające się więc po takiej wyboistej jezdni, szczególnie konne, mimo woli wyzwalały więc wibrację, a pasażerowie szczególnie ci co byli nań uczuleni, odczuwali nawet zawroty głowy i nudności. Takich niedomagań doznawali również pasażerowie z wyższych sfer – jak ich wtedy powszechnie określano – gdy odbywali swe podróże nawet luksusowymi konnymi karetami. Podobnie tą samą kostką zostały też wtedy pokryte inne uliczki stykające się z nią na wiadukcie kolejowym. Z tym, że uliczka Zamkowa (zwana popularnie przez mieszkańców jako „Polna Droga”) wiodąca jeszcze wtedy w kierunku renardowskich pól, była wybrukowana tylko na bardzo króciutkim odcinku.Zabudowania przy tej uliczce są niezbyt precyzyjnie widoczne na zdjęciu nr 21, po prawej stronie, rozlokowane już poza parowem kopalnianym. Uliczkę tą opiszę w dalszej części tego artykułu pod tytułem jako „Polna Droga”.

****

W okresie II Rzeczypospolitej Polsce, wąską uliczką Gabriela Narutowicza od strony Sielca poprowadzono już w kierunku Katarzyny linię tramwajową (patrz zdjęcie nr 21). Biegła już z odległych Milowic, poprzez Sielec, Katarzynę, aż do samego Konstantynowa. Na sieleckim odcinku niemal od „Ludwika”, aż do samej uliczki Zamkowej (tej z „Renarda”) ,tory tramwajowe były usytuowane tuż, tuż przy samych zabytkowych zabudowaniach kopalnianych i otaczających jeszcze wtedy tę kopalnię murach (patrz pocztówki nr 19 i 20). Dosłownie ta sama linia tramwajowa, jednak już na dalszym odcinku w kierunku Katarzyny, ale dopiero poza uliczką Zamkową z „Renarda”, poprowadzona została już jednak dalej po przeciwnej zupełnie stronie tej samej wąskiej ulicy, aniżeli jak dotąd w sercu samego Sielca. Bowiem w odległości około od 20 do 30 metrów już poza uliczką Zamkową z „Renarda”, nagle łagodnym łukiem zmieniała swoją dotychczasową długą trasę na samym jednak zakręcie ulicy G. Narutowicza. Dalszy więc ciąg torów tramwajowych na tym już pod górkę, ale prostym i niewielkim odcinku bowiem dochodzącym tylko do wiaduktu kolejowego, a wynoszącym zaledwie tylko około 200 metrów, był już usytuowany tuż, tuż przy szerokim chodniku, czyli od strony topograficznie określanego „Renarda”, co wprost doskonale już widać na zdjęciu nr 21. Trasa tramwajowa po tej samej stronie ulicy ciągnęła się już dalej aż do samego Konstantynowa.
Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że moje opisy mogą jednak nie trafiać do świadomości osób, które tych stron nigdy przedtem z autopsji nie widziały, bowiem te tereny w latach 70 i 80. XX wieku został już tak przeorane, a zabudowania usytuowane po dwóch stronach ulicy tak doszczętnie wyburzone, że absolutnie już w niczym, ale to w niczym,ten rejon nie przypomina dawnej zabytkowej z XIX jeszcze wieku dzielnicy. Autor z kolei miał to szczęście, że rejony Sielca i Nowego Sielca pokonywał tysiące, tysiące razy zanim nie podjęto ostatecznych i kuriozalnych decyzji o totalnych wyburzeniach i całkowitej zmianie trasy ulicznej na terenie tych rejonów.
****
Może więc warto w tej sekwencji sentymentalnych wspomnień jeszcze przekazać kolejną ciekawą informację, która współczesnym młodym mieszkańcom Sosnowca i przybyszom jest zupełnie nieznana. Podróż tramwajem, szczególnie na odcinku przykopalnianym z Sielca jak i w trakcie pokonywania już samego zakrętu na dawnym wiadukcie kolejowym, nie należała wówczas do przyjemnych. Wibracje tramwaju niczym w lunaparku były bowiem tak niesamowite a do tego jeszcze tramwaj tak się niemiłosiernie kołysał na wszystkie strony, że stojący pasażerowie, aby nie upaść na podłogę i doznać poważnych obrażeń cielesnych, kurczowo trzymali się zawieszonych poręczy i innych jeszcze zamocowanych w tramwaju uchwytów. A na samym już zakręcie, na wiadukcie kopalnianym, tramwaj wydawał z siebie takie jęki i przeraźliwe zgrzyty, jakby się miał lada moment rozsypać na drobniutkie kawałki.
Powracając jednak do opisów topografii „Renarda”.
-Od północnego – zachodu czyli od strony Nowego Sielca do dawnego „Renarda” zaliczano tylko niezbyt okazałe dworskie zabudowania i fornalskie domy mieszkalne, które były częścią „Dworu”, jakie jeszcze wtedy tu zalegały, ale zaledwie tylko na przestrzeni tuż, tuż poza uliczką „Zamkową”, aż do wiaduktu kolejowego3/.
– Od strony „Parku Renardowskiego”tereny „Renarda” były ogrodzone malowniczym wysokim murem z kamienia wapiennego. Przed tym murem, na pewnym tylko odcinku „Renarda”, od strony północnej stały o różnej architektonicznej zabudowie willowe budynki, przeznaczone wyłącznie dla kadry dyrektorsko – kierowniczej. W ten mur, na górce w „Parku Renardowskim” wmontowana była metalowa wiecznie jednak zamknięta na klucz furtka, z której mogła korzystać tylko kadra dyrektorska i kierownicza, czyli tylko te osoby, które zamieszkiwały w tych willowych przy parku budynkach. Podobno również tym kluczem dysponowały też „urzędnicze kołnierzyki”, czyli urzędnicy i ich rodziny jacy zamieszkiwali też wtedy na terenie „Renarda”, ale w budynkach osiedlowych 4/. Oczywiście, jak to w prozie codziennego życia najczęściej jednak bywa, nie wszyscy urzędnicy korzystali z tego klucza. Inni, mniej zapobiegliwi i niepowiązani prywatnymi układami i nićmi wzajemnych interesów z dyrekcją koncernu renardowskiego, aby dostać się na teren „Parku Renardowskiego” zmuszeni więc byli tak jak inni okazać na portierni specjalną przepustkę.

[Zdjęcie nr 26 z 1956 lub 1957 roku. Zameczek na styku z „Parkiem Renardowskim”. Z tyłu widoczny z kamienia wapiennego mur, o którym wspominam powyżej. Na zdjęciu od lewej: Janusz Maszczyk, Zbigniew B., i już mój nieżyjący przyjaciel z Placu Tadeusza Kościuszki – Adam Zajaś.]


[Źródło: www.fotopolska.eu
Opis zdjęcia nr 27. Okres II Rzeczypospolitej Polski. „Park Renardowski”. W dali Zameczek a po dwóch stronach widoczny kamienny mur jaki odgradzał „Renard” i Zameczek od parku. Na pierwszym planie sztuczny staw w parku.]
W centralnym miejscu tak zwanego „Renarda” usytuowany był od zawsze jak tylko sięgam pamięcią, z wielkimi tradycjami i nie okłamując się wiecznie z nie do końca rozszyfrowaną historią, sielecki „Zameczek”, który nie wiem dlaczego, ale w przeciwieństwie do innych, nie tak jednak wiekowych renardowskich zabudowań, od zawsze jak tylko pamiętam był pokryty prymitywną elewacją, co jest zresztą też doskonale widoczne na pozyskanych poniżej pocztówkach nr 29, 30 i 31. Jego dawna elewacja była bowiem mniej ciekawa niż ta z kamienia wapiennego jaką został współcześnie pokryty. W tej sytuacji tutejsi mieszkańcy i z okolicznych terenów ten obiekt traktowali zawsze jako tylko nic nie znaczący pałacyk, a nie obronny zabytkowy Zameczek.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Bear