Janusz Maszczyk: Alejkami Parku Renardowskiego

Istnieje też uzasadnione drugie pytanie, które trudno sobie w trakcie omawiania tego konkretnego tematu jednak nie zadać? Czy w takim razie jego ojciec przez jakiś chociaż czas przynajmniej tam zamieszkał?… Raczej nie, gdyż nigdzie o tym przypadku nikt w tamtych latach nawet nie wspominał. Istnieje nawet uzasadnione przypuszczenie, że nawet w 1856 roku, gdy dobra sieleckie już nabywał to dokonał aktu ich kupna poprzez swych prawników. To przypuszczenie jest o tyle zasadne, gdyż sieleckie terytorium w tamtych odległych zaborczych carskich czasach było przysłowiową „zapadłą na odludziu dziurą”, pozbawioną normalnych zachodnioeuropejskich dróg i jakichkolwiek ośrodków kulturalnych, a samo dotarcie z pobliskiego Śląska do tych „zapomnianych przez Boga terenów” wymagało już nie lada ogromnego wysiłku. Gdyż szmat prawie bezludnej drogi trzeba było pokonać zaprzęgiem konnym. A przecież większość do przebycia ówczesnej trasy, to było drogi typu wiejskiego, pełne bruzd, głębokich kolein i dziur. Szczególnie jednak po stronie zaboru rosyjskiego. Również standard lokali w malutkim, wręcz nawet zapyziałym zameczku sieleckim, pozostawiał wtedy wiele do życzenia, by taki klasy hrabiowskiej bogacz żyjący na co dzień w trudnym do wyobrażenia luksusie przez dłuższy czas na takim odludziu przebywał4/.

****

To nie przypadek więc sprawił, ale realna twarda hrabiowska kalkulacja, że w dobrach Renarda w latach 1856 – 1875 jego interesy będzie reprezentował specjalnie dobrany i zaufany plenipotent i główny inżynier Herman Moebius. To jemu właśnie przypisuje się pierwsze wznoszone inwestycje obok zameczka sieleckiego, czyli zabudowań dworskich, wielkiego wielohektarowego parku oraz wstępnego planowanego jego przestrzennego zagospodarowywania. Na ten cel już wówczas sprowadzano spoza Rosji rzadkie krzewy i drzewostan, wytyczano też rozległe i malownicze polany, a wśród nich  wijące się urokliwe alejki. Mogły o tym świadczyć kilkudziesięcioletnie ogromne w obwodzie pnie co najmniej kilkunastu drzew jakie jeszcze w latach 30. XX wieku rosły na wzgórzu Parku Renardowskiego od strony wschodniej (od strony „Renarda”), w pobliżu ciągnącego się tam muru kamiennego. Na popularnie zwanej „Górce parkowej”. Aby te okazy przyrodnicze osiągnęły aż takie rozmiary, to niewątpliwie ich zasadzenie musiało nastąpić wiele, wiele lat wcześniej. Prawdopodobnie jeszcze za czasów gdy plenipotentem był inż. Herman Moebius (patrz zdjęcia rodzinne nr 2,3 i 4). Te dorodne drzewa padły dopiero pod ciosami siekier, gdy już „modernizowano” park w latach 70. XX w. A w dotąd urokliwie i solidnie zarośniętą „Górkę parkową”, wmontowywano dla celów propagandowych betonową muszlę koncertową wraz z ławkami. Nie trzeba więc nawet zbytnio pobudzać swej wyobraźnie, by dojść do konkluzji jak potężne rozmiary by te drzewa osiągnęły współcześnie, gdyby nie padły pod ciosami siekier. Na ocalałych pojedynczych okazach, jakby na ironię, zawisły obecnie tabliczki informujące, że te ocalały od wyrębu drzewa są – „Pomnikami przyrody”.

[„Górka Parkowa”. Zdjęcia rodzinne nr 2, 3,4 z 1939 roku. Zdjęcie nr 2: po lewej moja mama Stefania Maszczyk (nazwisko rodowe Doros), stojący chłopczyk – mój brat, Wiesław Maszczyk. Zdjęcie nr 3: pierwszy z prawej Janusz Maszczyk. Zdjęcie nr 4: pierwszy z prawej Janusz Maszczyk.]

****

Po nagłej i niespodziewanej raczej śmierci młodego hrabiego Jana Renarda w 1874 roku ogromny majątek w postaci dóbr Modrzejowsko – Sieleckich, z częścią Pogonia – Marynowska, Górą Siewierską, Kluczami i Strzyżowicami przypada już jednak kolejnym dziedzicznym osobom. W tym czasie kolejnym też dyrektorem i plenipotentem tych dóbr zostaje inżynier górniczy sprowadzony też ze Śląska, a jest nim – Ludwik Mauve. Do Sielca L. Mauve dociera 18 września 1875 roku. Znany z wielkiej, genowej niemieckiej skrupulatności i solidności, natychmiast więc po przybyciu protokólarnie przejmuje zarząd nad całym majątkiem. Już w roku 1882 roku w niedalekiej odległości od zameczku sieleckiego, stawia browar parowy do produkcji piwa bawarskiego wraz ze słodownią, później fabryczkę sztucznego lodu, a w latach 1880 – 1886 rozbudowuje i znacznie też unowocześnia pobliską kopalnię w Sielcu. W dwa lata później po wybudowaniu już dochodowego browaru, czyli w 1884 roku powstaje z większościowym udziałem rodziny Renardów spółka górniczo – hutnicza Gwarectwo „Hrabiego Renarda”. Siedzibą spółki był wtedy zamek sielecki. W roku 1897 rok większość udziałów Gwarectwa „Hrabiego Renarda” zostanie jednak przejęta przez kapitał francuski, któremu zresztą sprzyjała wtedy Rosja carska, co doprowadza też w konsekwencji do zmiany dotychczasowej nazwy spółki – teraz na Towarzystwo Górniczo – Przemysłowe „Hrabia Renard”, gdzie dalej jednak ogromnym majątkiem zarządza nie kto inny jak inżynier Ludwik Mauve. To tyle celem wprowadzenia do zasadniczego tematu.

Pod koniec XIX wieku stopniowo zagospodarowywany i zadrzewiany już Park Renardowski przez Hermana Moebiusa – dzisiaj zwany Parkiem Sieleckim – właściwie zajmuje już stosunkowo rozległe połacie ziemi. Od strony północno wschodniej sięga już bowiem aż do terenów, gdzie później już przez jego następcę L. Mauve w 1882 roku wybudowany zostanie pijalnia piwa browarnego i innych jeszcze trunków.

[Zdjęcie nr 5 z lat 70. XX w. Uliczka Browarna. Po lewej stronie jeden z magazynów browaru i fabryczki sztucznego lodu. Po prawej kaplica – kościółek parafialny (kiedyś piwiarnia browarna i innych jeszcze trunków). W dali budynek mieszkalny dla kadry urzędniczej z Gwarectwa „Hrabia Renard”. W czasach, gdy plenipotentem Renardów był H. Moebius, to Park Renardowski sięgał do terenów browaru. Kaplica i plebania (wówczas piwiarnia browarna) usytuowane  więc były na terenach dawnego parku.]

Budowa browaru na terenach północno wschodnich zlecona przez L. Mauve staje się bardzo dochodowa. Oprócz więc produkcji eksportowej piwa bawarskiego, w roku 1900 Gwarectwo stawia dosłownie kilkanaście metrów przy późniejszej uliczce Browarnej, jednak już na terenie parku, ogromny kompleks – piwiarnię – to późniejsza od 1903 roku kaplica i plebania. Należy uczciwie zaznaczyć, że jak na ówczesne czasy wzniesione na tym terenie przez L. Mauve budowle i zabudowa ulic są nietuzinkowe. Więc swym niespotykanym w Sosnowcu wystrojem architektonicznym mogły zachwycić niejednego znawcę rozkochanego w architekturze miejskiej. Nowo postawiona piwiarnia, zarówno jako bryła architektoniczna jak i jej nietuzinkowe, bowiem dotąd niespotykane wnętrza (dwa zabudowania), wyraziście wówczas dominowały na tym nowosieleckim odludziu. Przynajmniej tak tę budowlę w swych wspomnieniach opisał mój dziadziuś Wawrzyniec Doros, mieszkaniec z Katarzyny. Są faktycznie do dzisiaj prawdziwymi  zagłębiowskimi perełkami  architektonicznymi. Tam przyroda i zagospodarowywany wokół teren w stylu zachodnich miasteczek nie tylko się uzupełniają, ale stwarzają taką harmonię gry wizualnej, że oko ludzkie może się faktycznie nasycić pięknem architektonicznego i przyrodniczego pejzażu. Piwiarnia bowiem przypomina typowe budownictwo o prewencji angielskiej typu „cottage”, gdzie w niezwykle efektowny i murowany obiekt, głównie składający się z kamieni wapiennych, z finezją snycerską wkomponowano jeszcze bogatą ażurową drewnianą dekorację. Swym wyglądem – jak wielu też znawców tematyki architektonicznej sądzi – w pewnym też stopniu przypomina jednak typowe sosnowieckie i zagłębiowskie robotnicze domy. Później jeszcze wewnątrz zostanie ozdobiona wieloma elementami z żelaza kutego i uzupełniona w wyjątkowo ozdobne elementy z odlewów żeliwnych. Wzniesione budowle zostają też otoczone efektownymi kamienno – wapiennymi murami, a dotąd piaszczysto – klepiskową ulicę pokryje wreszcie kamień, tzw. „kocie łby”. Natomiast niezwykle harmonizujący z otoczeniem drewniany przejezdny most nad rzeką Czarną Przemszą, jeszcze dodatkowo urozmaici tę część nowosieleckiej okolicy.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Bear