Janusz Maszczyk: Dzieje pogońskiego kasyna

Otóż. W Kasynie podczas okupacji w utajnionej formie na pewno przebywali bliżej nam Polakom nieznani osobnicy niemieccy, a magazyn mebli był tylko zręczną ich dezinformacją. Jacy tam jednak przebywali niemieccy osobnicy, lub jaka tam wtedy funkcjonowała ukryta przed Polakami niemiecka organizacja, czy formacja wojskowa, to pozostanie to już chyba na zawsze tajemnicą. Całkiem jednak możliwe, że gościli tam wysokiej klasy niemieccy specjaliści z dziedziny wojskowości, gdyż w tym czasie w okolicznej fabryce produkowano wyjątkowo szeroki asortyment wojskowych wyrobów dla Wehrmachtu i Luftwaffe. W wielu przypadkach te produkty zanim trafiły na front do armii niemieckiej, to najpierw były wielokrotnie testowane, a przyjezdni specjaliści z tego co wiem od mojego ojca, wtedy pracownika w tej fabryce, to osobiście przeprowadzali też wielodniowe wizytacje w fabryce i kontrowali jak te produkty są bezpośrednio obrabiane na zainstalowanych tam maszynach. Tematykę tą opisałem stosunkowo drobiazgowo w moim artykule:- „KOCIMI ŁBAMI ULICZKĄ NOWOPOGOŃSKĄ”.

[Zdjęcie autora z 2009 roku. Po prawej stronie dawne Kasyno, całkowicie już jednak przebudowane. Widoczne dwuskrzydłowe metalowe drzwi kiedyś wiodły do podziemnej kotłowni tego willowego kiedyś budynku. Dawniej drzwi były wykonane z drewna, a do kotłowni schodziło się kilkanaście metrów w dół po wyjątkowo stromych schodach. Dzisiaj już nie pamiętam tego dokładnie, ale po jednej ze stron schodów, lub w ich środku,  wmontowane były prowadnice po, których można było swobodnie i bez kłopotu w dół zjechać taczką, czy wózkiem. Koks opałowy dostarczano natomiast do kotłowni wyłącznie z powierzchni klepiskowej podwórka, poprzez ruchome metalowe klapy, które były usadowione w miejscu gdzie obecnie jest widoczny metalowy parkan.] 

****

W dniu 27 stycznia 1945 roku do Sosnowca wkroczyła Armia Czerwona. W przeciwieństwie jednak do innych budynków publicznych i zakładowych, Kasyno nie zostało jednak przez nią zarekwirowane. Mimo, iż przez pewien okres czasu wszystkie wysokiej klasy maszyny z pobliskiej „Rurkowni Huldczyńskiego” były już pośpiesznie demontowane pod nadzorem NKWD i wywożone do Związku Radzieckiego, co w pewnym stopniu doprowadziło do tego, że produkcja w hucie zanim przyspieszyć to raczej kulała. Do wnętrz budynku dawnego Kasyna, dotarłem więc dopiero w 1946 roku, gdy przyjęło już wtedy nową oficjalną nazwę – „Świetlicy Zakładowej Huty „Sosnowiec”. Budynek ten w miarę jednak upływu czasu stopniowo stawał się typowym dla okresu stalinowskiego domem kultury. Identycznym zresztą jak inne tego typu placówki w PRL z rozbudowanym jednak niebotycznie programem ideologiczno – komunistycznym, który zdecydowanej większości Polakom był dotychczas zupełnie nieznany i przez dużą część społeczeństwa również nieakceptowany. Te strukturalne w wielu dziedzinach przemiany nie nastąpiły jednak w tym budynku natychmiast, ale wprowadzano je z wyrachowaniem, wyjątkowo elastycznie, stopniowo i tylnymi drzwiami, niekiedy nawet poprzez kościelną zakrystię. W tym samym niemal czasie „modernizowano” też z duchem czasu, a raczej demolowano dawne urzędnicze salony i zamykano też te pomieszczenia, które w jakimkolwiek tylko sensie mogły się nowym bywalcom kojarzyć z dawną jeszcze niepodległą Ojczyną – II Rzeczypospolitą Polską. W pierwszej kolejności – jak dobrze pamiętam – zlikwidowano więc w holu całkowicie dawne damskie i męskie pomieszczenia z natryskami oraz zamknięto też na głucho wszystkie pomieszczenia do których docierało się z głównego holu na górne piętro dawnego Kasyna. Zmieniono też pospiesznie szyld dawnego „Gabinetu Dyrektorskiego” na „Sekretariat Świetlicy”, itd., itp.  

Odtąd Świetlicą, czy raczej Domem Kultury nie zarządzał już pan dyrektor, tak jak to bywało dawniej, tylko z duchem czasu obywatel kierownik – M. (imię?). Osoba zresztą doskonale znana naszej rodzinie, podobnie jak i jego 3. osobowa rodzina. Małżonka pana kierownika jak pamiętam po pewnym już okresie czasu została mianowana w Świetlicy bibliotekarką. Co ciekawe?… Zaczęła też wtedy funkcjonować tak jak za dawnych przedwojennych jeszcze lat sama biblioteka. Wyposażono ją nawet w kilka tysięcy woluminów pamiętających jeszcze tamte odległe sentymentalne i romantyczne czasy. Do dzisiaj nie mogę jednak rozszyfrować konkretnego ewenementu, jakim cudem te polskie przedwojenne jeszcze księgi przetrwały przez cały okres terroru i jakże krwawej okupacji niemieckiej, by ponownie trafić pod polskie strzechy?… Dzisiaj ogromnie tego żałuję, że nigdy nie dociekałem, gdzie i przez kogo przez te okupacyjne lata były przechowywane. Książki ideologiczno – komunistyczne w tym jeszcze okresie czasu w bibliotece fabrycznej były traktowane jako białe kruki. Nawet ich nie widziałem. Biblioteka w zasadzie nie była licznie odwiedzana, głównie bowiem docierali do niej osobnicy wywodzący się z rodzin inteligenckich. Zresztą już niedługo! Wszystkie bowiem książki z okresu przedwojennego, pewnego dnia zostały zapakowano do worów i przygotowano je do spalenia. Na półkach pozostały więc już tylko nieliczne „postępowe arcydzieła” ideologiczno – komunistyczne i tolerowane przez władze dawne jeszcze niektóre dzieła. W ten sposób nagle ogołocona biblioteka w konsekwencji prawie zamarła. Dzięki wyjątkowemu zbiegowi okoliczności i oczywiście wyjątkowej też znajomości, udało się jednak autorowi i jego bratu przed nieuchronnym spaleniem, uratować i to w ostatniej niemal chwili, dosłownie tylko dwie książki. Były to niezwykle popularne książki Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego ze znakomitego zresztą podróżniczego cyklu: Cuda Polski – „Puszcze Polskie” i „Polesie”… Tego znienawidzonego przez komunistów polskiego pisarza cudem uratowane książki niestety ale już wtedy nie były w najlepszym stanie. Zdobią jednak do dzisiaj na honorowym miejscu moją domową bibliotekę i gdy na nie patrzę już starczymi oczami to podświadomie przypominają mi się tamte jakże zakłamane i zwariowane czasy…

****

Jeszcze w tym czasie, podobnie jak na całym terytorium PRL, stwarzano pewne pozory harmonii i braterstwa narodowego, w duchu jeszcze przedwojennej Polski. Temat dzisiaj doskonale zresztą znany, wystarczy tylko zerknąć do historycznych publikacji, czy skorzystać z przekazów internetowych. O szerokiej gamie publikacji książkowych to nawet już nie wspominam. Przez pierwsze więc lata powojenne, gdzieś do 1949 roku, w „Świetlicy” odbywały się też corocznie Świąteczne Jasełka Bożonarodzeniowe, w których gremialnie brały udział dzieci ze wszystkich środowisk społecznych, a wyróżnionymi gośćmi bywali też księża z kościoła – rzymskokatolickiego, dyrekcja z „Rurkowni Huldczyńskiego” i sekretarze partii z komunistycznych organizacji PPS i PPR, a później nawet z PZPR z tego samego zakładu pracy przy ulicy Nowopogońskiej. Przypominam sobie, że jedno z takich występów odbyło się już w 1946 roku, z okazji obchodów rocznicy 1 Maja. Byłem jednym z dziecięcych „aktorów” wystawianej wtedy sztuki pod tytułem „O krasnoludkach i sierotce Marysi”. Pod względem sceniczno – organizacyjnym samą imprezę przygotowywano w „Świetlicy”, ale już same występy artystyczne miały się odbyć zaraz po zakończonej manifestacji pierwszomajowej w jednej z hal produkcyjnych w pobliskiej „Rurkowni Huldczyńskiego”. Aby zachęcić pracowników do licznego udziału w pochodzie 1 Maja, metodą plotkarską poinformowano więc już ich wcześniej, że zaraz po pochodzie pierwszomajowym odbędą się najpierw występy dziecięce, a później dyrekcja fabryki z tej okazji zafunduje też wszystkim widzom darmowy obiad. W rezultacie prawdziwą sensacją stały się nie tyle nasze dziecięce popisy, ale zakupione już wcześniej przez dyrekcję Huty „Sosnowiec” na ten cel cielę, z której to ponoć mięso pojawiło się później na ściągniętych ze stolarni fabrycznych stołach. Kiedy więc wygłodniałych dorosłych widzów i przemycone też przez niektórych pracowników ich niedożywione dzieci, już po występach poczęstowano tym hrabiowskim darowanym mięsnym obiadem, to burzliwych oklasków radości i niekrytego entuzjazmu nie było widać końca. Bowiem pierwsze lata po 1945 roku, mimo powszechnego dostępu do pracy i upadku bezrobocia, dla wielu jednak obywateli z naszej Ojczyzny były dalej pełne biedy i drżącego z głodu żołądka.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Bear