Janusz Maszczyk: Cud czy tylko szczęśliwy zbieg okoliczności

****

W wyniku odszkodowania za doznane trwałe kalectwo otrzymał jednak wówczas taką masę pieniędzy, że w Pińczowie za namową mojego ojca, Ludwika Maszczyka, zakupił 12 mórg ornego pola, które później notarialnie podzielił pomiędzy swe rodzeństwo i rodziców4/. Sobie natomiast nie pozostawił absolutnie nic! Jak się później okazało kilka mórg tego zakupionego pola kryło w swych wnętrzach wyjątkowo drogocenny wapienny kamień, który przez ubiegłe lata w okolicznych kamieniołomach był już wykorzystywany przez artystów do kamiennych rzeźb. Ale o tym niesamowitym odkryciu dowiedzieliśmy się już znacznie, znacznie później, bowiem dopiero po upaństwowieniu tej darowizny. Podobno „wapień pińczowski to kamień o najdłużej w Polsce nieprzerwanej tradycji eksploatacji i wykorzystywany jest w rzeźbie i w architekturze”. Już bowiem zastosowano go w murach preromańskiego kościółka w Wiślicy w X wieku. Wapień, który ponoć popularnie jest zwany „pińczakiem” to kamień o białej lub kremowej barwie, który w miarę upływu lat pokrywa się piękną patyną. Z tego kamienia wzniesione są w Pińczowie i w okolicy liczne przydrożne urocze piękne krzyże i rzeźby sakralne. Podziwiałem te niesamowicie urokliwe rzeźbiarskie dzieła sztuki z moją mamą i bratem wielokrotnie, gdy jako dziecko przebywałem tam jeszcze na wczasach w pierwszych latach po II wojnie światowej, a później w latach 80. XX wieku tymi urokliwymi rzeźbami zachwycała się też moja ukochana żona – Renia. Jak wieść niesie, to podobno ten niezwykły pińczowski kamień zastosowano też do pewnych elementów i rzeźb w „darowanym nam Polakom” przez Związek Radziecki – Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Pińczowski kamień zaraz po wydobyciu jest ponoć wyjątkowo łatwo podatny na rzeźbienie, cięcia można więc nawet wykonywać lekkim, ale ostrym narzędziem. Dopiero bowiem po wielu godzinach od jego wydobycia z ziemi twardnieje jak granitowa skała. Wydobycie jednak tego kamienia przez prawowitego właściciela ze swoich ornych pól i jego dowolna sprzedaż była  jednak za PRL zabroniona. Zakupiona ziemia na terenach Pińczowa została jednak w końcu przejęta przez władze PRL. Poniżej prezentuję stosowany dokument, który został w 1953 roku skierowany do Franciszka Dorosa już po śmierci jego rodzonego brata Stanisława Dorosa i oczywiście też do mojej mamy. W moim domowym archiwum posiadam jeszcze jeden podobny z tamtego samego okresu dokument o przejęciu zakupionych mórg ornego pola przez państwo, który już jednak jest zaadresowany z kolei do mojej babci, Marii Doros. Władze państwowe za wywłaszczone morgi naszej rodzinie w latach 60. XX wieku jednak w końcu coś zapłaciły. Były to jednak jak pamiętam wprost groszowe sumy.

[powyżej akt wywłaszczeniowy z 25.X.1953r.]

     Kopalnia „Kazimierz Juliusz” była ostatnim w dziejach Zagłębia Dąbrowskiego przedsiębiorstwem górniczym, gdyż w dniu 29 maja 2015 roku po wydobyciu na powierzchnię ostatniej tony węgla została bowiem definitywnie unieruchomiona. Według prasowych i telewizyjnych informacji likwidacja tego górniczego zakładu trwała jednak jeszcze do końca 2016 roku, a do 2018 roku nastąpi już ponoć jej całkowita likwidacja.

…………………………………………………………………………………………

Artykuł jest już trzecią jego wersją, tym razem znacznie poszerzoną o nowe pozyskane fakty i zdjęcia. Pierwsza publikacja, bowiem pochodzi z września 2014 roku i ukazała się tylko na portalu Klubu Zagłębiowskiego, którego redaktorką jest Szanowna Pani Ania Urgacz- Szczęsna.

Serdecznie dziękuję panu Tomaszowi Grząślewiczowi za wyrażenie zgody na bezinteresowne opublikowanie dwóch zdjęć.

Bibliografia i przypisy:

 

1 – J. Jaros: Słownik historyczny kopalń węgla na ziemiach polskich, Śląski Instytut Naukowy 1984, s. 64.

2 – Franciszek Doros był w tym czasie zawodowym żołnierzem, adiutantem dowódcy 80 Pułku Piechoty im. Strzelców nowogródzkich w Słonimiu. Jednocześnie w tym samym też czasookresie był etatowych wojskowym pracownikiem Wywiadu II Oddziału Sztabu Generalnego WP w referacie „Wschód”.

3W okresie II Rzeczypospolitej znanym i zarazem największym producentem rowerów była Fabryka Broni w Radomiu. Na główce ramy umieszczony był napis – Państwowe Wytwórnie Uzbrojenia w Warszawie i inicjały F.B. oraz charakterystyczny też rysunek Łucznika, którego twórcą był malarz głównie akwarysta pan Władysław Skoczylas. Fabryka ta produkowała różnego rodzaju rowery. Jednym z nich był model oznaczony numerem 35 (Typ XX Wojskowy). Wujek zakupił rower oznaczony jako Typ XXI, który był repliką wojskowego modelu, pozbawioną jednak specjalnego uchwytu na karabin.

 [Model roweru Łucznik” oznaczony numerem 35 (Typ XX Wojskowy) ze specjalnym uchwytem na karabin.]

4 – Jedna morga uprawnego pola = mniej więcej 1/2 dzisiejszej powierzchni 1 hektara

5Wspomnienia własne i rodzinne.

Uprzejmie przypominam, że wszystkie artykułu autora jak do tej pory są publikowane bezinteresownie. Z tego tytułu nie korzystałem więc dotąd nigdy i nie czerpię też nadal żadnych korzyści materialnych, ani też innych jakichkolwiek profitów, poza satysfakcją autorską.

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana w systemach przetwarzania lub odzyskiwania danych, ani przekazywana w jakiejkolwiek postaci elektronicznej, odbitki kserograficznej, nagrania lub jakiejkolwiek innej bez uprzedniej pisemnej zgody autora tego artykułu.

 

Katowice,  kwiecień 2018 rok

 

                                                                      Janusz Maszczyk

Strony: 1 2 3 4

Bear