Janusz Maszczyk: Alejkami Parku Renardowskiego

Zdjęcie nr 21 z listopada 2018 r. Obecny fragment głównej alei przy zameczku. Dawniej przez dziesiątki lat, dla mnie niemal wiecznie, kończyła jednak swą parkową trasę po drugiej stronie zameczku tuż, tuż przy portierni i bramie, poza którymi były już tylko tereny „Renarda”.

Zdjęcie nr 22 z listopada 2018 roku. Odkryty przez autora fragmencik dawnej głównej parkowej konnej alei. Zdjęcie utrwalone od strony uliczki Legionów od Wawelu w stronę zameczku sieleckiego. W tyle niewidoczny po prawej stronie zameczek.

Zdjęcie nr 23 z listopada 2018 r. Ten sam fragmencik dawnej konnej alei, ale już utrwalony od strony zameczku sieleckiego w stronę uliczki Legionów na Wawelu. Korzystając z wyjątkowej okazji pragnę poinformować, że poniższe rodzinne zdjęcia nr: 30, 31 i 32 zostały utrwalone po lewej stronie tego widocznego fragmenciku alei, czyli od strony „Renarda”.]

[Zdjęcie 24. Zdjęcie rodzinne. Rok 1948, lub 1949. Podwórko przy tasiemcowym dietlowskim osiedlu mieszkaniowym, przy ul. 3 Maja (poza powozem widoczne charakterystyczne stare jeszcze piętrowe komórki). Wynajęty dietlowski konny powóz. Co poświadcza, że jeszcze w tym okresie, dietlowskie stajnie i powozownia przy ul. St. Żeromskiego (opodal dawnej Szkoły Realnej) sprawnie funkcjonowały. Od lewej: Franciszek Doros, NN, Władysława Doros trzyma na rękach córeczkę – Hannę Doros, Zbigniew Doros. Na koźle stangret z dawnej fabryki Dietla.

…..„A były to jeszcze takie romantyczne i sentymentalne czasy, gdy niektórzy pracownicy nie tylko z dóbr renardowskich przemieszczali się po ulicach Sosnowca w zasadzie tylko pojazdami konnymi”…]

****

Jak pamiętam doskonale to pojazdy konne – podczas okupacji niemieckiej – stacjonowały wówczas na terenach „Renarda”, w specjalnie wydzielonej już w XIX wieku części dworskich zabudowa. Bardziej dostojne i wypolerowane do połysku oraz zawieszone na specjalnych gumowych amortyzatorach, zwane popularnie „pańskimi karetami” miały zarezerwowane specjalne stałe miejsca w tak zwanych powozowniach. Tymi ekskluzywnymi konnymi pojazdami, zaprzęgniętymi  przynajmniej w dwa konie, z wystrojonym stangretem na koźle, i za szczelnie zasuniętymi firaneczkami okiennymi, przemieszczali się tylko pracownicy na stanowiskach wybitnie już dyrektorskich. A dobrani stangreci uruchamiali te pojazdy dopiero z chwilą gdy zostali zawiadomieni, że „jaśnie pan” pragnie udać się w trasę… Natomiast powozy służyły już głównie kierownictwu i urzędnikom z koncernu renardowskiego. O ważności i statucie kierowniczym w dobrach renardowskich decydowały więc nawet konne pojazdy. Automobile były bowiem jeszcze wtedy traktowane jako pojazdy proste – sportowe. Przy zaznajamianiu się z tą tematyką musimy bowiem sobie uzmysłowić pewną specyfikę społeczną jaka dominowała w tamtych odległych nostalgicznych latach. To pojazdy konne, a nie samochody (automobile), były w pewnych sferach, nie tylko towarzyskich, ale i zawodowych, traktowane jako przedmioty luksusowe, wręcz nobilitujące osobowość danego człowieka. Takie zjawisko w Sosnowcu było dostrzegane nawet gołym okiem jeszcze nawet krótko po 1945 roku. O różnicach klasowych może zresztą świadczyć bardzo wtedy jeszcze popularne i głośne powiedzenie: -„cóż, że jesteś piękna jak róża, skoro jednak jesteś córką stróża”. Jeszcze przynajmniej do 1948 roku byłe włókiennicze zakłady państwa Dietla wypożyczały więc bezpłatnie swym pracownikom, nie samochody, lecz konne powozy na określone uroczystości rodzinne. Mój ojciec jeszcze w latach 1939 – 1945, kiedy był kasjerem w „Rurkowni Hudlczyńskiego (po 1945r. Huta „Sosnowiec”), gdy jechał do banku po ekwiwalent pieniężny dla pracowników fabrycznych, to korzystał wyłącznie tylko z powozu. Bryczki z kolei przeznaczone były dla osób zatrudnionych na niższych szczeblach zawodowych w hierarchii społeczno – kierowniczej. Inni, a takich niestety była wtedy zdecydowana większość, zawsze przemieszczali się tylko na swoich nogach.

[Zdjęcia nr 25 i 26 wykonane współcześnie. Na zdjęciu 26 – po lewej stronie wśród drzew dawna zabytkowa „Dworska portiernia”. To tą stroną, obok „Dworskiej portierni” przez wiele, wiele lat ciągnęła się kiedyś główna parkowa głównie konna aleja.]

****

Do parku jak już wyżej zasygnalizowałem jeszcze w pierwszych miesiącach po 1945 roku prowadziły dla konnych pojazdów dosłownie tylko trzy bramy: od ulicy Legionów i od zameczku sieleckiego. Chociaż zatrudnieni w koncernie kasjerzy po powrocie z banku z pełnymi już workami pieniędzy, by dostać się na skróty do głównej alei parkowej i portierni przy zameczku, korzystali też z trasy poprzez bramę ale od strony styku dwóch nowosieleckich zaułków, uliczki Dworskiej (a po 1945 r. Pionierów) i Piekarskiej.

Te trzy bramy pedantycznie zawsze zamykali i otwierali dozorujący tam portierzy. Odpowiednio zresztą do tego celu wyselekcjonowani spośród rzeszy chętnych, gdyż ten zaufany wtedy zawód był wysoko ceniony groszowo. Skrzydła bram wręcz ceremonialnie były dopiero wtedy otwierane, gdy już ostatecznie podjechał i zatrzymał się przed bramą określony konny pojazd. Tę niemal pokoleniową ceremonię skrzętnie więc podczas okupacji niemieckiej wykorzystali żołnierze z grupy „Ordona” z Armii Krajowej ze Strzemieszyc, kiedy to dokonali przed jedną z renardowskich bram napadu na pojazd wracający z banku. Łupem zdobyczy padło wtedy kilka worków pełnych niemieckich pieniędzy przeznaczonych do wypłaty załodze kopalnianej. Ale ta historia jest tak rozwlekła tematycznie, że aby ją poznać to należy sięgnąć do artykułu autora: – „ZAUŁKAMI NOWEGO SIELCA cz.2”.

Portiernie parkowe w latach II Rzeczypospolitej Polski i podczas okupacji niemieckiej, po godzinie 18 były zamykane. Nawet dla osób wyposażonych w specjalne przepustki, po tej godzinie – jak głosiły specjalne wywieszki na portierniach – był już „dla osób postronnych niedostępny”. Natomiast od brzasku aż do tej godziny był dozorowany przez specjalnie dobieranych kilku, a w czasie masowych imprez parkowych nawet kilkunastu „stróżów parkowych”. Wyposażonych też w gwizdki, z których oczywiście wielokrotnie korzystali. W części muru od strony ulicy Legionów, o czym już wspominałem, była usytuowana „Kawiarnia Mauvego”. Swym wyglądem architektonicznym korespondowała z obecną kaplicą i plebanią w Nowym Sielcu. Należy uczciwie stwierdzić, o czym już wyżej wspominałem, że zagraniczny zachodni kapitał wiedział jak budować i upiększać swym wyglądem park i jego okolice. Wszystko miało – jak to wspominano i to bez przesady wielokrotnie – harmonizować z otoczeniem. Murki więc oporowe i ozdobne baszty oraz wszelkiego typu inne jeszcze ogrodzenia stawiano w takim miejscu i o takiej konstrukcji architektonicznej, by swym wyglądem upiększały teren i jednocześnie harmonizowały z żywą przyrodą. Stojące do dzisiaj ceglaste wieżyczki (jedna na terenie parku od strony Wawelu, a druga obok zameczku sieleckiego na dawnym „Renardzie) nie są więc jak to niektórzy twierdzą zabytkiem dawnej „twierdzy zameczkowej”. Tylko bryłą architektoniczną wzniesioną w okresie L. Mauve, w których najczęściej instalowano przekaźniki transformatorowe lub urządzenia wodociągowe.

[Zdjęcie 27 z 2007r. Jedna z renardowskich ozdobnych i zabytkowych wieżyczek jaka się zachowała do naszych czasów. Ta stoi na terenie dawnego „Renarda”, a konkretnie, gdzie kiedyś mieściły się zabudowania dworskie.]

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Bear