Janusz Maszczyk: Był sobie Plac Schoena…

****    

     Z bulwarami nadrzecznymi, z halą ujeżdżalni koni i fabrycznym parkurem związana jest też kolejna jak mi się wydaje ciekawa historia, którą z zastosowaniem znacznych skrótów myślowych chyba też jednak warto przypomnieć. Dzisiaj napotykam już na duże trudności w ścisłym określeniu dokładnej daty utworzenia na pograniczu Sosnowca i małobądzkiego Będzina niemieckiej Szkoły Konnej Policji. Duża grupa tych niemieckich policjantów miała swą siedzibę w podmurowanych, drewnianych barakach, które były wówczas usytuowane przy ulicy Będzińskiej, pomiędzy elektrownią będzińską, a jedynym wtedy od tej strony wejściem na wielką posesję ciągnącego się „Placu Schoena” (dzisiejsza ul. Śnieżna), mniej więcej gdzieś w okolicy postawionego po 1945 roku Technikum Energetycznego. Te policyjne baraki stały tam jeszcze w styczniu 1945 roku. Przypominam sobie, że w pierwszych miesiącach 1946r. stacjonowały tam jeszcze konne oddziały LWP. Dopiero wówczas wraz z bratem udało nam się powierzchownie, ale jednak poznać ich dotąd niedostępne i tajemnicze zakamarki. Szkoła Niemieckiej Konnej Policji wbrew zwodniczej nazwie, nie rekrutowała się jednak z typowych szkolnych uczniów, lecz z dojrzałych wiekiem niemieckich policjantów. Były to doskonale wyspecjalizowane i wyposażone w sprzęt bojowy policyjne oddziały. Policjanci szkoleni byli do zwalczania i likwidowania w trudnych terenowo warunkach Zagłębia Dąbrowskiego, polskiej partyzantki. Jednak uczestniczyli też w innych szczególnych z punktu widzenia niemieckiego akcjach w samym Sosnowcu, w tym i w masowych selekcjach polskich Żydów na powojennych stadionach KS „Włókniarz” i KS „Czarni” przy Alejach Mireckiego. Ale to temat już tak rozległy, że wymaga odrębnego potraktowania. Jak wspomina mój brat Wiesław Maszczyk:

-„Wielokrotnie widziałem jak ci niemieccy umundurowani policjanci kłusowali na koniach po niezabudowanych jeszcze wówczas wzgórzach, które ciągnęły się od „Cmentarza pogońskiego”, aż do dzisiejszej ulicy Suchej12/. Również wielokrotnie widywałem ich na schoenowskich bulwarach nadrzecznych oraz jak wprowadzali już konie do prywatnej schoenowskiej ujeżdżalni. Przypominam też sobie, że niemieccy policjanci mieli udostępniony dostęp do końskiego parkuru, który mieścił się wówczas na terenach fabrycznych państwa Schoenów na przeciw dzisiejszego mostku łączącego dwa brzegi Czarnej Przemszy, ze żwirową aleją ciągnącą się wówczas aż do ul. Będzińskiej.” (przyp. autora: dzisiejsza ul Śnieżna).

 Jak wspomina jeszcze mój brat:

-„Na tym schoenowskim parkurze widywałem też pięknego konia. Tym koniem był już wtedy schorowany „Dorian”, własność rodziny państwa Schoen. Wielokrotny ponoć zdobywca europejskich pucharów w wyścigach konnych. W tym okresie podobno nie nadawał się już jednak do zawodów sportowych, gdyż doznał trwałej kontuzji. Przez szpary w płocie widziałem jak o tego schorowanego teraz konia (podobno miał kontuzję pęcin) z wielką miłością pieczołowicie dbano. Pewnego dnia stojący wraz ze mną koledzy z „Placu Schoena” twierdzili, że koło mężczyzny czyszczącego tego konia i grupki umundurowanych niemieckich policjantów stoi jeden z wielkich ‘baronów’ rodziny Schoena. Czy to była jednak prawda? Wszak tylko bardzo nieliczni polscy mieszkańcy zamieszkujący „Plac Schoena” mieli możliwość bezpośredniego widywania niektórych członków z tej niesłychanie bogatej rodziny. Prawdą absolutną pozostaje natomiast fakt, że Schoenowie udostępniali konnej niemieckiej policji swą prywatną pobliską ujeżdżalnię koni i fabryczny konny parkur. Te obiekty nawet podczas okupacji niemieckiej były ich tylko wyłączną własnością. Już wtedy jako polski chłopiec, zawsze chorobliwie uwielbiałem konie. Mimo woli zadawałem więc sobie też pytanie? Dlaczego tak pięknego i jak jeszcze był sprawny do jazdy konia, nie zarekwirował sobie komendant tej Niemieckiej Szkolnej Policji? Wszak okupacyjnym łupem stawały się wtedy nawet chude i niedożywione polskie szkapy! Dzisiaj ta sprawa jest dla mnie niezwykle prosto wytłumaczalna. Pozycja rodziny państwa Schoen w niemieckich strukturach okupacyjnych musiała być wtedy jednak bardzo, bardzo, ale to bardzo znacząca. Bo jak znając okupacyjne realia to sobie inaczej wytłumaczyć”.

[Zdjęcie z 2008 roku. Tereny dawnego schoenowskiego konnego parkuru, mieszczące się wówczas poza deskowym parkanem, na terenie fabrycznym.]   

     Autor z kolei przez wiele lata zastanawiał się, jak ta Niemiecka Policja Konna dostawała się podczas okupacji niemieckiej na prywatny przecież  schoenowski fabryczny parkur, który na stosunkowo długim odcinku był ogrodzony wysokim z desek parkanem?… Wszak jak wspominali to członkowie z mojej rodziny, którzy tam wówczas mieszkali i znajomi z „Placu Schoena”, nigdy ich nie widywano w pobliżu głównej portierni fabrycznej, przy bramie na Środulce, jedynego oficjalnie wtedy wejścia poprzez, które można było się dostać na te rozległe tereny fabryczne. A przecież od samej niemal portierni fabryka otoczona była od strony bulwarów nadrzecznych kilkusetmetrowym wysokim deskowym parkanem. Dopiero pod koniec lat 50. XX wieku całkiem przypadkowo odkryłem to tajemnicze przejście. Okazało się, że w pobliżu hali sportowej KS „Włókniarz”(w dawnej schoenowskiej ujeżdżalni koni) w tym ciągnącym się parkanie, tak umiejętnie wtopiono dwuskrzydłową bramę, że dopiero wtedy była widoczna, gdy ją z jakiś powodów szeroko na oścież otwarto.

[Zdjęcie nr 31 z 2007 roku zostało utrwalone z dawnej żwirowej i cichej oraz niezwykle też urokliwych nadrzecznych bulwarów Czarnej Przemszy. Dzisiaj już szeroko udostępnionej dla wszystkich, gwarnej i zaniedbanej asfaltowej uliczki Śnieżnej. Na pierwszym planie dawne bajkowe, kiedyś tarasowe ogródki urzędnicze; w tyle natomiast, po prawej stronie, kiedyś komfortowe urzędnicze fabryczne schoenowskie osiedle; cała po dwóch stronach tej alei okolica zaliczana była kiedyś do „Placu Schoena” i całodobowo strzeżona.]

[Zdjęcie nr 32 z 2007r. wykonano z dawnych bulwarów nadrzecznych. Po prawej stronie przed toczącą swe wody rzeką Czarną Przemszą, a obok widocznej żelbetowej kładki, do 1945 roku nie było nigdy przejścia, gdyż dalej w prawa stronę ciągnęły się już tylko prywatne i strzeżone całodobowo tereny parkowe państwa Schoen. To tutaj właśnie, w tym konkretnym miejscu, w 1947 roku, poprzez dziurę w siatce ogrodzeniowej, autor wraz z innymi koleżankami i kolegami z KS „Włókniarz” dotarł do parku i pałaców Schoena. Obecnie jednak ta okolica już w niczym nie przypomina nawet tej z pierwszych lat 50. XX w. W dali widoczna dawna żwirowa piękna i cienista aleja, zaliczana jeszcze kiedyś do „Placu Schoena”. Dawny romantyczny drewniany mostek, zastąpiono żelbetową kładką.]

 

[Zdjęcie nr 33 z 2007 roku. Nadrzeczna widoczna trasa dla pieszych, pokryta nieestetycznymi płytami żelbetowymi, jeszcze po 1945 roku była terenem całkowicie zamkniętym, gdyż do samej rzeki ciągnęły się urzędnicze trasowo usytuowane ogródki urzędnicze. Natomiast po drugiej stronie rzeki (po prawej stronie) to integralne już tereny zaliczane do parku Schoena. W dali kominy Elektrowni Będzin w Małobądzu.]

****

     Malowniczy fikuśny drewniany mostek jaki wisiał przez dziesiątki lat ponad nurtem rzeki Czarnej Przemszy, już od końca XIX wieku łączył tę żwirową bajkową alejkę ciągnącą się zygzakami poprzez „Plac Schoena” i nadrzeczne bulwary z ulicą Będzińską. Końcowe fragmenty tej alejki to nic innego jak dzisiejsza potwornie już jednak zabiedzona i zatłoczona samochodami i zalana asfaltem uliczka Śnieżna. W końcowym fragmencie tej kiedyś pięknej i cienistej po dwóch tronach alei, tuż, tuż przy ulicy Będzińskiej zamontowana była dwuskrzydłowa drewniana bramka i furtka (furtka po prawej stronie), a obok furtki jeszcze do pierwszych lat 40. XX wieku stała drewniana „stróżówka” kiedyś z wiecznie czujnym stróżem, a po 1945 roku już tylko z wiecznie dosypiającym i chrapiącym dozorcą. Cała widoczna na zdjęciu nr 32 dawna żwirowa aleja jeszcze przed 1945 rokiem była utrzymywana w nieskazitelnej czystości. Po dwóch stronach tej alei rosły gęste i corocznie przycinane przez ogrodnika i jego pomocników ozdobne krzewy. Patrząc na zdjęcie nr 32, po lewej stronie tej kiedyś cienistej alei od zawsze od ulicy Będzińskiej, aż do drewnianego mostku, były umocowane kamienne rynny ściekowe, których zadaniem było odprowadzanie do toczącej swe wody poniżej rzeki Czarnej Przemszy, nadmiar wody jaka się tu bardzo często gromadziła po deszczu lub burzy (patrz zdjęcia 37 i 38). Takie kamienne rynny były instalowane w Sosnowcu najczęściej jednak na podwórkach przydomowych, już w okresie zaborów Rosji carskiej, od drugiej połowy XIX wieku. Jednak tylko na terenie, który był własnością osób niezwykle zamożnych.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14

Bear