Janusz Maszczyk: Cud czy tylko szczęśliwy zbieg okoliczności

Jeden z tych lekarzy ponoć wtedy z ogromną powagą i nieukrywanym smutkiem nawet oświadczył jego przerażonym rodzicom, mamie i ojcu, a mojej babci i dziadziusiowi, że tylko modlitwa i cud Pana Boga, mogą ich synowi uratować życie. Co było jednak w tej drogowej katastrofie zastanawiające?… Rower w wyniku tego wypadku został całkowicie zmiażdżony, podobnie jak rozerwana została też na strzępy umocowana na rurce skórzana teczka oraz zrolowany urzędniczy garnitur i biała urzędnicza koszula, które tkwiły na bagażniku. Ocalał tylko, bowiem nie został nawet absolutnie uszkodzony znajdujący się w tej skórzanej teczce malutki, bowiem o wymiarach 15 x 20 cm obrazek z Matką Boską Częstochowską. Nie uległo więc nawet stłuczeniu szkło, ani nie zaobserwowano też ani jednej rysy na gipsowej kolorowej ramce otulającej ten obrazek. Wujek po wielu miesiącach leczenia w końcu powrócił do zdrowia, jednak pozostał już do końca swego życia bardzo poważnie okaleczony. Po dojściu do siebie, kiedy się już mógł jako tako poruszać, to za zaleceniem lekarzy korzystał wielokrotnie z sanatoriów. Podobno niekiedy jego towarzyszami w sanatoriach byli też koledzy z tej samej dyrekcji i z kopalni Niemce. Posiadam w moich dokumentach rodzinnych kilka zdjęć z tych przedwojennych uzdrowisk, ale niestety są skąpo opisane. Możliwe więc, że ktoś po przeczytaniu tego artykułu rozpozna w nim swoich znajomych, a może i bliskich ze swojej rodziny. Oto poniżej te unikatowe zdjęcia.

[Zdjęcie powyżej. Mój wujek – Stanisław Doros, stoi w drugim rzędzie, pierwszy od lewej strony, obok osoby w kapeluszu.]

[Zdjęcie powyżej. Mój wujek – Stanisław Doros – w trzecim rzędzie stoi jako czwarty od lewej strony (bez nakrycia głowy). Powyższe dwa zdjęcia pochodzą z okresu II Rzeczypospolitej Polski. Opis zdjęcia na odwrocie – „IWONICZ – ZDRÓJ „EXCELSIOR”.]

[Zdjęcie powyżej nie zostało opisane. Po ubiorze można jednak snuć domysły, że są to jednak też sanatoryjne pobyty w okresie II Rzeczypospolitej Polski. Na odwrocie zdjęcia są trzy odręczne wręcz kaligraficzne podpisy, które by świadczyły, że osoby te wielokrotnie już je dokonywały. Prawdopodobnie więc można przyjąć, że byli to urzędnicy. NN, Franciszek Kuźnia, H. Mierzwiński.]

****

     Znaczny rozwój tej starej osady górniczej zahamował już jednak wybuch II wojny światowej. Kazimierz Górniczy podobnie jak i inne miejscowości z Zagłębia Dąbrowskiego został bowiem wtedy wcielony organizacyjnie do III Rzeszy Niemieckiej. Kazimierz Górniczy w okresie okupacji niemieckiej nosił nazwę Kasimir bei Sosnowitz. Z kolei już połączone kopalnie “Kazimierz” i „Juliusz” podlegały Głównemu Urzędowi Powierniczemu Wschód. Po 1942 roku przejął je we władanie pruski koncern Prussische Bergwerksund Hutten – AG Preussag.

     Przez cały okres okupacji niemieckiej mój wujek, który doskonale znał język niemiecki, to dalej jednak pracował w księgowości. Przypominam sobie, że wielokrotnie wówczas by wykonać nałożone nań dodatkowe zadania, to ogromne płachty zanotowanego urzędniczego papieru przywoził też wtedy do swego rodzinnego mieszkania na Katarzynę. W takich roboczych dniach, to w mieszkaniu moich dziadków, już czuło się specyficzny zapach palonego tytoniu. Papierosy jednak wykonywał sam. Zakupiony bowiem tytoń umieszczał w bibułce, a końcowy efekt w postaci papierosa uzyskiwał w specjalnej maszynce do kręcenia papierosów. W tym celu w sklepie, lub po znajomości kupował wyłącznie tylko tytoń i bibułkę solali, bowiem – jak mawiał – „w bibułce solali to najlepiej się pali”. Takim domowym sposobem wykonany już papieros dopiero umieszczał w fantazyjnie wygiętej rurce określanej jako „fifka”, lub „lufka”. Najczęściej więc w trakcie odwiedzin moich dziadków, gdy widywałem go wieczorem, to był wtedy niezwykle zapracowany, z nieodłączną jednakszklaną „lufką” w ustach oraz z zawieszonymi nisko na nosie okularami, jak klęcząc na poduszce leżącej na krześle, coś tam w rozłożonych na całym stole płachtach dokumentów poprawiał, coś tam podkreślał, a niekiedy i wygumowywał. Podobno zakres pracy był wówczas już tak niewyobrażalnie obszerny, że w zasadzie prawie nigdy nie był w stanie jej sprostać w samym tylko biurze, zaliczał więc też pracowicie nie tylko tygodniowe wieczorne pory, ale nawet od samego rana dla innych też wtedy wolne niedziele. Bowiem niewywiązanie się z obowiązku mogło być wówczas potraktowane przez okupanta niemieckiego jako przejaw sabotażu. A za sabotaż to karało się wtedy śmiercią, a szczęśliwców kierowano do obozu koncentracyjnego, który w większości przypadków też kończył się śmiercią. Pamiętam, że posiadał ogromne zbiory znaczków z całego niemal świata, które były tematycznie wklejane do specjalnych albumów. Dzięki tym znaczkom już jako dziecko poznałem więc wiele egzotycznych krajów, oczywiście w ogromnym uproszczonym opisie. Jednak tak zdobytą wiedzą imponowałem na podwórku nie tylko moich koleżankom i kolegom, ale wprawiałem nawet w osłupienie niektóre nauczycielki ze szkoły podstawowej. Przypuszczam, że wobec mnie i mojego brata czuł jednak jakieś głębsze rodzinne uczucia, gdyż wielokrotnie w czasie okupacji niemieckiej i po 1945 roku, aż do śmierci, wielokrotnie niby tylko przypadkowo, ale jednak wychwytywał nas spośród bawiących się kolegów na podwórku przy Placu Tadeusza Kościuszki i w trakcie ciekawych pogawędek częstował nas wtedy cukierkami, a na zakończenie jeszcze wręczał nam w torebce papierowej, zwanej „tytką” sporą ich ilość „na później”.

****

Jak pamiętam, to mój wujek był kulturalnym i niezwykle inteligentnym człowiekiem. Jako kawaler przez całe swe życie zawsze też mieszkał z rodzicami w jednym z budynków osiedlowych Huty „Katarzyna” (po 1945 r. Huta im. M. Buczka). Utrzymywał jednak niezwykle towarzyskie kontakty ze środowiskami kulturotwórczymi, szczególnie z sosnowieckimi muzykami i śpiewakami, o czym nawet świadczą odziedziczone po nim zdjęcia. Był też rozkochanym fotografem, stąd w moich zbiorach posiadam co najmniej kilkadziesiąt jego starych jeszcze przedwojennych zdjęć. W okresie II Rzeczypospolitej bardzo dużo podróżował po Polsce. Jednak szczególnie kochał wprost nieograniczoną tęsknotą miłości nasze Zakopane i jego okolice, co też z pasją utrwalił aparatem fotograficznym na wielu zdjęciach. Posiadał też jak na tamte czasy sporą prywatną biblioteką. Część jego przedwojennych bibliofilskich zbiorów już po jego śmierci, trafiła też pod moją strzechę, teraz powiększone przeze mnie i moją żonę o nowe zakupy, liczą już w bibliotece kilka tysięcy woluminów. Był wyjątkowo nieśmiały. Po wypadku na jego ciele pozostały widoczne zniekształcenia kręgosłupa i szczęki oraz znacznie też wystająca łopatka. Możliwie więc, że to było głównym powodem iż na wielu fotkach prawie zawsze stoi z tyłu za innymi pozującymi do zdjęcia. Był jednocześnie człowiekiem niesłychanie dobrodusznym i kochającym braterskim uczuciem szczególnie moją mamę. Nota bene niezwykle religijną i już wtedy dyplomowaną katechetkę religii rzymskokatolickiej. Dlatego jak przypuszczam, to właśnie jej za swego jeszcze życia – biorąc pod uwagę opinię swoich rodziców – a nie innym z rodzeństwa, podarował ten niezwykły cudowny obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej, który jak zawsze twierdził uratował mu życie. Ten cudowny obrazek przetrwał w naszej rodzinie kilkadziesiąt lat. Zaginał jednak w 1996 roku w trakcie likwidacji mieszkania po nagle zmarłej mojej mamie. Do dzisiaj nie potrafię sobie racjonalnie odpowiedzieć jak jednak do tego mogło dojść. Możliwe, że tą nagłą śmiercią, tak bliskiej mi osoby, byłem wówczas tak potwornie przerażony, że gdzieś w trakcie sprzątania mieszkania ten cudowny obrazek jednak zawieruszyłem. Do dzisiaj nie mogę więc sobie tego darować. Wujek – Stanisław Doros – ukochany braciszek mojej mamy, spoczywa na sosnowieckim „Cmentarzu Pekińskim” w jednym grobie z moimi rodzicami. Tego sobie życzyła i o oto też prosiła jeszcze przed swą śmiercią moja mama. Życie mojego wujka, mimo widocznego kalectwa, było jednak tak bogate i tak różnorodne, że w tym króciutkim artykule nie jestem tego w stanie wszystkiego szczegółowo opisać czego dokonał. Mimo tego, że żył zaledwie tylko 48 lat.

Strony: 1 2 3 4

Bear