Janusz Maszczyk: Czasy godności i honoru

Z drugiej strony już po upadku samego tylko powstania styczniowego, aż 12 000 Polaków zesłali Rosjanie na katorgę. Kolejnych 40 000 powstańców i osób oskarżonych o wspieranie powstania zesłano na Sybir i na Kaukaz. Równocześnie skonfiskowano 1780 majątków, z tego 1600 w samym tylko Królestwie Polskim. W rezultacie majątki te właściwie za darmo zostały przekazane w ręce Rosjan i kolaborujących z Rosjanami innym osobom. Jak wspomina pan Stanisław Andrzej Radek tylko w roku 1910, w samym Zagłębiu Dąbrowskim zaaresztowano i osadzono w więzieniach w Łęczycy, Piotrkowie i Łodzi, aż 300 osób. „Drugie tyle prawie musiało emigrować za granicę, na tułaczkę i gorzki chleb emigracyjny”. Represje w samym tylko Zagłębiu Dąbrowskim dosięgły takie mrowie osób, że trudno się nawet dziwić, że Polacy w tym czasie podejmowali walkę z caratem. Poniżej podaję więc tylko jako przykład wykaz Polaków z samego tylko Zagłębia Dąbrowskiego jaki ich los spotykał za to tylko, że domagali się poprawy bytu socjalnego oraz wolnej i niepodległej Ojczyzny.

[Wykaz Polaków z Zagłębia Dąbrowskiego represjonowanych przez Rosję carską od 1894 – 1914 r. Tytuł w cytowanej książce brzmi: „Członkowie Stowarzyszenia b. Więźniów Politycznych Zagłębia Dąbrowskiego”.

Wykaz opublikowano w książkowym wydaniu pana Stanisława Andrzeja Radka, „Rewolucja w Zagłębiu Dąbrowskim 1894-1905-1914”, Sosnowiec 1929 r.].

Aby jako tako żyć potrzebne są jednak pieniądze. Józef Mirecki podejmuje więc natychmiast zatrudnienie w tamtejszym eldorado naftowym, w znanym nam starszym już wiekiem Polakom w galicyjskim zagłębiu naftowym w Borysławiu. Tam pracując podejmuje też równocześnie naukę. Zdaje nawet egzaminy na wyższy kurs w Krajowej Szkole Górnictwa i Wiertnictwa. Równocześnie odbywa też w dniach 22 czerwca do 22 września 1901 roku praktykę w kopalnianej w firmie Mikucki – Perutz. Mimo zaliczenia nauki i praktyki, a nawet bezproblemowego zdania końcowych egzaminów, pracy zawodowej jednak nie podejmuje.

W 1901 roku obawiając się, że zostanie zmuszony do odbycia służby wojskowej, potajemnie więc ucieka z Borysławia i po zatarciu śladów dociera do znanego mu doskonale Radomia. Niektórzy publicyści jednak twierdzą, że powodem wymigiwania się od służby wojskowej było zatarcie za sobą wszelkich „śladów swojej nielegalnej działalności w Zagłębiu Dąbrowskim, a zarazem zdobycia wykształcenia wojskowego”2/.

W wyniku decyzji wojskowej komisji trafia do batalionu saperów leib-gwardii w Petersburgu. W carskim wojsku nie służy jednak zbyt długo, bowiem już 2 marca 1902 roku zostaje w koszarach wojskowych aresztowany. Podobno dokonuje tego tajna policja – Ochrana, na skutek toczącego się od wiosny 1901 roku poszlakowego śledztwa „w sprawie 168 osób”. Józef Mirecki w toczącym się śledztwie jest bowiem posądzony o przynależność do konspiracyjnej i nielegalnej organizacji PPS oraz szerzenie wśród polskiego społeczeństwa buntu na terenie naszego Zagłębia Dąbrowskiego. W końcowej fazie rozprawy zostaje jednak przewieziony z Petersburga do Piotrkowa. Tam zgodnie z decyzją płk. L. Uthoffa, naczelnika gubernialnej żandarmerii w Piotrkowie w dniu 6 maja 1902 roku trafia za kratki do więzienia. W więzieniu jako wyjątkowo niebezpieczny Polak wielkiego cesarstwa rosyjskiego, przebywa cały czas samodzielnie w izolatce. Podobno w piotrkowskim więzieniu wobec wszystkich osadzonych tam Polaków stosowano metody wyjątkowo rygorystyczne. Więźniowie bowiem przez cały dzień byli umieszczani w wilgotnych i nieoświetlonych celach. Po pewnym czasie do izolatki Józefa Mireckiego przydzielono jednak drugiego więźnia – pana Stanisława Piątkowskiego. Podobno w tym czasie Józef Mirecki czterokrotnie widział się ze swoją mamą i aż sześć razy z bratem Wiesławem.  W toku toczącego się śledztwa, chyba zgodnie z przyjętą wcześniej formą taktyki, kategorycznie jednak wszystkiemu zaprzecza i  nie przyznaje się też do żadnych zarzucanych mu czynów, w tym również do przynależności – do patriotycznej Polskiej Partii Socjalistycznej.

7 kwietnia 1903 roku zostaje nagle z Piotrkowa przewieziony do więzienia w Radomiu. Podobno w Radomiu warunki pobytu w celach były jednak jeszcze znacznie gorsze od poprzednich. W rezultacie dochodziło więc tam do licznych szykan i konfliktów, pomiędzy „klawiszami” a polskimi więźniami. W wyniku rozprawy przed sądem carskim, w lutym 1904 roku Józef Mirecki zostaje skazany na zesłanie syberyjskie. Z powodu jednak nagłego wybuchu wojny rosyjsko – japońskiej, osądzony już wyrok zostaje jednak przez carski sąd nagle anulowany. Carat bowiem w tym czasie na gwałt potrzebując „mięsa armatniego”, ku zdziwieniu więc i zaskoczeniu Mireckiego, proponuje się uwięzionemu Polakowi wstąpienie na ochotnika do zaborczej armii rosyjskiej. Zdecydowana odmowa zakończyła się zesłaniem na północ Rosji do guberni ołonieckiej. Według pana Leonarda Dubackiego ponoć Mirecki pisał tak o tym wydarzeniu: -„19 kwietnia 1904 roku w towarzystwie różnych opryszków wyjechałem z Radomia. Podróż trwała miesiąc. Pierwsze trzy miesiące mieszkałem w wiosce, później przeniosłem się do Wytiegry, gdzie zastałem kilku zesłańców. Był pomiędzy nimi i taki, który mniemał, że PPS to właśnie narodowa demokracja, w której głównymi działaczami są… ogoleni księża! – i, że jedyną partią socjalistyczną jest ‘Proletariat’. O ile umiałem – tłumaczyłem, jak rzeczy stoją, i broniłem –zdaje się z dobrym skutkiem – żądania Niepodległości”.

Pobyt na zesłaniu w mroźnej i zasypanej  śniegiem miejscowości Wytiegra odbywał się jednak w bardzo trudnych dla Mireckiego warunkach. Więźniowie, by jako tako żyć musieli bowiem na swe utrzymanie mieć pieniądze. Nie otrzymywali bowiem od tamtejszych władz absolutnie żadnych darmowych posiłków. Przez kilka długich jak lata miesięcy, ku swej rozpaczy, Józef Mirecki nie może więc absolutnie znaleźć żadnego zatrudnienia. Podejmuje więc desperacką ucieczkę! W dniu 16 stycznia 1905 roku za pożyczone od kogoś jakimś cudem pieniądze, pozbawiony paszportu, udaje się konnymi saniami w stronę Petersburga. Droga wśród śniegów jest jednak niemiłosiernie długa, wynosi bowiem, aż 370 wiorst. To jednak Józefa Mireckiego nie zniechęca, ani nie przeraża. Pierwsze 30 wiorst wiezie go wtajemniczony w tę nieprawdopodobną ucieczkowa akcję bliżej jednak nieokreślony we wspomnieniach Mireckiego jakiś włościanin. „Dalej udawałem ‘prykazczyka’, po trzech dobach drogi byłem w Warszawie i, gdyby nie to, że w miejscowości, przez którą miałem przejść, leżały głębokie śniegi, byłbym na czwartą dobę w Krakowie. Wskutek tych właśnie śniegów zmuszony byłem tułać się po znajomych i dalszych krewnych i dopiero 15 marca przeszedłem pas kordonowy”…

W tej to nieprawdopodobnej „podróży” dochodzi jednak do pewnego niezmiernie ciekawego incydentu. Mirecki w trakcie ucieczki z zesłania na pewnym etapie zmuszony jest zatrzymać się w guberni wileńskiej. Ten niecodzienny pobyt spędza u wyjątkowo bogatego ziemianina, prawdopodobnie Litwina o nazwisku Montwiłł, a „któremu właśnie w tym czasie zmarł syn. Wykorzystując ten smutny zbieg okoliczności przybrał nazwisko zmarłego i odtąd w konspiracji występował jako Montwiłł”. Z guberni wileńskiej dociera do okupowanego wtedy przez Austrię – Krakowa. Po wyjątkowo krótkim pobycie w Krakowie, Józef Mirecki, a raczej już pod przybranym nazwiskiem jako Montwiłł, ponownie jednak przekracza granicę austriacko – rosyjską i zjawia się w zaborze carskim. Na tym terenie podejmuje już dalszą walkę z okupantem carskim. W tym czasie, zaczyna już odgrywać coraz to większa rolę w strukturach patriotycznej PPS. Już wówczas jest znanym działaczem, którego jedni określają jako „Montwiłł”, a inni z kolei jako „Grzegorz”. Podobnie jak Józef Piłsudski, popiera akcję tworzenia centralnych oddziałów bojowych o charakterze typowym wojskowym. Jednak do takich akcji niezbędna jest zarówno broń i amunicja oraz środki pieniężne.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Bear