Janusz Maszczyk: Był sobie Plac Schoena…

[Zdjęcie 27 z 2008r. Budynek Chemiczna 12/IVA,12/IVB. To podobno w tym budynku, na parterze (5 kolejnych okien – framugi w kolorze białym), mieszkał kiedyś bohaterski i legendarny inspektor sosnowiecki Armii Krajowej pan por. Stefan Nowocień. Opiewany przez Juliusza Niekrasza i p. pułkownika AK – Zygmunta Waltera Jankego (późniejszego gen. brygady) w wielu powojennych publikacyjnych i ogólnodostępnych kartach wspomnień.

W dali widoczne z XIX wieku zabudowania fabryczne, które już niestety nie istnieją. Zostały bowiem wyburzone kilka lat temu.]

     Dlaczego jednak o tym incydencie z takimi szczegółami wspominam?… Ano tylko dlatego, iż kłóci się on z wersją publikacyjną z Dziennika Zachodniego, że pani Nowocień w dniu 7 grudnia 1943 roku, niemal zaraz po aresztowaniu męża w swym mieszkaniu popełniła samobójstwo poprzez zażycie cyjanku potasu. Tę nieprawdopodobną zagadkę, z oczywistych powodów starałem się więc rozwikłać. Czyniłem więc starania by nawiązać kontakt z panem Leszkiem Nowocieniem, podobnie zresztą jak i mój brat. Zatelefonowałem więc z Katowic do fabryki kaliskiej, w której ostatnio pan inż. Leszek Nowocień był zatrudniony. Niestety podany przez pracownicę z Działu Kadr numer jego domowego telefonu, całymi dniami głucho jednak milczał. Ponownie więc zatelefonowałem do Kalisza, czy czasem nie podano mi nieprawdziwego telefonu. Wówczas to kierowniczka z kaliskiego Biura Kadr stwierdziła, że już kilka lat temu gdy pan Leszek odchodził na rentę, lub emeryturę, to już wtedy niestety, ale nie cieszył się zbyt dobrym zdrowiem. Był ponoć nawet ciężko chory. W tej sytuacji w latach 2007 – 2009 kilkakrotnie publicznym autobusem linii numer 154 docierałem z Katowic do „Placu Schoena”. Starałem się bowiem w miejscu jego urodzenia dalej tę niesamowitą zagadkową, czy zagmatwaną tylko sprawę, do końca jednak wyjaśnić. Bowiem nie dawała mi absolutnie spokoju. Pewnego dnia, jak mi wskazali mieszkańcy z tego osiedla, w końcu jednak dopadłem ponoć jedynego jeszcze najstarszego i żyjącego tu mieszkańca z „Placu Schoena”. Reszta to już byli ponoć ludzie przyjezdni z pobliskich i odległych stron, lub pochodzący z przeprowadzki po masowych wyburzeniach jakich dokonywano na Środuli w latach 70. XX wieku. Tym mężczyzną, który mógł coś jeszcze dodatkowego i konkretnego wnieść do tej zagadkowej sprawy był wtedy w znacznie już podeszłym wieku mężczyzna. W pierwszej chwili wydawało mi się, że trafiłem nawet na wyjątkowo szczęśliwą okazję, gdyż tą osobą był jeszcze dawny gospodarz schoenowskiej ujeżdżalni koni, a raczej już z hali sportowej KS „Włókniarz”, gdzie autor uprawiał sport wyczynowy w latach 40. i 50. XX wieku. W trakcie przeprowadzonej sentymentalnej rozmowy na ławce podwórkowej obok ceglastego budynku, gdzie kiedyś mieszkali państwo Nowocień  okazało się jednak, że ta osoba już w 1940 roku została zesłana na tak zwane „przymusowe roboty” do III Rzeszy Niemieckiej. Do Polski z wygnania powrócił więc dopiero po 1945 roku, ale zmuszony był osiąść na Środuli, a nie w swoim dotychczasowym mieszkaniu przy „Placu Schoena”, gdyż jego przedwojenne jeszcze mieszkanie było już wtedy zajęte przez nieznanego mu lokatora. Poza znajomością  państwa Nowocień i wskazaniem miejsca ich zamieszkania, to jeszcze sprzed 1940 roku, nic nowego więc nie mógł wnieść do sprawy. Ciekawe, czy tę niesamowitą zagadkę, podobnie jak wiele jeszcze innych z okresu okupacji niemieckiej będziemy jednak dzisiaj jeszcze w stanie wyjaśnić?… Mimo woli ta wyjątkowo jednak zagmatwana sprawa budzi też wiele jeszcze innych pytań?… Dlaczego pan Stefan Nowocień, jako szanowany i ceniony przez dyrekcję fabryki kierownik schoenowskiego działu administracyjno – gospodarczego mieszkał w niekomfortowym budynku typowo robotniczym, a nie w bardziej luksusowo usytuowanych, typowych urzędniczych budowlach, położonych w głębi „Placu Schoena”- w pobliżu ulicy Będzińskiej?…

     Dlaczego taka wielka postać akowskiego ruchu oporu w Sosnowcu nie została jak dotąd w ogóle upamiętniona żadną konkretną tablicą pamięci na „Placu Schoena”, w miejscu jego zamieszkania i aresztowania?… Po prostu po znanym bohaterskim człowieku, który przecież przez wiele lat mieszkał na tym schoenowskim osiedlu i poniósł śmierć za Naród i Ojczyznę zapadła grobowa cisza zapomnienia! O powyższej zagadce i braku tablicy pamięci jeszcze w roku 2008 i kilka razy później, ze szczegółami powiadomiłem telefonicznie jednego ze znanych mi sosnowieckich działaczy Światowego Związku Żołnierzy AK… Jednak odpowiedzią na me sugestie i pytania jest tylko głuche i tajemnicze milczenie… Co jest tego powodem?…

****

     Kolejna zagadka jest z kolei związana z osobą Komendanta Śląskiego Okręgu AK, jeszcze wtedy p.pułkownika Zygmunta Waltera Janke (później gen.brygady). Otóż pan Walter Janke w swych kilku publikacjach z lat 80. XX w. z dużą dozą sympatii wyrażał się też o rodzinie Schoenów. Twierdził nawet, że dysponował specjalnie wręczonym mu kluczem do korzystania z okupacyjnej „meliny”. I to ponoć z „meliny” usytuowanej w ich prywatnych pałacowych pomieszczeniach. Nie podaje jednak konkretnego miejsca, gdzie ta „melina” się wtedy w pałacowych pomieszczeniach znajdowała. Aby tego tematu teraz znacznie już nie rozbudowywać warto jednak wspomnieć, że cała posiadłość państwa Schoen była całodobowo bardzo drobiazgowo strzeżona zarówno przez specjalnie wyselekcjonowanych dozorców jak i umundurowaną oraz uzbrojoną niemiecką straż ochrony przemysłowej – Werkschutz. O utajnionych też niewątpliwie gestapowskich agentach wśród służby pałacowej i gawiedzi osiedlowo – fabrycznej, to nawet już nie wspominam. Należy też wyraźnie podkreślić, że z chwilą utworzenia na pobliskiej Środuli żydowskiego getta ilość penetrujących te tereny gestapowców, policjantów i żandarmerii oraz konfidentów znacznie się zwiększyła. Te tereny były więc wtedy wyjątkowo i całodobowo czujnie strzeżone. A nasza mama już w tym czasie od kilku lat prowadziła nielegalnie tajne i konspiracyjne nauczanie polskich dzieci. W tej sytuacji woleliśmy już nawet na zimne dmuchać… Tak, że w trakcie licznych powrotów z „Cmentarza pogońskiego”, zamiast tak jak dawniej iść do naszego mieszkania na skróty poprzez będzińską furtkę wmontowaną w parkan „Placu Schoena”, to zawsze omijaliśmy tę dawną spokojną i urokliwą trasę wielkim łukiem. Woleliśmy więc nawet znacznie nadrobić drogę, pokonując ulicę Rybną i „Wenecję” aby jednak w miarę bezpieczniej dotrzeć do naszego stałego miejsca zamieszkania, przy Placu Tadeusza Kościuszki. Jaką więc niebotyczną ostrożnością i wieczną czujnością powinien się wtedy kierować Komendant tak wielkiego ugrupowania konspiracyjnego jakim był niewątpliwie Śląski Okręg AK?… I jeszcze dwa ciekawe, ale nie zweryfikowane do dzisiaj pytania?… Po pierwsze. W jakich konkretnie pomieszczeniach pałacu państwa Schoen miał wtedy swą „melinę” Komendant AK i jak się tam poprzez okalający wysoki na 3 metry mur i parkany dostawał? I po drugi. Kto umożliwił nawiązanie kontaktu Komendantowi Śląskiego Okręgu AK z rodziną państwa Schoenów?… Czy tym zagadkowym i tajemniczym pośrednikiem nie był czasem sosnowiecki Inspektor AK pan Stefan Nowocień, sprawujący już wtedy też funkcję kierownika działu administracyjno – gospodarczego w „środulkowej” fabryce Schoena?… Na zakończenie tych rozważań pozostaje też jeszcze jedno zagadkowe pytanie, które zasygnalizowałem już wyżej, a teraz jak przypuszczam warto je jeszcze raz powtórzyć, gdyż ma związek z opisywaną sprawą. Dlaczego sosnowiecki inspektor AK, pan Stefan Nowocień mieszkał z rodziną w takich prymitywnych warunkach, niż inni kierownicy z tej samej przecież fabryki?… Wszak ponoć był nietuzinkowym i cenionym przez państwa Schoen urzędnikiem, gdyż sprawował nawet funkcję kierownika działu administracyjno – gospodarczego… Czy to miało jakiś związek jednak z konspiracją?

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14

Bear