Janusz Maszczyk: Dzieje pogońskiego kasyna

Tego typu imprezy kulturalno – oświatowe, jak te wymienione wyżej miały jednak zdecydowanie króciutki żywot. Po pewnym bowiem już okresie czasu ze sceny całkowicie zniknęły nie tylko same jasełka, ale zawieruszyli się też gdzieś ponoć uzdolnieni aktorzy, którzy dotychczas z taką ochotą i publicznie deklarowali swe dawne narodowo religijne ideały. PRL bowiem konsekwentnie i z podniesioną przyłbicą już bezpardonowo wkraczał bowiem na inną ścieżkę ideologiczną, zdecydowanie prosowiecką i antynarodowo – religijną.

* * * *

     Pewnego więc dnia w pomieszczeniach biblioteki zaczęła też nagle funkcjonować, jak to wtedy szumnie na Pogoni określano i nagłaśniano – „czytelnia postępowej prasy”. Mieściła się ona w tym samym pomieszczeniu co biblioteka. W początkowym okresie była w celach propagandowych tylko często i zręcznie obfotografowywana. Propagandowe zdjęcia później umieszczano, jako prawdę obiektywną w lokalnej sosnowieckiej prasie i na kolportowanych wśród załogi fabrycznej ulotkach. Zdjęcia te były jednak z góry zręcznie wyreżyserowane. Ilekroć bowiem obfotografowywano tę czytelnię to na ten cel by stworzyć pozory wielkiego zainteresowania komunistyczną prasą sprowadzano też z innych pomieszczeń Świetlicy różnych osobników, którzy swą obecnością mieli tworzyć tłum ludzi łaknących wielkiej proletariackiej wiedzy. Przyciągniętych osobników najczęściej usadawiano przy kilku stolikach, na podstawionych im uprzednio z wielką pompą i niby życzliwością drewnianych składanych krzesełkach. Zgodnie z zaleceniem fotografa przyjmowali wtedy pozy wyjątkowo skupionych i niby zatopionych w czytaniu podanej im uprzednio „postępowej proletariackiej prasy”. Reporterzy i fotografowie popełniali jednak komedianckie błędy. To było nawet dla mnie jako jeszcze stosunkowo młodego człowieka widoczne. Aby bowiem stworzyć pozory dużej liczby zainteresowanych tą formą ideologicznej komunistycznej wiedzy sprowadzano więc nawet z korytarza stojące tam postronne osoby, czy wręcz nawet wyciągano z innej sali analfabetów – bo i takie kuriozalne przypadki się wówczas zdarzały, którzy w tym czasie brali udział w kursie nauki czytania i pisania.

W tym samym bowiem prawie okresie czasu ruszyły też w „Świetlicy” kursy analfabetyczne, co należy podkreślić z ogromnym jednak uznaniem. Dopiero wtedy naocznie przekonałem się, ku memu zresztą osłupieniu, jaką potężną armię analfabetów, nie potrafiących ani pisać ani też czytać – tylko na samej Pogoni – tworzyli ci osobnicy. Wśród nich jakże wielu było znanych mi doskonale starszych już wiekiem mieszkańców z tej tylko dzielnicy miasta. Dzięki podobnym oświatowym akcjom już w niedługim okresie czasu jednak całkowicie wyeliminowano analfabetyzm, jaki niestety jednak się ciągnął w Sosnowcu jeszcze od czasów zaborów Rosji carskiej.

****

W tym samym czasie, czyli we wczesnych już latach powojennych, pojawiły się też dotychczas mi absolutnie nieznane inicjatywy. Przy Hucie „Sosnowiec” został bowiem powołany klub sportowy, jako filia Klubu Sportowego „Stal” Sosnowiec z Alei Mireckiego. Jak wtedy wszystkie tego typu organizacje sportowe klub miał być wielosekcyjny. Powołano więc do życia sekcje: siatkówki, tenisa stołowego, szachową i koszykówki. W zasadzie z tego wymuszonego tworu, profesjonalnie funkcjonowała wtedy tylko jedna sekcja, a była nią dosłownie tylko koszykówka. Temat wyczynowej koszykówki w tym klubie sportowym jest jednak niesłychanie tematycznie rozległy wiec aby go opisać wymaga już jednak odrębnego artykułu5/. Autor w tym artykule skupi się więc tylko na tym zagadnieniu, które pośrednio ale jednak na trwałe związane było z funkcjonowaniem tej sekcji. Już w pierwszych dniach, gdy zostałem koszykarzem w tej sekcji, to okazało się, ku memu zresztą ogromnemu zdziwieniu, że lokale koszykarskie mieszczą się w nieznanych mi dotychczas podziemiach Kasyna. Dotąd bowiem tylko znałem luksusowe wnętrza Kasyna i podziemia lokalnej kotłowni, która poprzez centralną instalację ogrzewała cały ten budynek. Bywałem tam zresztą jeszcze w czasach okupacji niemieckiej wielokrotnie, co już wyżej zasygnalizowałem. Teraz nagle okazało się, że lokale sekcji koszykówki mieszczą się w kilku hermetycznie zamykanych podziemnych boksach, profesjonalnie wykonanego przeciwlotniczego niemieckiego schronu. Już po pokonaniu w dół kilku schodów aby się dalej dostać, to należało otworzyć specjalnie zamontowane hermetyczne pancerne drzwi. Dalej wiódł wąski na około 2 metry wybetonowany tunel. Po jednej jego stronie, a od strony Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej – jak zapamiętałem – znajdowały się chwilowo niedostępne nam lokale, każdy z nich hermetycznie zamykany pancernymi drzwiami. Po ich udostępnienie okazało się, że te boksy były stosunkowo przestronne. Przypominam sobie, że w jednym z nich mieścił się magazyn sportowy, a w innych: pomieszczenie administracyjne, szatnia, liczne prysznice, z ciepłą, wręcz nawet gorącą i zimną wodą.

[Zdjęcie autora z 2009 roku. Te malutkie okratowane okienka dawnego klubo – herbacianego Kasyna (kraty pochodzą jeszcze z czasów okupacji niemieckiej), to dawne jeszcze okna poza którymi mieścił się jeden z boksów niemieckiego przeciwlotniczego schronu. Jeszcze wiele lat po 1945 roku, od tej strony, w odległości około 20 – 30cm okna były przysłonięte specjalną wysoką i grubą na około 30cm ścianką żelbetową – przeciwodłamkową. Pokrywy, czy pancerne dwuskrzydłowe zabezpieczenia tych okien, były umieszczone we wnętrzach tych schronowych boksów.]

W głównym korytarzu podobnie jak też w każdym innym podziemnym schronie przeciwlotniczym, sufity były specjalnie wzmocnione stalowymi konstrukcjami dwuteownika. Okna zabezpieczone zostały pancernymi dwuskrzydłowymi otwieranymi drzwiczkami. Na zewnątrz przed każdym okienkiem zabudowano z konstrukcji żelbetowej wysokie i szerokie ścianki przeciwodłamkowe. W niektórych pomieszczeniach wisiał jeszcze na ścianach specjalny wojskowy sprzęt przeciwpożarowy, a w jednej z drewnianych skrzyń znalazłem nawet wojskową niemiecką maskę przeciwgazową. Dzisiaj niestety ale już nie pamiętam ile tych pomieszczeń się tam wówczas znajdowało. Oszołomiony bowiem byłem nie tyle samą pancerną konstrukcją tych pomieszczeń, gdyż podobnych na terenie Sosnowca było kilka, ale niesamowitym odkryciem tego pomieszczenia. W pierwszej więc chwili zadawałem sobie pytanie kiedy Niemcy zdołali wybudować te schrony przeciwlotnicze i jak tego dokonali skoro Polacy z Urzędniczego Osiedla Mieszkaniowego z Placu Tadeusza Kościuszki nie mieli o tych budowlach absolutnie żadnego pojęcia. A przecież w tamtej okolicy wraz z kolegami polskiego pochodzenia bawiliśmy się przez okres okupacji niemieckiej niemal całymi dniami. I nikt z nas nic nie dostrzegł, a przecież oczy przynajmniej polskich dzieci w okresie okupacji niemieckiej były zawsze niezwykle szeroko otwarte. Tym odkryciem o tyle byłem jeszcze zaskoczony, nie tylko zresztą sam autor, ale i mój ojciec, gdyż również i on wiecznie ponoć czujny, dyskretny i małomówny, okupacyjny urzędnik z tej fabryki, absolutnie też nie wiedział o tych podziemnych pancernych zakamarkach. To była w pewnym stopniu jak na tamte powojenne lata pewna sensacja dla miejscowych Polaków. Prawdopodobnie schrony przeciwlotnicze były przeznaczone tylko dla nieznanego nam personelu z Kasyna. Możliwe, że również też dla ludności niemieckiej jaka mieszkała w tym od strony Pogoni rejonie, jednak przy Palcu Tadeusza Kościuszki. Stąd zapewne w okresie, gdy je drążono i wyposażano taką tajemnicą owiano ich budowę. Polacy bowiem w przypadku alianckiego nalotu bombowego zgodnie z zaleceniem okupanta niemieckiego mogli się tylko ukryć w prymitywnych piwnicach swoich urzędniczych domów, gdzie stropy wykonane były tylko z drewnianych bali. Aby jeszcze hipotetycznie uspokoić polskie obawy, to w ciągach piwnicznych korytarzy przebito stosunkowo duże otwory, tak, że można się było przez nie przecisnąć z jednego segmentu budynku, do drugiego. Te awaryjne przeciwlotnicze zabezpieczenia jeszcze się zachowały do późnych lat 50. XX wieku. Te piwnice i przekopy były niemieckim darem dla ludności polskiej, ponoć nawet zbawczym panaceum przed ewentualnym alianckim bombowym atakiem lotniczym. Dzisiaj te same piwnice są już w wyjątkowo opłakanym stanie. Stropy w korytarzach piwnicznych, by się nie zawaliły lokatorom na głowę, podparte są obecnie dziesiątkami drewnianych stempli i swym wyglądem żywcem przypominają walące się chodniki górnicze, niż hole piwniczne i boksy kiedyś ponoć ekskluzywnego osiedla urzędniczego, a w czasach okupacji – schrony przeciwlotnicze.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Bear