Janusz Maszczyk: Był sobie Plac Schoena…

[Zdjęcie 24 z 2007r. Zdjęcie wykonano już z dawnych bulwarów nadrzecznych zaliczanych też do „Placu Schoena”. Po prawej stronie poza drzewami płynie już w kierunku Placu Tadeusza Kościuszki uregulowana rzeka Czarna Przemsza.]

****    

     Jak już wyżej wspominałem z tym wielkim obszarowo „Placem Schoena” związany więc jestem wieloma nićmi o charakterze rodzinnym i sentymentalno – romantycznym. Nie pora jednak bym wszystkie frapujące z przeszłości historie, w tym jednym, jedynym artykule teraz jednocześnie przytoczył, gdyż zapewne sam tylko ich opis, nie licząc już publikacji zdjęć, przybrałby postać tasiemcowego przekazu. A tego ze względów technicznych na tym portalu nie mogę dokonać. Spośród wielu jak mi się wydaje wątków ,pozwolę więc sobie teraz w drodze subiektywnej selekcji zaprezentować zaledwie tylko kilka wspomnień. Oto one.

     W latach 70. XX wieku całkiem przypadkowo, w wyniku tajemniczo szeptanych informacji, dowiedziałem się, że podczas okupacji niemieckiej w jednym z tych trzech teraz już szarych szeregowo usytuowanych ceglastych budynków, mieszkał wraz ze swoją rodziną sosnowiecki inspektor Armii Krajowej, pan Stefan Nowocień, pseud.: „Prawdzic”, ”Sztygar”. Bardzo zresztą ciepło i z ogromnym też szacunkiem oraz uznaniem wspominają o nim, zarówno były sędzia i prokurator jak i późniejszy adwokat oraz członek Armii Krajowej ze Śląskiego Okręgu AK, pan Juliusz Niekrasz8/, podobnie jak i sam Komendant Śląskiego Okręgu Armii Krajowej, wtedy jeszcze w stopniu p.pułkownika, pan Zygmunt Walter Janke9/. Państwo Nowocień mieszkali, na „Placu Schoena” w sąsiedztwie bardzo bliskiej rodziny autora, w budynku obecnie oznaczonym jako Chemiczna 12/IV A (zdjęcie nr 27; numeracja budynku z 2002 roku). W tym samym czasie, gdy jeszcze pełnił funkcję sosnowieckiego Inspektora AK był też ponoć zatrudniony w leżącej w zasięgu wzroku schoenowskiej fabryce jako kierownik działu administracyjno – gospodarczego. W dniu 7 grudnia 1943 roku – jak to wynika ze współczesnych dziennikarskich publikacji – na skutek dokonanej „wsypy agenturalnej” został aresztowany przez Gestapo. Aresztowany został w swoim mieszkaniu przez zaskoczenie, w trakcie choroby, leżąc do tego jeszcze z gorączką w łóżku. Gestapo już po jego aresztowaniu i założeniu kajdanek, trzymała też cały czas na celowniku jego zrozpaczoną żonę. Jednocześnie w mieszkaniu utworzono tak zwany „kocioł”, by dokonać przez zaskoczenie jeszcze dalszych aresztowań, przynajmniej tych konspiratorów co nieświadomi o grożącym im niebezpieczeństwie zawitają pod ten „spalony” już adres. Pani Nowocień– jak to wynika z publikacji Dziennika Zachodniego – w trakcie utworzenia przez Gestapo zasadzki, ponoć już po uśpieniu swojego malutkiego synka o imieniu Leszek, zażyła silnie trujący w kapsułce cyjanek potasu10/. Śmierć mamy Leszka Nowocienia nastąpiła więc natychmiast. Osieroconym dzieckiem zajęła się więc ponoć dalsza rodzina. Pan por. Stefan Nowocień tymczasem jak to wynika z powojennych już cytowanych powyżej publikacji historycznych został zamordowany w publicznej egzekucji we wrześniu 1944 roku w Tychach.

     Co jest jednak w tej publikacji ciekawe i wręcz nawet niezmiernie też frapujące. Ano to, że po pierwsze z synem inspektora AK panem Leszkiem Nowocieniem, uczęszczał po 1945 roku do tej samej klasy gimnazjalnej III c (Gimnazjum i Liceum ogólnokształcące im. B. Prusa) mój brat – Wiesław Maszczyk –wówczas, gdy ta placówka oświaty funkcjonowała jeszcze wtedy w Sielcu przy ul. Legionów (ceglasty budynek dawnego szpitala). Leszka mój brat wspomina zresztą bardzo miło i z dużą dozą sympatii oraz sentymentu. Leszek – jako bliski kolega klasowy mojego brata jednak nigdy nie wspominał, że jest sierotą i opiekuje się nim tylko jego rodzina. Brat z kolei coś widział o powiązaniach jego rodziny z Armią Krajową, ale to były takie czasy, że na ten temat się raczej ze znajomymi nie dyskutowało.

     Jak już wyżej wspominałem to nasza bardzo bliska rodzina, ze strony mojej mamy, przez cały okres okupacji niemieckiej mieszkała na „Placu Schoena”, a jej sąsiadami byli wówczas państwo Nowocień. Dzisiaj z tej czteroosobowej schoenowskiej rodziny, żyje już tylko mój kuzyn, Zbigniew Doros (dane z 2002r.). Pana Stefana Nowocienia – jak mnie poinformował telefonicznie, to raczej nie pamięta. Natomiast przypomina sobie doskonale jego żonę i ich syna. Absolutnie jednak nie kojarzy żadnych ciekawych okupacyjnych historii związanych z tą rodziną, poza jednym, jedynym incydentem, który mi przekazał w 2008 roku. Podobno mama Zbyszka Dorosa, a moja ciocia, Władysława Doros, bratowa mojej mamy Stefani Maszczyk (rodowe nazwisko Doros), niezwykle kulturalna, bystra i inteligentna osoba, w dniu 28 lub 29 stycznia 1945 roku spotkała na „Placu Schoena”, całkiem zresztą przypadkowo swoją dobrze znaną sąsiadkę z czasów okupacji niemieckiej, a była nią nie kto inna jak właśnie żona sosnowieckiego Inspektora Armii Krajowej pana Stefana Nowocienia, która jak wynika z publikacji Dziennika Zachodniego od roku 1943 miała się już ponoć pożegnać na zawsze z tym światem, po zażyciu kapsułki z cyjankiem potasu. Wówczas, tym spotkaniem moja ciocia nie była jednak absolutnie zaskoczona, ani też zbytnio zdziwiona. Bowiem przez okres okupacji niemieckiej, tak jako sąsiadki z „Placu Schoena”, widywały się wielokrotnie. Pani Nowocień podobno w trakcie tego przypadkowego spotkania z ogromnym wprost żalem opowiadała wtedy mojej cioci, Władysławie Doros, że „ogromnie ubolewa, iż jej mąż Stefan nie doczekał się tej radosnej chwili kiedy armia niemiecka i cały hitlerowski aparat represyjny już opuściły Sosnowiec, gdyż został zamordowany przez Niemców we wrześniu 1944 roku”. Moja ciocia dopiero wówczas dowiedziała się, że pan Stefan Nowocień już od 1944 roku nie żyje. Oczywiście, że wtedy tą niespodziewaną i pełną tragedii wiadomością była niezmiernie zaskoczona. Jednak udało się jej opanować swe uczucia i taktownie o szczegóły śmierci jej męża już dalej panią Nowocień jednak nie dopytywała. Nasza rodzina z „Placu Schoena” nie miała też wtedy absolutnie żadnego pojęcia, że pan Stefan Nowocień podczas okupacji niemieckiej był nie tylko członkiem, ale że również pełnił bardzo ważną funkcję w patriotycznej i narodowej organizacji jaką była wówczas nasza Armia Krajowa. Moja ciocia, natychmiast więc po powrocie do własnego mieszkania, tę nieprawdopodobną i bądź co bądź, ale tragiczną też informację, zaraz po przekroczeniu tylko progu mieszkania swojej rodzinie przekazała. Właśnie świadkiem tego sensacyjnego przekazu był wtedy mój kuzyn Zbigniew Doros.

[Zdjęcie 25 i 26rok 1948, lub 1949 – awers i rewers zdjęcia. Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące im Bolesława Prusa z Sielca, z ulicy Legionów. Uczniowie z klasy IIIc z Gimnazjum. W środku, w pierwszym rzędzie z czapką na kolanach – dyrektor dr Antoni Ledwos, obok matematyk i wychowawca klasy III c z Gimnazjum , pan G. (imię ?)… W pierwszym rzędzie , drugi od lewej strony, brat autora – Wiesław Maszczyk (trzyma pieska). W drugim rzędzie, czwarty od prawej strony, kolega mojego brata – Leszek Nowocień – syn inspektora sosnowieckiego Armii Krajowej, pana porucznika  Stefana Nowocienia, pseud. „Prawdzic”, „Sztygar”.]

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14

Bear